• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Islandia 2001 - Pierwsze poważne

bogdanbc Wyświetlono: 642 razy 2004-03-19 12:47:18
  Ocena:3.21 (43 głosów)


Po zatankowaniu i noclegu w cywilizacji śniadanie zaplanowaliśmy w interiorze. A więć zaczyna się - pierwsze "prawdziwe" potoki, małe rzeczki płynące wzdłóż drogi a czasami po niej.
Ponieważ podłoże było kamieniste robiło sie nieco ślisko, co dodawało uroku całej wyprawie. Muszę się pochwalić, że zawsze forsowałem przeszkody jako pierwszy, wg twierdzenia :

jak viadro przejedze - to każdy da sobie radę.


Potem był i śnieg na drodze, błotniste a może popiołowe podłoże i niezwykłe podjazdy. Fajnie, ciekawe czy nie będziemy musieli zawrócić ?
Ale nie pokonało nas. Udało się wjechać na płaskowyż. Droga miękka, pobocze zdradliwe. Za to widoki boskie.
Dość długo jechaliśmy na to śniadanie. Punkt osiągneliśmy nieco przed południem. Spotkaliśmy tam "twardzieli" na hard enduro. Nie mogli się nadziwić, że my dojechaliśmy aż tu na tych swoich plastikach
Naopowiadali na o znajomym, co się wysypał na przeprawie i wraca samolotem. Tak więc podniesli nas na duchu odradzając absolutnie wyprawy w "Interior". Pomachaliśmy sobie i pojechaliśmy tam, gdzie nie powinno nas być. Takie jak na zdjęciu obok przejazdy przez kałuże nie są przeprawą. Przeprawy to te, których głębokość na szerokości dwóch metrów przekracza 40 centymetrów.

A ten wodospad, nie zaznaczony na mapie i nie wspomniany w żadnym z przewodników spodobał się mi najbardziej. Małą tabliczkę z napisem ble-ble-ble-foss ( czyli jakistam wodospad) wyczaił Adam i po 400 metrach "na azymut" przez pola lawy dotarliśmy do miejsca tak cudownego, że nie sposób je było uwiecznić na fotografii.
Wyjechaliśmy z interioru nad "jezioro komarów". Nocleg w domu kultury na podłodze w sali teatralnej. Pełna profesionalka.

Pierwszy raz bez bagaży pojechaliśmy pochasać po okolicy.
Na początku byliśmy w takim miejscu, gdzie jak mówił Artur "Słowo smród nabrało nowego znaczenia".

Dotarliśmy nad największy w Europie wodospad Dettifoss. Masy wody tam się przewalające wywoływały dziwne uczucia. Odbiło nam, wracając po szuterkach ścigałem się z Adamem i został on z tyłu tylko dla tego, że jego Transalp nie poszedł więcej niż 160 (w lekkim piachu i kamieniach a nie na asfalcie). Ach te zakręty ... a to hamowanie - 500 mertów i wylatuję z drogi (tylko 2 metry i od razu wpadam na drogę ponownie).
Nie odbiło tylko Arturowi. Do asfaltu dotarł "po czasie" i spokojnie pojechał dalej, kiedy my studziliśmy swoje zapędy...

Ostatni wjzad w Interior. Wybraliśmy go na koniec, by potrenować przed tym najtrudniejszym kawałkiem, zjeść część zapasów a i dla tego, że jak byliśmy jeszcze na promie to obszar ten był zamknięty za względu na zalegający śnieg.

Ok, jedziemy. Zaczęło się. Piachy i żużel. Nie można jechać za wolno. Jakoś mi idzie drogi podobne jak w Borach Tuchoskich na czerwonym szlaku. Za pierwszym wzniesieniem rzeka. Nie duża, dno twarde. Przekraczam z duszą na ramieniu, woda hamuje motor, prąd lekko znosi, woda prawie wlewa się do butów.
Strona:  1, 2, 3


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
IslandiaWybierz obszar który Cię interesuje

IslandiaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju