Wyjazd do Maroka.1.
bogdanbc Wyświetlono: 1476 razy 2004-03-18 16:26:18![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.17 (35 głosów) |
Wyprawka do MAROKA
Wyjazd do Maroka miał być pokazówką. Pełne przygotowanie, wyselekcjonowana twarda ekipa, podobny sprzęt i charaktery. Jak to jednak w życiu bywa, wszystko się popieprzyło. Główny inicjator wyjazdu odpadł początkowo z przyczyn fiskalnych (Krzysztofie, Krzysztofie - czemuś nas opuścił ?) , dwaj więksi twardziele którzy mieli jechać początkowo razem z nami, a potem odbić na Dakar z powodu problemów z wizami do Mauretanii obiecali, że spotkamy się na promie do Tangeru. Ostatecznie udało się zwerbować mojego pierwszego kompana podróży zagranicznych z 1987 roku Jerzego, który to na Pau-Europan załadował się z dziewczyną. Tak więc ekipa w składzie dwóch motocykli a trzech osób rozpoczęła indywidualne przygotowania do wyjazdu.
Przygotowania
Ze względu na klimat lepiej było wybrać porę jesienną. Wizę załatwiliśmy razem z drugą grupą przez biuro turystyczne - fikcyjna impreza zbiorowa - dobrze więc uzbierać od razu większa grupę (200,00 zł). Z dodatkowego wyposażenia turystycznego to przewidzieliśmy zasobniki na wodę, apteczki z chemią.
Mapa Michelina (29,90 zł) okazała się absolutnie wystarczającą. Przewodniki Nelles Guides (38,60) - ładne zdjęcia i Pascal (48,00) - praktyczne informacje, nigdy nie zostały przeczytane do końca, przejechały całą trasę raz tylko otwarte.
Zaplanowana wyprawa miała mieć około 15 tysięcy kilometrów - nie w kij dmuchał. Trzeba było zrobić wymianę wszystkich olejów i płynów tuż przed wyjazdem. Wymieniłem też zużyty na 75 % łańcuch na nowy. Dzięki serwisowi Pomirski-Honda nie było z tym problemów. Jedyny techniczny problem to zdobycie opon w sezonie - “Nie ma, no może na Październik” - pocieszali sprzedawcy. Chcąc nie chcąc opony zamówiliśmy w Gibraltarze i był to dobry pomysł, choć nie najtrafniejszy finansowo ( 177,00 Funtów ).
Osobiste przygotowanie motocykla polegało na obklejeniu baku folią zabezpieczająca przed porysowaniem i przymocowaniem specjalnych toreb “Kobi” do przewożenia większych ciężarów na gmolach motocykla - sprawdziły się grawitacyjnie, zwiększając jednak zużycie paliwa, szczególnie na autostradach. Tak na wszelki wypadek zakupiłem dodatkowy zestaw naprawczy do łatania dziur w oponach i małą pompkę. Radzę też zabrać szeroką taśmę zbrojoną, tzw. “pancer taśmę”. Zawsze się może przydać co było i w tym przypadku. Na wszelki wypadek zabrałem saperkę i siekierkę. Całe szczęście przydała się tylko siekierka i to do wbijania szpilek w twardą jak beton ziemię.
Koszt wstępnie oszacowaliśmy na 10,000 zł. Jak się okazało było to bardzo bliskie prawdy.
Co do błędów aprowizacji - wziąłem zbyt ciepły śpiwór, zbyt dużo zasobników z gazem, zbyt dużo ciepłych ciuchów.
| Oceń relację |
Komentarze
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju





















Bardzo milutko sie czytalo- brawo!Sama wybralabym sie na taka podroz. Moj ex ma BMW na ktorym wybralismy sie z Francji( gdzie mieszkam) do Krakowa ( z kad pochodze). Taka mala wycieczka- 'w porownaniu z ta z artykulu powyzej', ale wrazenia niezapomniane! No i oczywiscie ubawu po uszy. A ta historia z wymiana opon, przypomina mi do bolu to co wydarzylo sie nam we wloszech!
Gratuluje i pozdrawiam
Zbyt duzo grafomanii. Pomijam styl np sniadanko. Rocznie od 20 lat robie na sprzecie ok 15 tys km, bylem za kpłem Polarnym i w Afryce, ale brak mi Waszej WYOBRAZNI by to tak barwnie opisac. Pozdrawiam.