• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28724
  • Porad: 18793
  • Postów: 115536
  • Tematów: 10546

Ameryka Południowa V

dysz Wyświetlono: 1067 razy 2004-03-16 13:36:26
  Ocena:2.68 (82 głosów)


Czas trwania naszej wyprawy: 2 sierpnia – 2 września 2002

Liczba uczestników: 3 osoby: Gośka, Olo, i ja

Całkowity koszt wyprawy: 1700 USD/osobę

Copacabana – La Paz – Rurrebabaque

Przestawiamy o godzinę do przodu zegarki i dojeżdżamy minibusem do oddalonej o kilkanaście kilometrów Copacabany, gdzie zatrzymujemy się w Hotelu Luna (1,5 USD za nocleg od osoby). Wieczorem idziemy do jednej z licznych knajpek, które są niesamowicie przytulne, a przy tym bajecznie tanie. Dobry obiad i alkohol kosztują naprawdę grosze. Boliwijczycy mają przy tym dobry gust muzyczny, muzyka przeważnie jest grana na żywo przez jakąś kapelę, albo puszczane są dobre standardy rockowe. My załapaliśmy się na argentyńską grupę, która grała niezwykle klimatyczną muzę. Chłopaki widząc, że dobrze się bawimy, kilka razy bisowali, a w końcu skończyli przy naszym stoliku na mocno zakrapianej imprezie. Domyślam się, że to Gosia ich oczarowała, nie mniej wszyscy bawiliśmy się doskonale.

Rano wynajęliśmy łódź z jakimiś Hiszpanami do spółki i popłynęliśmy na Wyspę Słońca (Isla del Sol) i Wyspę Księżyca (Isla del la Luna). Jeżeli mam być szczery to bardziej podobała mi się malutka Wyspa Księżyca, na której były jakieś inkaskie ruiny. Z wyspy roztaczał się wspaniały widok na wysokie, ośnieżone Andy, które fantastycznie prezentowały się na tle jeziora.

Wyprawa na wyspy zajęła nam cały dzień, dlatego też zostaliśmy na nocleg w Copacabanie i znowu wieczorem ruszyliśmy na podbój knajp. Na drugi dzień wyruszamy mini-busem do La Paz, do którego dojeżdżamy późnym popołudniem. Od razu też jedziemy taksówką do Villa Fatima, skąd jeżdżą autobusy do Rurrebabaque – osady położonej w dorzeczu Amazonki. Niestety mamy pecha, bo wszystkie jadą wcześnie rano, także nie pozostaje nam nic innego jak kupić bilety na następny dzień i wrócić do centrum La Paz. Plecaki zostawiamy w hotelu Alojamiento Universo i idziemy zwiedzać miasto. Trochę kręcimy się po centrum, oglądamy targ indiański, z różnym dziwactwami, takimi jak przeróżne zioła i przyprawy, talizmany, maści, zmumifikowane zwierzęta, cudowne eliksiry, itp. Odwiedzamy też muzeum koki, która na stałe wpisana w historię tego kontynentu doczekała się nawet muzeum. Oczywiście tak jak wszyscy dokonujemy degustacji świeżych liści i wraz z jakimś katalizatorem o smaku anyżowego dropsa żujemy je namiętnie, aż zaczynają nam drętwieć usta i język, co daje efekt mniej więcej taki, jak znieczulenie u dentysty. I to wszystko, nic więcej się nie dzieje...

Rankiem dojeżdżamy taksówką do Villa Fatima, skąd z dużym opóźnieniem wyjeżdżamy do Rurrebabaque. Najpierw pniemy się pod górę, skąd widać wspaniale panoramę miasta, a po jakimś czasie osiągamy wysoko położoną przełęcz. Padający do tej pory deszcz powoli zamienia się w śnieg, a droga asfaltowa przechodzi w gruntową, którą będziemy jechać w dół do dżungli aż 18 godzin. Aż ponieważ to tylko 450 km. Ale za to jakich.
Strona:  1, 2, 3, 4


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
BoliwiaWybierz obszar który Cię interesuje

BoliwiaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju