Bliski Wschód
dysz Wyświetlono: 1606 razy 2004-03-13 00:30:50![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.84 (44 głosów) |
Czas trwania naszej wyprawy: 29 lipca – 1 września 2000
Liczba uczestników: 4 osoby: Agnieszka, Sebastian, Marcin i ja
Całkowity koszt wyprawy: 700 USD/osobę
Katowice – Istambuł – Antakia – Damaszek
Po zeszłorocznym wyjeździe do Kazachstanu i Kirgizji kolejnym celem miał być Nepal. Jednak z różnych względów nie udało mi się doprowadzić do realizacji tych planów. Z radością więc przyjąłem od znajomych ofertę wyjazdu na Bliski Wschód. Trochę szperania w sieci, zakup przewodnika Lonely Planet Syria & Jordan, szczepienia (tak na wszelki wypadek) przeciwko żółtaczce AB i durowi brzusznemu, wizy (o tym na końcu) i w drogę.
Długo zastanawialiśmy się, jak najtaniej i najszybciej dojechać do Istambułu. Braliśmy pod uwagę różne warianty: przez Ukrainę i Rumunię pociągiem albo promem z Odessy do Varny, jednak koniec końców stanęło na tym, że wykupiliśmy przejazd w biurze podróży - powrotny bilet 110 USD + 15 USD za wizę jugosłowiańską i w taki oto sposób, po około 38 godz. dojechaliśmy we wczesnych godzinach rannych, bez większych przygód do Istambułu. Tam, po krótkiej drzemce na skwerku pod Hagia Sophia, pojechaliśmy metrem na Otogar (dworzec autobusowy), gdzie, zwiedziwszy kilkanaście biur różnych przewoźników, kupiliśmy (targować się!!!) za 32 USD od osoby bilet na najbliższy autobus do Damaszku.
Bardzo wygodnym mercedesem z jedną przesiadką w Antakii dojechaliśmy na drugi dzień późno wieczorem do Damaszku. W autobusie serwowano nam cały czas zimną wodę mineralną oraz kawę i herbatę. Przez granicę turecko-syryjską przebrnęliśmy w miarę sprawnie i bez żadnych niespodzianek. Wbili nam do paszportów mnóstwo pieczątek, musieliśmy też wypisać specjalne urzędowe druki. Nikt się nie spieszył, wszystko odbywało się w żółwim tempie, tak że w sumie zajęło nam to około 1,5 godz. W Damaszku gdy tylko wysiedliśmy z autobusu otoczyło nas kilkunastu taksówkarzy, a że pora była późna, zdecydowaliśmy się pojechać do polecanego w LP Hotelu Al-Haramain (Bahsa Street) właśnie taksówką. Kosztowało nas to 4 USD i - jak się dowiedzieliśmy później - przepłaciliśmy co najmniej 2 razy. Niemniej w ten oto sposób znaleźliśmy się w hotelu, który wszystkim polecam - jest tani (135 SP za miejsce na dachu), czysty i bardzo przytulny. Bardzo fajnym zwyczajem w krajach arabskich jest nocleg na dachu, co oprócz tej zalety, że jest tani, ma jeszcze tę, że w nocy jest nieco chłodniej niż w pokojach. Należy jednak starać się wybierać te hotele, które nie leżą w bezpośrednim sąsiedztwie głównych ulic, bo o ile do nawoływań muezinów można się przyzwyczaić, to ryk klaksonów nie da zasnąć nawet najbardziej zmęczonemu globtroterowi.
Nigdy nie zapomnę tej pierwszej nocy spędzonej na Bliskim Wschodzie - cudownie ciepło, gwiazdy na bezchmurnym niebie i w oddali pomruk tętniącej całonocnym życiem ulicy.
| Oceń relację |
SyriaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju





















