• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Jezioro Onega'97 2*

ss Wyświetlono: 427 razy 2004-03-19 11:54:32
  Ocena:3.03 (69 głosów)


Pospieszny z Sankt-Petersburga (przez większość ludzi stale nazywanego Leningradem) jedzie do Pietrozawodska całą noc. Na stacji czeka na nas Misza z Murmańska, nasz trzeci załogant i właściciel łódki...
Poniedziałek, 7.VII

Zabiera nas swoim Żiguli 40 km do daczy swojego ojca nad jeziorem Gadozjero, gdzie czeka na nas nasza jednostka pływająca. Wczoraj Misza też czekał na dworcu w Pietrozawodsku, bo pomylił datę naszego przyjazdu. To nie szkodzi, to nie jest daleko, przy tutejszych odległościach 80 km się nie liczy, nicziego, napliewat.

Główną miejscową sensacją są wakacje prezydenta Jelcyna w miejscowości Szujskaja Czupa nad jeziorem Konczozjero w odległości ok. 10 km od daczy Aleksandra Iwanowicza, ojca Miszy. Wiemy już o tym z gazety kupionej na drogę, ale Misza podaje nam dodatkowe szczegóły dotyczące głównie utrudnień komunikacyjnych w okolicy oraz ilości nowych posterunków GAI czyli policji drogowej. Wszyscy są trochę źli na stosowane środki bezpieczeństwa, ale głównie dumni z tego, że mają dacze w tak dobrym miejscu. Gdyby to było na Zachodzie, to pewnie ceny działek skoczyłyby w górę.

Większość nazw jezior w okolicy kończy się na "ozjero''. Ktoś tak przełożył na rosyjski jakieś stare karelskie nazwy i się przyjęło. Podobnie wiele wysp kończy się na ,,ostrow'' a sporo rzeczek na "rucziej''.

Dacza jest mała i skromna, ale (jak większość) ma własną osobno stojącą łaźnię. Poznajemy się z Aleksandrem Iwanowiczem i Albiną Dmitriewną, rodzicami Miszy. Zaraz pada pytanie, co chcielibyśmy zjeść, ale tu jesteśmy z Alioszą zgodni: najpierw kąpiel w jeziorze. Mimo wczesnej pory dnia (ok. 8:00 rano) panuje dziki upał a woda w jeziorze jest jak ciepła zupa. Nie tak sobie wyobrażałem surową Karelię. Mojemu zdziwieniu dziwi się Misza: przyjechał z Murmańska 1000 km na południe i liczył na to, że będzie ciepło. Nie przeliczył się.

Dziwię się po raz kolejny na widok łódki. Oczywiście nie spodziewałem się eleganckiego jachtu, ale myślałem, że zapowiadana parusno-griebnaja łodka to coś w rodzaju małej szalupy ratunkowej z dawnych statków; mała ale mocna i dzielna, dostosowana do trudnych warunków mogących zapanować na jeziorze wielkości małego morza. Tymczasem jest to samoróbka złożona z dwóch oddzielnych części -- dzioba i rufy -- złączonych na jakieś niezbyt grube śruby z nakrętkami. To po to, żeby dawała się łatwo transportować na małej przyczepce samochodowej. Długość: 4 metry. Dno płaskie, dziób wysoko, rufa wysoko, środek dużo niższy żeby ułatwić wiosłowanie; każda fala wyższa niż 50 cm musi się tędy wlać do środka. Poszycie z grubej (10 mm) sklejki. Ani śladu półpokładów, forpiku czy achterpiku; nasze bagaże będą przez kilka dni leżeć na zalewanej wodą kupie w środku łódki. Na szczęście jesteśmy dobrze wyposażeni w duże worki nieprzemakalne.

Jest jedna ławeczka dla wioślarza; pozostałe osoby muszą siedzieć na dnie łódki. Nie ma możliwości żadnego ambitniejszego balastowania.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje

RosjaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju