Scotland 2004
Scotland 2004 - część II

Piotr Grzybowski2006-07-03 21:57:49
Wyświetlono razy (ostatnio: )
www.auto-stop.prv.pl
18-07-2004 Niedziela
Śpimy do 10h. Śniadanie i znów na miasto. Tym razem jedziemy na południe do Greenwich. Jest tu Cutty Sarki zajebiste muzeum morskie za friko. Chodzimy po trzech levelach dobre kilka godzin. Potem idziemy do słynnego obserwatorium. Zamknięte, bo już po 18h. Oglądamy z zewnątrz. Szukamy południka 0, ale znaleźliśmy tylko wiewiórkę. Fotki i do Londynu. Wysiadamy przy Tower Bridge. Przechodzimy nim na drugą stronę. Pogoda dopisuje. W domu około 21h. Dzwonię do Richarda, jednego z brydżystów (patrz: Scotland 2002, 26 sierpnia). Nie odbiera. Jemy obiadek. Komplikacje z odgrzewaniem. Wszystko tutaj dziwne, zwykła kuchenka wymaga specjalnej obsługi. Richard oddzwonił. Umawiamy się na wtorek. Zobaczymy. trening. Dogorywanie przed telewizorem. Powoli zwijam się lulu - jakoś nie możemy wypocząć przez to zwiedzanie.
19-07-2004 Poniedziałek
Pobudka o 10h i ruszamy do Harrow on the hill, gdzie tata ma zajęcia i jak skończy się dokształcać z angola będzie na nas czekał. Na miejscu dzwonię do Kici. Przychodzi tata. Jedziemy razem do centrum Londynu. Zaliczamy muzeum historii naturalnej i nauki - częściowo. Za dużo tego na raz! Nogi mi odpadają. Ponieważ po 18h zamykają jedziemy do Stanmore. Jeszcze zakupy w Lidlu. W domu odgrzewamy kupioną pizze. Niezła. No i zalegator przed TV. Myję głowę co w tych warunkach jest nie lada wyczynem. Woda słabo leci. Jakoś się udało, bo koles miał nakładkę, co dwa głupawskie kraniki łączy w jeden. Jutro spotkanie z Richardem. Ciekawe, czy nie będzie stypa.
20-07-2004 Wtorek
Wstajemy około 10h. Sniadanie - chleb z waty opieczony w tosterze. Jedziemy do Harrow on the hill i spotykamy się z tata. Poznajemy sympatycznego Japończyka z jego grupy. Potem zwiedzanie. Art Museum, potem British Museum. Zbliża się 17h więc odbijam na spotkanie. Łatwo znajduję pomnik Wellingtona, pod którym się umówiłem. Richard przychodzi ze swoją przyszłą żoną, dziewczyną z Chorwacji. Za 2 dni wyjeżdżają tam na swój ślub. Pub. Stawia mi Guinessa. Gadka się nie klei. Za szybko gadają. A moje słownictwo pozostawia wiele do życzenia. Po godzinie muszą się zwijać. Pożegnalna fotka. Ja wracam do swoich. Pantera miała się spotkac w tym czasie z koleżanką, która jest w Londynie, ale nie wypaliło. Łazimy po Oxford Street. Zaliczamy jeszcze wielki sklep z zabawkami. W końcu do domu. Kolacja. Telefony do Gdyni. I powoli zwijamy się lulu.
21-07-2004 Środa
Pobudka. Wstajemy coraz później. A zjebani jesteśmy coraz bardziej. Spotkanie z tatą. Uderamy do muzeów. Ja kończę techniki. Pantera z tatą muzeum Alberta. A potem naturalne. Znów nim się obejrzałem zleciał cały czas. Jest 18h a ja nie zdążyłem obejrzeć wszystkich poziomów. Łazimy jeszcze trochę i do domu. Zalegator przed TV po obfitym obiedzie. W końcu kładę się spać ostatni. Przedtem wypisałem kilka kartek.
22-07-2004 Czwartek
Wstajemy przed 11h. Dziś luźniejszy dzień. Mamy do zaliczenia tylko muzeum komunikacji. Śniadanie i wychodzimy. Po drodze poczta. Znaczek za 0,4 funta. Spotykamy się z tatą i ruszamy do centrum. W muzeum okazuje się, że jest płatne. Odciągamy tatę od pomysłu płacenia 140 PLN za 3 osoby. Kręcimy się po okolicy. PO kilku księgarniach odwiedzonych przez Panterę zwijamy się do domu. Kiśniemy przed TV. Nie dzwonię do Steve, naszego kierowcy od najdłuższego stopa do Szkocji z 2002 roku (patrz: Scotland 2002, 15 sierpnia). Nie chcę mi się - mamy juz za mało czasu na kolejne odwiedziny, zwłaszcza, że może być ciężko wbić i wybić się z kolejnego miasta. W końcu lulu.
Zobacz zdjęcia:
Wielka Brytania
Wielka Brytania - wybierz obszar, który cię interesuje:















































