Afryka Wschodnia .2.
dysz Wyświetlono: 2131 razy 2004-03-18 16:01:38![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.95 (95 głosów) |
Czas trwania naszej wyprawy: 13 sierpnia – 8 września 2003
Liczba uczestników: 4 osoby: Bartek, Krzysiek, Olo, i ja
Całkowity koszt wyprawy: 2300 USD/osobę
Arusha – Machame – Kilimandżaro (Uhuru Peak 5896 mnpm) – Mweka – Arusha
Cały następny dzień odpoczywamy i włóczymy się po Arushy. Mamy dość czasu aby wysłać pocztówki, posiedzieć na necie (1000 TS/1h), napić się piwa i kupić przeróżne pamiątki na bazarze. Głównie są to drewniane figurki zwierząt, maski, koraliki. Rano pakujemy się do busa, wraz z naszą grupą, która będzie naszym „ojcem i matką” przez 6 dni. Są to: przewodnik – Severine, asystent przewodnika – Hashimo, kucharz – Gibson i tragarze – George i Edwin. W takim oto składzie będziemy zdobywać Kilimandżaro.
Dojeżdżamy do Machame gate, gdzie następuje załatwienie wszelkich formalności związanych z wejściem do parku, oraz zapakowanie rzeczy, które będą nam potrzebne podczas trekingu, czyli dwóch namiotów (jeden dla nas, drugi dla porterów i przewodnika), oraz jedzenia. Wszystkie nasze rzeczy osobiste znów jako nieliczni niesiemy sami. W końcu ruszamy. W tym dniu droga biegnie przez deszczowy las, który dosłownie jest deszczowy. Przedzieramy się przez niesamowite wprost błoto, trzeba przy tym szalenie uważać, żeby się nie poślizgnąć i nie wyglebić w nie. Bardzo przydają się kijki teleskopowe. Mimo wszystko idzie się całkiem dobrze i dość szybko, po drodze mijamy turystów chyba z całego świata. Mój podziw wzbudzają tragarze, którzy dźwigają olbrzymie wory i baniaki na... własnej głowie. Po trzech godzinach jako jeden z pierwszych docieram do Machame Camp (3100 mnpm), z którego po raz pierwszy z bliska widać Kili.
Po chwili dociera reszta naszej grupy, a za nią inni, którzy tego samego dnia co my zaczęli treking. Powoli cała polana zaczyna zapełniać się stawianymi namiotami. Wrzucamy do naszego namiotu karimaty, śpiwory i plecaki, po czym przenosimy się do sąsiedniego, w którym już czeka na nas gorąca herbata i popcorn. Podczas gdy my wymieniamy się naszymi spostrzeżeniami z pierwszego dnia wyprawy zajadając popcorn, to nasi chłopcy, pod czujnym okiem Gibsona, gotują w tym czasie obiad. Idzie im to niezwykle sprawnie, widać że mają spore doświadczenie. Nie mogliśmy wyjść z podziwu dla nich jak przez te 6 dni ani razu nie powtórzyli się z potrawami, codziennie serwując nam coś innego. Za każdym razem jedzenie było przepyszne, składało się z zupy, drugiego dania i na deser owoców. Nic dziwnego, że nie szczędziliśmy Gibsonowi pochwał, tym bardziej że wszystko było przygotowywane w naprawdę spartańskich warunkach.
Wieczorem następuje odprawa i omówienie tego co nas czeka jutro, po czym wraz z nastaniem ciemności, czyli koło godziny 19:00, idziemy spać.
W drugim dniu, wyruszamy po śniadaniu do drugiego obozu – Shira Camp (3800 mnpm). Po drodze poznajemy dwie fajne Szwajcarki: Cornelię i Sonię, z którymi wspólnie spędzimy jeszcze 3 dni w Zanzibarze.
| Oceń relację |
TanzaniaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















