Rumunia 97
db Wyświetlono: 725 razy 2004-03-12 22:57:38![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.03 (36 głosów) |
Jak podają oficjalne zródła, Polacy zaczynaja podrozowac po swiecie coraz intensywniej. Rosnie ilosc wyjazdow w coraz bardziej "egzotyczne" miejsca, lezace nieraz na innych kontynentach. Natomiast typowe miejsca wypoczynku z okresu panowania bylego systemu - Rumunia i Bulgaria zostaly niemal zupelnie zapomniane.
Co dobre dla tlustych biznesmenow i innych japiszonow nie zawsze odpowiadac musi prawdziwemu turyscie. Za jedna piata ceny pobytu w takiej np. Tunezji, mozna zafundowac sobie moim zdaniem o wiele ciekawszy kilkutygodniowy pobyt w Rumunii.
Na poczatku lipca 1997 mialem okazje spedzic 10 udanych dni w tym wlasnie kraju. Wyjazd odbyl sie z inicjatywy Marcina i Blanki Lachow, a oprocz nich wzieli w nim udzial rowniez Agnieszka Siewierska i Przemek Piotrowski, oraz autor (wszyscy studenci). Organizatorzy zaopatrzyli sie w mape Rumunii (Wegierska; polskiej nie ma) oraz przewodnik w postaci relacji z podobnego wyjazdu Tomasza Zbiezka w 1996 roku z Internetu (autora spotkalismy w pociagu do Rumunii, jechal teraz do Bulgarii), co znakomicie ulatwilo wyjazd.
Z Polski do Rumunii jezdza obecnie dwa pociagi bezposrednie. Z Warszawy do Bukaresztu i z Krakowa do Konstancji nad Morzem Czarnym. My wybralismy wariant krakowski. W Polsce kupilismy bilety do granicy w Muszynie i miedzynarodowe przez Slowacje i Ukraine do pierwszej stacji w Rumunii - Satu Mare (wlasciwie graniczna stacja jest Halmeu, ale to straszna dziura). W Krakowie podroz rozpoczelismy po polnocy. Na dworzec podjechal pociag miedzynarodowy skladajacy sie z dwoch (sic!) wagonow, rumunskich kolei. Standart ich wyposazenia odpowiadal naszemu pociagowi osobowemu z Ryczywolu do Koziej Wolki. Ciekawe za to okalo sie towarzystwo podroznych. W zasadzie skladalo sie tylko z dwoch typow podroznych: mlodziezowych turystow jadacych w rozne orientalne krainy i rumunskich Cyganow (czyli w polskim rozumieniu - Rumunow). Wszyscy odseparowali sie na zasadzie: Cyganie jeden wagon, turysci - drugi.
Przejazd przez Slowacje byl spokojny, natomiast Ukraincy miotali sie jak za starych "dobrych" czasow; zagladali pod siedzenia, nad sufit i do bagazy, kazali wypelniac deklaracje celne (omylkowo zapomnieli dac nam formularze i obeszlo sie bez tego). Po wjechaniu do Rumunii (ok. 14 godzin od Krakowa) skonczyly sie nam bilety (Ten sam problem ze wzgledow ekonomicznych miala wiekszosc polskich pasazerow). Wszyscy chcieli kupic bilety u rumunskiego konduktora, lecz zamiar ten sie nie udal, nikt nie mial rumunskich lei. Czy konduktor chcial zbyt duzo zachodniej waluty, czy nie chcial jej wcale do konca nie wiadomo. Skonczylo sie na tym, ze wszyscy wysiedli w Oradei (drugie duze miasto na trasie) aby wymienic walute i kupic bilety w kasie. Udalo sie to wlasciwie bez trudu. Miejsc gdzie mozna wymienic pienadze jest w Rumunii sporo, mozna to zrobic w hotelu badz kantorze, a roznice w kursach walut sa nieznaczne.
Pociagi w Rumunii nie kosztuja zbyt drogo, przejazd przez cala Rumunie ekspresem (rapid) kosztowal ok 17 nowych zlotych (prawie 1000 km). Doplaty do pospiesznych (accelerat) i ekspresow zaleza od strefy odleglosciowej i sa tak nieznaczne, ze nie oplaca sie korzystac z pociagow osobowych (personal).
| Oceń relację |
RumuniaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















