Świątynie Angkoru
Zapraszamy do rad praktycznych przygotowanych przez Los Wiaheros, którzy pod patronatem Odyssei.Com okrążają świat
Rady praktyczne niskobudżetowego backackera z Polski.
Od początku naszego pobytu w Kambodży zastanawialiśmy się, jak się "zabrać za" Angkor.
Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że:
* odwiedzają go tłumy turystów,
* bilet wstępu jest dość drogi,
kompleks świątyń to ogromny obszar, którego nie da się przebyć na nogach,
* musimy się dobrze przygotować merytorycznie do tego miejsca, aby "wyciągną" z niego dla siebie jak najwięcej i go zrozumieć.
Biorąc pod uwagę te główne problemy i kilka innych stwierdziliśmy, że naszą podróż do Angkoru zaczniemy już w Phnom Penh. W stolicy Kambodży mieści się Muzeum Narodowe, w którego zbiorach jest sporo najcenniejszych eksponatów przeniesionych z Angkoru. Multimedialne prezentacje i wizualizacje dają obraz potęgi tego byłego miasta. W naszej opinii tam właśnie trzeba zacząć przygodę z Angkorem. Trzeba przygotować się do niego merytorycznie.

Bilet:
Nasza podróż jest klasyczną podróżą niskobudżetową, więc liczymy każdy grosz, ale są miejsca, w których nasze postanowienia wydania 15$ na dzień bierze w łeb. Takim miejscem jest właśnie Angkor, gdyż za bilet wstępu do całego kompleksu płacimy 40$ od osoby. Można za niego zapłacić mniej, ale i więcej. Wszystko zależy od tego, jak dużo czasu chcemy poświęcić na cały kompleks.
Opcje są trzy:
1. jeden dzień - bilet ważny jest jeden określony dzień;
2. trzy dni - bilet ważny jest przez tydzień, licząc od dnia zakupu biletu, ale można sobie wybrać, które z trzech dni w tygodniu chcemy wykorzystać;
3. siedem dni - bilet ważny jest przez miesiąc, licząc od dnia zakupu biletu.
My wybraliśmy opcję drugę i de facto Angkor zwiedziliśmy przez 5 dni, gdyż drugi i czwarty dzień były dniami odpoczynku, kontemplacji i zgłębiania wiedzy teoretycznej na temat świątyń. Zwiedzaliśmy zaś dnia pierwszego, trzeciego i piątego wykorzystując tym samym całe trzy dni, jakie wykupiliśmy.
W każdej opcji bilet jest imienny z wydrukowanym zdjęciem, więc jakiekolwiek kombinowanie jest mocno utrudnione, choć mniej interesujące świątynie znajdujące się w większej odległości od Angkor Wat są słabiej strzeżone i zdarzyło sie dwa razy, że nikt nas nie sprawdzał. Wjeżdżając jednak na tzw. dużą i małą pętle przekracza się check-piont, gdzie każdego dnia na odwrocie naszego biletu strażnik odfajkowywuje jeden dzień z puli trzech, jakie mamy do wykorzystania przez tydzień. W przypadku biletu ważnego miesiąć, tych dni jest siedem - patrz wyżej pkt. 3.

Transport:
Opcje są trzy. Zaczynając od najdroższej:
* wycieczka wykupiona w jednej z agencji i dołączenie do grupy tyrystów poruszającej się po kompleksie klimatyzowanym pojazdem w towarzystwie przewodnika, ale w wyzanaczonych przez agencję godzinach;
* dogadanie się z właścicielem tuk-tuka i wynajęcie go na 1, 3 lub 7 dni. Opcja ta najbardziej opłaca się, gdy jesteśmy w większej grupie, np. 4 osób, gdyż koszt 12$ (taką najniższą cenę znaleźliśmy) dzieli się na więcej osób. W naszym przypadku ciągle było to 6$ na osobę na dzień, więc zdecydowaliśmy się na opcję trzecią, czyli;
* wynajęcie rowerów, za które zapłaciliśmy 2$ od osoby za dzień. Zyskaliśmy tym samym największą swobodę i najniższą cenę globalną, jednak kosztem pewnego wysiłku, który musieliśmy w zwiedzanie włożyć.
Najbliższe świątynie są oddalone od Siem Reap (miasteczko będące bazą noclegową) o co najmniej 10 km od centrum. O ile rano przejażdżka rowerem jest bardzo ożeźwiająca, o tyle popołudniowy powrót, lub poruszanie się po kompleksie w pełnym słońcu niesie ze sobą pewne wyzwania dla organizmu. Jak zwykle coś za coś. Opcja z agencją lub tuk-tukiem daje możliwość wypoczęcia podczas przejazdu, ale z drugiej strony ogranicza nas czasowo, gdyż nie jesteśmy sami.Widzieliśmy też czasem, choć dość rzadko, że kierowcy tuk-tuków poganiają swoich kilentów... Dla nas, sporych indywidualistów, opcja ta nie wchodziła ona w grę. Każdy lubi co innego.

