Pozdrowienia z Mauritiusa
„Mauritius został stworzony, zanim powstał Raj, i posłużył jako model jego budowy. Mark Twain, Wzdłuż równika, 1897”.
Takie słowa widnieją na butelce maurytyjskiego rumu Green Island. Sącząc trunek wymieszany z mleczkiem kokosowym i sokiem z ananasa, przyznaję pisarzowi całkowitą rację.
Na Mauritius zostałam zaproszona z okazji ślubu. Uroczystość odbyła się kilka miesięcy wcześniej w Londynie, który stał się później punktem przesiadkowym dla wszystkich gości weselnych podążających na wyspę. Dla pana młodego, Maurytyjczyka, była to pierwsza wizyta w rodzinnym domu po sześciu latach studencko-zarobkowej emigracji. Dla panny młodej, Polki, i jej rodziców – rzadka sposobność zintegrowania się z nową częścią rodziny. Dla mnie – niepowtarzalna okazja poznania wyspy od podszewki dzięki zwiedzaniu jej w towarzystwie miejscowych. I szansa na egzotyczne wakacje marzeń rodem z folderu w cenie przystępnej dla początkującego pracownika biurowego spłacającego kredyt hipoteczny! Na Heathrow w kolejce pasażerów czekających na wejście na pokład samolotu linii Air Mauritius odnoszę wrażenie, że jestem z wizytą w przedszkolu. Wprawdzie dziatwa jest urocza, niemniej niezwykle hałaśliwa. Podziwiam opanowanie stewardes o oliwkowej skórze, tęczowych apaszkach i papuzim makijażu. Jakimś cudem zasypiam z myślą o egzotycznych kwiatach.
Więcej znajdziesz tutaj














