Islandia 2001 - Dojazd i Wyspy Owieczkowe
bogdanbc Wyświetlono: 1780 razy 2004-03-19 12:29:06![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.49 (80 głosów) |
Jak odmrozić pośladki czyli ....... kilka slów z wyjazdu do Islandii przez Wyspy Owcze.
Artur Kufel - Kraków wymyślił by pojechać (on na BMW 1150 GS),
Bogdan Chudzikiewicz - Sopot uległ jego urokowi i nie odmówił (na Hondzie Varadero), (tylko bez podtekstów !),
Adam Silny się zafascynował i dobił do nas na pięć minut przed wyjazdem (Honda Transalp New Generation).
Tak i wyjechalim ...
A upał był niemożebny. Spoceni docieramy z Adamem szlakiem z Trójmiasta przez opłotki do Słubic, załapując po drodze grochówkę "U Majora" i dwa ostre hamowania. W hotelu czekał już na nas Artur. Szybko na miasto po ostatnie zakupy, wspólny duży posiłek w pizzerii, może ostatni tak tani i obfity. Tam docieramy poglądy, krystalizujemy trasy etc.
Przez granicę bez kłopotów, (już więcej nie pokazaliśmy nikomu paszportu), nudnymi jak flaki ale szybkimi autostradami przez Hannover, gdzie obkupują się poniektórzy w ocieplacze, lądujemy u znajomego Artura. Nocleg i miła kolacja nastraja optymistycznie, a że i domownicy to podróżnicy gadaniom nie byłoby końca gdyby nie poranne wstawanie. Dania przyjęła nas zdrową ulewą, tak że nie potrzeba było zdrapywać już much i komarów wyłapanych na autostradach. Na północ docieramy na godzinę przed otwarciem szlabanu. Szwędamy się więc po okolicy stąd i to zdjęcie z widokiem na "nasz" prom. Właśnie co załamał się pogoda ...
Prom jak prom, wymagał odstania przed furta wjazdową, ot takie widzimisie kapitana. Tradycyjnie motocykle to kara boska dla przewoźników, więc utrudniali jak mogli, to nie było miejsca, to czasu, to lin mocujących, to nie można było dwa razy zejść po bagaże, ot i tak dla hecy zastawili cię, że nawet nie było widać. Ale my pomni wcześniejszych promów mieliśmy już przygotowane własne pasy do ształowania, zapakowani w jeden kufer wysmyknęliśmy się z "Car Decka" do kabin. Niestety, spociliśmy się jak zawsze i pierwsze co to uderzyliśmy pod prysznicy, a dopiero potem do sklepu wolnocłowego. Piwa wystarczyło.
Dwie noce bujania. Koje znośnie.
Jedyna rozrywka to wierze wiertnicze, Szetlandy, oraz próby rozłożenia leżaków przez płeć piękną.
Zawarliśmy też pierwsze znajomości z "Twardzielami z Zachodu"
Na wyspy owcze FOreniry, wyrzucono nas przed świtem, a świt był ciemny, wietrzy i mokry. Brrr... Zaraz po wyjeździe z promu zakutaliśmy się w kondoniki i jedziemy przed siebie dalej od deszczu, na północ. Sam deszcz jak deszcz, gdyby nie to, że padał z góry, boku, dołu, a silny wiatr przestawiał o pół metra motocykle przejeżdżające przez stalowe zapory dla owiec. Bardzo przykre uczucie. Z wysp to nic nie było widać. Kawał drogi dalej chmury się rozstąpiły, mgła uciekła a oczom ukazało się piękno wyspy.
Dla statystyki podaję, że na wyspach pada 340 dni w roku, co statystycznie potwierdziliśmy.
I od razy zobaczyliśmy owieczki, wolno szwędające się wszędzie.
| Oceń relację |
DaniaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju





















