Grossglockner 2005 - część I
Grossglockner 2005 - część I


Piotbula2006-07-17 17:33:28
Wyświetlono razy (ostatnio: )
strony. Można się skoncentrować na samej wspinaczce, jeśli nie da się podziwiać i fotografować okolicy. Prognozy pogody były jednak bardzo dobre i miałem zamiar zrekompensować sobie fotograficzną bezczynność nazajutrz. Najpierw jednak trzeba było dojść do schroniska. Nasza mała grupka nieco się rozproszyła, ponieważ każdy szedł swoim tempem. Dobrze, że szlak jest bardzo dobrze oznakowany. W wieczornej szarówce próbowałem korzystać z czołówki, ale z powodu mgły pogarszało to widoczność zamiast poprawiać. Gdy zaczynałem się powoli zastanawiać czy to mądry pomysł, by chodzić po nieznanych górach nocą przy kiepskiej widoczności w pojedynkę, warunki poprawiły się. Wyszedłem ponad poziom mgły, a może to były chmury i nade mną rozgwieździło się niebo. Na jego tle rysowały się groźne cienie poszarpanych alpejskich szczytów i ucieszyłem się bardzo, gdy w pewnym momencie dojrzałem światła schroniska - celu wieczornego podejścia. Tomek już czekał na resztę grupy po dwugodzinnym spacerku, ale zdążyliśmy razem wypić piwko za 3,4 € zanim pokazała się reszta ekipy. Zjedliśmy kolację w jadalni bardziej przypominającej lepszej kategorii restaurację niż wysokogórskie schronisko. Cóż, co kraj to obyczaj...
Posiłek wspinacza kosztuje około 8 €, ale można się też najeść prowiantem przyniesionym na plecach :). Przed snem Sebastian tłumaczył nam jeszcze jak posługiwać się czekanem w razie niebezpieczeństwa przy przechodzeniu przez lodowiec. Okazało się, że niepotrzebnie braliśmy śpiwory. Nie dość, że było ciepło to jeszcze w cenie 18 € za pryczę dostaliśmy po dwa koce. Członkowie Alpenverein mają zniżkę 50% i dodatkowo ubezpieczenie w trakcie wspinaczki w cenie składki. Trochę żałowaliśmy, że wykupiliśmy ubezpieczenie w Polsce ponieważ mielibyśmy członkostwo prawie gratis.
Wyruszyliśmy ze schroniska sporo po wschodzie słońca, ale powodów do pośpiechu nie było. Wcześniej mogliśmy obejrzeć jak słońce powoli wypełza na skalne granie przy bezchmurnym niebie. Nieliczne chmurki płynęły po niebie poniżej poziomu schroniska. Gudrun jak było zaplanowane została w schronisku, ale również Sebastian podjął bardzo trudną, ale również bardzo mądrą decyzję rezygnacji ze wspinaczki na sam szczyt. Czuł, że z jego wydolnością nie wszystko jest w porządku i jak się okazało w badaniach po powrocie do domu, przechodził lekkie zapalenie mięśnia sercowego. Odprowadził nas zatem do granicy lodowca, skąd już we trójkę powiązani liną wyruszyliśmy w górę po lodowcu, który wyglądał bardzo bezpiecznie i szliśmy jak na spacerku po śniegu. Pod świeżą warstwą mogły jednak czyhać na nas śmiertelnie niebezpieczne szczeliny. Nie mieliśmy okazji wypróbować wytrzymałości naszej liny i naszych umiejętności posługiwania się czekanem, ale może i lepiej tak.
Zobacz zdjęcia:
Austria
Austria - wybierz obszar, który cię interesuje:















