Planowanie zwiedzania:
Zarządcy Angkoru dla ułatwienia zwiedzania kompleksu stworzyli tzw. 2 pętle - małą i dużą. Ułatwiają one poruszanie się po kompleksie. Pętla mała stworzona jest dla tych, którzy mają mało czasu i chcą zobaczyc naprawdę najsłynniejsze świątynie. Pętla duża wymaga od nas już więcej czasu, ale z drugiej strony pokazuje nam też dużo więcej. Pamiętać jednak trzeba, iż wiele świątyń, wg mnie też bardzo interesujących, nie mieści się w obrębie pętli małej i dużej, więc do końca nie ograniczałbym się tylko na tych dwóch trasach. Część ze świątyń jest odrzucona od głównego kompleksu nawet kilkadziesiąt kilometrów i tak naprawdę dostępna jest ona tylko dla tych, którzy wykupują bilet na siedem dni (o ile za środek transportu wybiorą tylko rower). Problemem jest dojazd (nie zawsze asfaltowe drogi) i czas, jaki zajmuje nam dotarcie do tych miejsc - nie żadko 2-3 godziny w jedną stronę. De facto więc potrzeba cały dzień na jedną lub maksymalnie dwie światynie, które znajdują sie daleko.

Pora dnia:
Zwiedzając kompleks świątyń trzeba brać pod uwagę upał, jaki panuje w Kambodży. Biorąc pod uwagę temperaturę, najlepiej zwiedza się świątynie wcześnie rano i późnym popołudniem, ale ma to pewne wady - nie tylko my tak myślimy, więc sporo osób wpada na podobny pomysł, szczególnie w centralnej części kompleksu. Grupy pakietowe zwykle w okolicy południa wracają na lunch do hoteli, więc w tym czasie ludzi jest mniej. Zostają tylko Ci najbardziej zdeterminowani, albo Ci, którzy mają najmniej czasu (zwyle poruszają się z indywidualnym przewodnikiem). Pora dnia ma też wpływ na inną sprawę - położenie słońca na niebie i światło/cienie jakie się tworzą. Jest to szczególnie ważne dla osób, które chcą mieć dobre zdjęcia z Angkoru. W pewne miejsca trzeba przyjechać o odpowiedniej porze, co np. w przypadku wschodu słońca nad Angkor Wat wiąże się ze sporymi tłumami - zapomnijcie wtedy o kontemplacji bowiem ciągle ktoś wchodzi w kadr, krzyczy, pozuje, prosi o zrobienie zdjęcia etc. Azjaci w tym wypadku przodują...
Jeśli o czymś zapomniałem, dopiszcie proszę w komentarzach. Wydaje mi się dość ważne, aby świątynie Angkoru zwiedzić w należyty sposób wyciągając tym samym jak najwięcej dla siebie. Powodzenia.
Źródło: www.loswiaheros.pl
Podyskutuj o podróży Alicji i Andrzeja na Forum Odyssei.com
Przeczytajcie poprzednie relacje z podróży Los Wiaheros:
Kolonialne serce francuskich Indochin
Hanoi, miasto o temperaturze wrzenia
4000 wysp na Mekongu – miejsce, w którym giną ludzie
Tham Kong Lo - niedoceniony cud Laosu
Vientiane – stolica, nie stolica?
To w końcu Kanton czy Guangzhou?
Wiszące mosty koło Passu w Karakorum
Pakistańskie ciężarówki – cuda nie z tej Ziemi!
Karakorum Highway – dlaczego „highway”?
O piekielnym upale i samostopie – Zatoka Perska
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata
Kobieta w Iranie, czyli moda islamska
Czarnych czadorów czar, czyli Welcome to Iran
Patronat Odyssei: LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata













