Wygrywaj wyjazdy w egzotyczne miejsca.


Wyprawa do Grecji na wyspę żółwi Zakhyntos - Laganas


....Przystanek Skinari, tutaj czekał nas rejs łódką do Błękitnych Jaskiń. Plaża, z której wypływaliśmy była czyściutka, a woda dosłownie przezroczysta. No i płyniemy- piękne białe groty.....


    Nadszedł czas wylotu, na lotnisku spotkałam się z całą ekipą, no i lecimy. Już w górze było widać jak piękna jest Grecja, każdą z wysepek otaczała szafirowa laguna, zaś na nich samych porastały różnej wielkości góry - mniejsze, większe-przepiękne. Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk oklasków, jakimi zostali nagrodzeni piloci naszego samolotu przez moich współpasażerów. Wylatując z Polski pogoda była straszna, więc tutaj liczyliśmy na ciepłe powiewy. Rozczarowaliśmy się już na samym początku. Pogoda była przeciętna, wiał wiatr, niebo było zachmurzone. Droga z lotniska do naszego hotelu też nie była zbyt interesująca, jednak samo miejsce pobytu wynagrodziło nam zawód. Piękne żyrandole, skórzane kanapy, duży hol. Po zakwaterowaniu w pokojach i po zapoznaniu się z pozostałymi, postanowiliśmy uczcić wygraną drinkiem nad basenem.
   oryginal - Grecja 2 Nasz pierwszy dzień był dniem wolnym, więc z moją trójką towarzyszy postanowiliśmy wybrać się na spacer w pobliskie góry. Niestety i dziś pogoda nie zapowiadała się zbyt słonecznie. Ubrani dość ciepło wyruszyliśmy w nieznane. Maszerowaliśmy już dobrą godzinę, gdy wyszło słońce. Było gorąco strasznie gorąco, a my już ledwie szliśmy, szkoda było wracać, aby się przebrać. Minęły następne dwie godziny, a my wciąż maszerowaliśmy plażą, a góra ledwie się do nas zbliżała, a raczej my do niej. Trzeba przyznać, że widok był piękny. Olbrzymie fale szumiały, woda chłodziła nam stopy, i te wspaniałe krajobrazy, gdzie Morze Jońskie zderzało się ze skałami. Doszliśmy do czegoś w rodzaju wieżyczki wykutej w skałach, gdzie powiewała flaga Grecji. Wokół rozpościerały się skały, które wyglądały jakby były z tysiąca kryształowych łez. W słońcu prezentowały się majestatycznie. Niestety wejście na nie było ogrodzone. Dotarliśmy do podnóża gór, zajęło nam to prawie 4 godziny, byliśmy wycieńczeni, i już nikt nie zamierzał zdobywać szczytu. Zgodnie postanowiliśmy, że zwiedzimy pobliskie miasteczko, najpierw jednak trzeba było nabrać sił na dalsze wojaże. Schodząc z plaży natknęliśmy się na tawerną o prawdziwym greckim charakterze - o nazwie Stani Taverna. Zamówiliśmy tradycyjną potrawę, była nią Mousaka. Kelner przyniósł danie w gorących glinianych misach, pachniała wspaniale. Składała się z warzyw i mielonego mięsa, a całość została zapieczona w serze. Trudno mi opisać jak była smaczna. Najedzeni do syta powędrowaliśmy do miasta. Było zupełnie inne od naszego miasteczka, tradycyjne zabudowania sprawiały, że było to miejsce magiczne, dopełnieniem były liczne palmy i pięknie kwitnące drzewa. Robiło się późno i pora było wracać na hotelową kolację. Tak nam upłynął pierwszy dzień.
Kolejny zapowiadał się jeszcze lepiej, czekała nas podróż autokarem dookoła wyspy. Jechaliśmy krętą, górską drogą, gdy nagle oczarował nas błękit w dole przepaści, morze było niesamowicie niebieskie. Musieliśmy się zatrzymać, choć na chwilę, by zrobić kilka zdjęć. Na kolorowych skałach tuż nad urwiskiem rozpościerała się czarująca restauracja. Woda rozbijała się o skały.
W dalszej części podróży zwiedzaliśmy pola oliwne, mające kilkaset lat, zadziwiały kształtami i formami pnia. Pokręcone z wybrzuszeniami sprawiały wrażenie czegoś niesamowitego, co może stworzyć natura. Dookoła nich pasło się stado kóz, przeróżnej maści. Pilnował ich stary grek, szczerze mówiąc wyglądał groźnie. Następny przystanek znajdował się w winiarni Callinikos. Na początku opowiedziano nam historię tego zakątka, obejrzeliśmy, w jaki sposób i za pomocą, jakich przyrządów wytwarzano niegdyś wino. Opowieści się skończyły i zostaliśmy zaproszeni na degustację win. Do wyboru mieliśmy kilka rodzai. Jedne lepsze, drugie gorsze, posmakowaliśmy, niektórzy dokonali zakupu i czas było się zbierać w dalszą drogę. Ku zaskoczeniu mojemu i wszystkich, każdy z uczestników dostał od Callinikos butelkę wina w podziękowaniu za odwiedziny. Miły gest u nas w Polsce niespotykany.
Przystanek Skinari, tutaj czekał nas rejs łódką do Błękitnych Jaskiń. Plaża, z której wypływaliśmy była czyściutka, a woda dosłownie przezroczysta. No i płyniemy- piękne białe groty. Niezwykłe było wpływanie i oglądanie, jak szmaragdowa woda jest w każdej z nich, dodatkową atrakcją było widzenie, tego, co dzieje się pod nami przez szklane dno łodzi. Wydawało się, że zaraz tuż tuż jest piasek, okazało się, że pod nami jest kilka metrów wody. Ciekawym doznaniem było również przepłynięcie pod wielkim łukiem skalnym. Rejs łódką z takimi widokami jest niezapomnianym przeżyciem. Po powrocie czekał nas lunch w tutejszej restauracji, gdzie zakosztowaliśmy specjałów związanych z Grecją. No i wyczekiwana chyba najbardziej przez wszystkich Zatoka Piratów, tutaj z punktu widokowego w Bochali podziwialiśmy z góry wrak statku piratów w małej zatoczce, otaczały ją pionowe urwiska. Od północnego wschodu, skały były najwyższe - tylko od tej strony graniczyła z lądem. Plaża z wrakiem była całkowicie niedostępna, chyba, że ktoś byłby na tyle odważny, by skoczyć kilkanaście metrów w dół. Piasek w tym zakątku był tak biały, że odbijające się w nim słońce oślepiało nas, natomiast woda dookoła była...nie wiem jak ją określić, bo była tak niesamowicie szafirowa i błękitna, że zapierała dech w piersiach. Takiego widoku nie da się opisać słowami, to trzeba zobaczyć na własne oczy, żeby wiedzieć, co mam na myśli. Zatoka wraku to plaża, która stała się nie tylko wizytówką wyspy, ale i całej Grecji. Jest uważana za jedną z najpiękniejszych plaż świata. Teraz pozostało nam już tylko podziwianie krajobrazu z wracającego autokaru. Mimo tylu wrażeń i doznań dnia, byliśmy wyczerpani, niektórzy z nudów (nie podobało im się nic), a inni, w tym ja, z powodu gorąca, jaki nam towarzyszył.
Nadszedł kolejny dzień, a z nim wyprawa na Olimpie. Musieliśmy wstać rano, by dotrzeć autobusem do Zakhyntos, gdzie czekał na nas prom płynący do Kyllini na półwyspie Peloponez. Przeprawa promem była bardzo przyjemna, rzeźka bryza maskowała gorąco, jakie było tego dnia od samego rana. Po zejściu z pokładu ponownie zasiedliśmy do autokaru. W ciągu godziny dotarliśmy na Olimp. Ruiny starożytnego miasteczka powiewały tajemniczością, przewodnik opowiadał tak ciekawie, że wystarczyło zamknąć oczy, aby przenieść się w tamte czasy. Bogowie i mityczne stwory stały się rzeczywistością. Zeus, Nike czy Hera nie byli już tajemnicą, przebywaliśmy w ich świątyniach, widzieliśmy figurki, jakie gościły u nich jako ozdoby, dzbany, jakimi czerpali wodę. Znaleźliśmy się na stadionie olimpijskim, gdzie odbyła się pierwsza olimpiada. Można było usłyszeć oklaski i fanfary, jeśli ktoś ma taką wyobraźnię jak ja:). Wśród licznych ruin jest miejsce, które żyje do dziś. Mianowicie jest to świątynia Hery, na jej pozostałościach odbywa się wzniecenie ognia olimpijskiego. Uzyskuje się go, zapalając za pomocą promieni słonecznych, skupionych przez paraboliczne zwierciadło, stąd jest on przenoszony przez olimpijską sztafetę do miejsca rozgrywania nowożytnych igrzysk w danym roku.
