• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Po Zalewie Wiślanym: Kąty Rybackie - Kaliningrad

ss Wyświetlono: 938 razy 2004-03-19 12:55:01
  Ocena:2.39 (82 głosów)


sierpień 2003
Sobota, 23 VIII

To nie ma być długi rejs. W firmie Sail-Ho Jacka Kijewskiego wynajmujemy dwie Cariny i ruszamy na wschód.

Mamy niewielkie doświadczenie w żegludze po Zalewie, ale ciii..., Jacek nie musi od razu o tym wiedzieć. Od godziny 1015 na kei przystani Barkas w Kątach Rybackich próbujemy dojść do ładu z silnikami oraz innymi przygotowaniami (zakupy żywności, wody, kompletowanie takielunku...). Ale głównym problemem są te cholerne silniki.

Vana-Vana ma japoński silnik Suzuki o mocy 4 koni. Bryk ma NRD-owską Forelle o mocy (jakoby) 8 koni. I niech go te wszystkie konie kopną, bo nie chce działać. Jacek stopniowo usuwa z niego elementy ułatwiające obsługę, czyli te najbardziej zawodne. Najpierw kołpak; to znaczy będziemy go zakładać idąc na żaglach a zdejmować idąc na silniku. Następnie urządzenie, które po szarpnięciu wsysa linkę służącą do rozruchu. Teraz przed każdym szarpnięciem trzeba ją będzie ręcznie nawijać na kółeczko. W końcu normalne podłączenie zbiornika paliwa na rzecz awaryjnego. Pod dłonią Jacka silnik czasem startuje. A czasem nie. Paliwo kapie i na wodzie tworzy się tęczowa kałuża. Kurczę, jak ja nie lubię silników! Osobiście próbuję szarpnąć kilka razy, ale bez sukcesu -- widać mam mniej szczęśliwą rękę. Jacek coś tam poprawia i mówi, że teraz jest dobrze. Pełen podejrzliwości szarpię... działa. Wyłączam silnik, odczekuję kilka minut, szarpię -- znowu działa. Ufff.

O godz. 1800 wychodzimy na żaglach w kierunku Tolkmicka -- jest już późno, więc nie mamy większych ambicji na dzisiaj. Kurs kompasowy: 100o. Wiatr: 2oB z NWW. Idziemy fordewindem na motyla. Wiatr stopniowo nasila się do 5oB nadal z NWW i oczywiście czym dalej od brzegu tym większe fale. Nie znam jeszcze tego jachtu, więc na wszelki wypadek mamy założony mały fok i 3 refy na grocie. Może dlatego Vana-Vana jest szybsza i co jakiś czas robi kółeczko czekając na Bryka. Do czasu... Kiedy steruje Jurek, próbuję dojść do ładu z lornetką Olafa. Mam trudności ze zrobieniem takiego zeza, żeby zbiegły mi się obrazy z obu oczu.

Ni z tego ni z owego w okolicach stawy Elbląg maszt Vany-Vany znika z widoku. Patrzę dokładniej -- jest, ale leży. Przychodzi mi na myśl deska wind-surfingowa, której użytkownik na chwilę puścił żagiel do wody, żeby nos wytrzeć. Coś się stało Vanie-Vanie. Podpływamy... okazuje się, że pękł im achtersztag i maszt zwalił się do przodu. Staramy się być w pobliżu na wszelki wypadek, a ja planuję sobie w umyśle (i zaraz odrzucam) różne awaryjne manewry na jakby-co: podejście do człowieka za burtą (ale nikogo nie ma za burtą), podjęcie załogi z jachtu (ale to przecież nie ma sensu); holowanie na żaglach (chyba możliwe na baksztagu, ale po co, przecież oni mają silnik), co by tu jeszcze wymyśleć...
Strona:  1, 2, 3, 4


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje

PolskaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju