Kazachstan – Kirgizja cz. 2
dysz Wyświetlono: 3188 razy 2004-03-13 00:19:54![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.95 (121 głosów) |
Biszkek – Jezioro Issyk Kul – góry Tien Szan
Gdy tylko wysiedliśmy z busa, otoczył nas momentalnie tłum naciągaczy oferujących przejazd w dowolnie przez nas wybrane miejsce. Byli tak nachalni, że chcieli brać nasze plecaki i od razu pakować je do swoich aut. Odganialiśmy się jak przed stadem wściekłych os.
W pewnym momencie podszedł do nas jakiś tajniak, pokazał legitymację i zażądał paszportów, poczym nie oddając ich kazał nam iść na komisariat milicji. Na komisariacie nie było ani jednego mundurowego milicjanta. Kazali nam wejść do małego pokoiku, jedynie dziewczyny zostały na zewnątrz. Pobieżnie sprawdzili nasze plecaki, wypytali nas o narkotyki, fałszywe pieniądze, broń, interesowały ich nawet lekarstwa. Potem kazali nam wyjąć wszystkie pieniądze, sprawdzili nasze portfele i przeliczyli dolary. Byliśmy pewni, że skubną nam całą kasę. O dziwo, oddali wszystkie pieniądze, a nawet życzyli nam przyjemnego pobytu w Kirgizji! To się nazywa powitanie. Wypuścili nas w końcu z komisariatu. Byliśmy w takim szoku, że początkowo nie wiedzieliśmy, co robić dalej. Po krótkiej naradzie stwierdziliśmy, że warto by mieć jakiś papier z tego komisariatu, że przeszliśmy już taką kontrolę, aby uniknąć podobnej w przyszłości. Wysłaliśmy Radka i Leszka. Nie było ich z pół godziny. Wrócili z niezbyt dobrymi wiadomościami. Okazało się, że w Kirgizji możemy być najwyżej 3 dni, potem potrzebna jest wiza. Odrębna wiza w cenie 1 USD obowiązuje nas również w samym Biszkeku. Żadnych dokumentów nie dostaliśmy z bardzo prostego powodu – na komisariacie nie mieli maszyny do pisania. Stwierdziliśmy wobec tego, że do centrum miasta nie ma się co pchać, wymieniliśmy więc szybko pieniądze i postanowiliśmy zorientować się, czy jest jakiś transport na Issyk Kul.
Pierwsza cena, jaka padła ze strony kierowcy, to 250 USD! Niewiele się zastanawiając, zaczepiliśmy innego, z którym długo targowaliśmy się, ale uzyskaliśmy cenę 40 USD za całą grupę. W tym samym czasie jakimś cudem znalazło się koło nas dwóch Francuzów, którzy zabrali się z nami. Chłopaki ni w ząb nic nie rozumieli po rosyjsku, za to bardzo dobrze mówili po angielsku. Okazało się, że jadą z Uzbekistanu i zaliczają po drodze wszystkie południowe republiki należące do WNP. Swoje braki językowe bardzo często musieli okupować łapówkami – milicjanci kroili ich bez litości (w Taszkiencie w ciągu jednego dnia mieli 15 kontroli). Siedmiogodzinna podróż minęła nam bardzo przyjemnie, podziwialiśmy fantastyczne widoki, zatrzymaliśmy się też parę razy, żeby obejrzeć muzułmański cmentarz czy też zrobić zakupy na bazarze.
W pewnym momencie naszym oczom ukazał się niesamowity widok: olbrzymia tafla jeziora otoczona z dwóch stron potężnymi górami. Zaniemówiliśmy z wrażenia – widok był iście imponujący. Stwierdziliśmy, że pojedziemy nad południowo-wschodnią część jeziora – mniej zamieszkałą i dzikszą od północnej. Zrobiliśmy jeszcze 150 km i kazaliśmy zatrzymać się kierowcy w miejscu, które wydawało nam się idealne – przyjemna zatoka, do której wpadała górska rzeka. Umówiliśmy się z kierowcą, że przyjedzie po nas za 6 dni.
| Oceń relację |
Komentarze
KirgistanWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
























Miłe wspomnienia z podróży na pewno zostaną długo nie zapomniane Jestem przekonany że korupcja w milicji jest znana każdemu kto zetknął się w różny sposób przy zwiedzaniu byłych krajów radzieckich.Pozdrawiam i życzę zwiedzania innych krajów z większą ilością pieniędzy ale we dwoje jest o wiele wygodniej przechodzic niespodziewane trudności.