Drugim punktem na Olimpii było muzeum, w którym znajdowały się posągi, naczynia użytku codziennego, elementy ozdób budynków, biżuteria, jaką nosili herosi i wszystko, co związane z tamtym okresem w dziejach. To, co znaleziono na wykopaliskach. Niezwykłe jest, że tak małe miasteczko zapoczątkowało tak wielkie wydarzenie, jakim jest do tej pory Olimpiada. Uczestniczą w niej wszystkie narody, nie liczy się w nich pochodzenie, kolor skóry-wszyscy są tacy sami. Przyznam szczerzę, że wyczerpał mnie ten dzień i marzyło mi się tylko łóżko.
Wyspałam się, kolejny dzień wolny, ale szkoda było tracić czas i leżeć nad hotelowym basenem. Nasze czwórka postanowiła zwiedzać dalej. Sprawdziliśmy miejskie autobusy poprzedniego dnia i teraz siedzieliśmy w jednym z nich, który zmierzał do stolicy Zakhyntos. Ten dzień był bardzo udany, widzieliśmy mnóstwo typowych zabudowań, porozmawialiśmy z bardzo miłymi grekami, przy okazji dowiadując się ciekawostek, które nie widnieją w żadnych opisach. W kameralnym barze tuż obok portu skosztowaliśmy złotego trunku - piwa Mythos. Było olbrzymie i naprawdę dobre. Pragnienie zostało ugaszone i nadeszła pora na zakup świerzych melonów, które zachęcały swoim zapachem. Ostatnie tęskne spojrzenia na góry, błękitne morze, i pora było wracać, by znów odpocząć i nabrać sił na kolejny dzień.
Płynęliśmy ponownie łódką, teraz jednak czekała nas wyprawa w poszukiwaniu żółwi caretta-caretta. Pływaliśmy dobrą godzinę, jednak nie zdołaliśmy zobaczyć ani jednego żółwia. Podobno dno morza było zamulone po sztormie i dlatego też nie mogliśmy ujrzeć tych stworzonek. Szkoda chciałam je widzieć w naturalnym środowisku. Po nieudanych łowach, sterniczy zabrał nas na małą plażę, która była idealna na wypady we dwoje. Malownicze skały, roślinność, biały piasek, sprawiały, że myślało się o bliskiej osobie. Szkoda, że nie było ze mną męża.
No i nadszedł ostatni dzień naszego wyjazdu. Z moimi towarzyszami postanowiliśmy, że powylegujemy się na plaży, trzeba było przecież wrócić z piękną opalenizną. Minione dni upłynęły nam na zwiedzaniu, więc nie mieliśmy zbytnio na to czasu. Wytrzymaliśmy na piasku góra godzinę, słońce niesamowicie piekło. Z tego powodu zebraliśmy rzeczy i ruszyliśmy na podwieczorek do hotelu. Po zjedzonym posiłku nie mieliśmy już siły na nic i po raz pierwszy i ostatni poszliśmy poleżeć na leżaki nad basenem. Nie mogliśmy jednak zmarnować całego dnia na wylegiwaniu się. Nie daleko Laganas, była mała wysepka, na niej góra, a na wzniesieniu punkt widokowy. Aby się do niej dostać, musieliśmy przejść przez piękny mostek. Krajobraz z tego miejsca był oszałamiający. Opłacało się zakończyć podróż takimi widokami.
    Wycieczka była niezapomnianym przeżyciem, piękne, szmaragdowe plaże, roślinność, niezapomniane zapachy potraw, wszystko to sprawiło, że pragnę tam wrócić. Szkoda było wyjeżdżać i wracać do jeszcze szarej Polski. Trzeba było się, także pożegnać z przyjaciółmi, jakich się tam poznało. Bez nich byłoby nudno i za to im dziękuje, za ten cały tydzień śmiechu i rozmów. Każdy, kto chce zobaczyć coś pięknego, coś, co sprawi, że zapomina się o oddechu polecam Zakhyntos.

 

 


Organizatorzy:                              Patroni Medialni:

oryginal - itaka  artykul - kamis    oryginal - TVP1 Kawaw czy herbata?   artykul - zet artykul - gala

                                                   artykul - mg       artykul - odyssei.com

Wybierz kontynent:
Wybierz kraj:

poprzednie wyprawy
  • Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28733
  • Porad: 18793
  • Postów: 115550
  • Tematów: 10543