• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28724
  • Porad: 18793
  • Postów: 115536
  • Tematów: 10546

Ekspedycja rowerowa wokół Nowej Zelandii. cz.2

kiwibiker Wyświetlono: 1015 razy 2004-03-12 22:44:46
  Ocena:2.72 (69 głosów)


Wellington był dla nas ostatnim przystankiem przed wyruszeniem na Wyspę Południową. Ugoszczeni w polskiej Ambasadzie szybko zapomnieliśmy o trudach podróży...
14-18 grudnia - do Bieguna coraz bliżej ;-)





Jeden dzień to oczywiście za mało na zwiedzenie stolicy Nowej Zelandii, ale wystarczy, by poczuć jego niezwykłą atmosferę. Sercem miasta jest rozległy port, gdzie schronienie znajdują zarówno gigantyczne statki handlowe, jak i luksusowe jachty. Sąsiadujące z nabrzeżami centrum miasta to niezwykłe połączenie architektury z czasów kolonialnych z nowoczesnymi budynkami ze szkła i stali. Na krętych jak labirynt ulicach kłębi się kolorowy tłum, a liczne kafejki tętnią wielojęzycznym gwarem do późnej nocy. Wellington jest jednak tak niewielkie, że już po półgodzinnym spacerze trafiamy z City do cichych dzielnic mieszkalnych, rozrzuconych na okolicznych wzgórzach. Mnóstwo wolnego czasu spędziliśmy w Te Papa Museum, oglądając maoryskie chaty i łodzie wyprawowe, dziwiąc się osobliwościom nowozelandzkiej przyrody, a wreszcie przeżywając trzęsienie ziemi w specjalnie skonstruowanej drewnianej chacie. Prawdziwych wstrząsów, bardzo tutaj częstych, na szczęście nie doświadczyliśmy.

Następnego dnia rano stawiliśmy się na prom do Picton. Rejs przez Cieśninę Cooka trwał trzy godziny. Już z daleka widac bylo posępne góry Wyspy Południowej, a ścinający z nóg wiatr utwierdzał nas w przekonaniu, że żarty się skończyły. Na miejscu razem z kilkoma innymi rowerzystami wyprowadziliśmy nasze rumaki z nainiższego piętra promu, po czym nasze drogi rozeszły się. My popedałowaliśmy w kierunku Blenheim. Krajobraz był zaskakujący. Dookoła rozciągały się wzgórza pokryte suchą, wypaloną słońcem trawą, a gdzieniegdzie w dolinach widać było winnice. Wspinając się na kolejne siodła i przełęcze mijaliśmy miejscowości istniejące wyłącznie na mapach. Po pustkowiach hulał tylko wiatr...

Szukając miejsca na nocleg spotkaliśmy siwego mężczyznę w jednoosobowym samochodziku, który zaprosił nas do domu, leżącego 7km od asfaltowej drogi. Na początku mieliśmy trochę pietra, ale potem... raz kozie śmierć! Na farmie spotkaliśmy ludzi, którzy z przejęciem opowiadali o niedawnych pracach nad... filmem Władca Pierścieni: "Zwoziliśmy konie z całej wyspy! Kilkaset bojowych rumaków stało w jednej linii na wzgórzach a potem na komendę ruszyło w dół... potem pomnożyli je na komputerach do kilkudziesięciu tysięcy...to było coś! Wszystkie zbroje, miecze i topory były prawdziwe... żadnego plastiku... tylko stal! Było paru rannych Orków i Elfów- niektórzy za bardzo się wczuli- ale koniom nic poważnego się nie stało." Zasięgnęliśmy też informacji na temat branych pod uwagę szlaków: "Tędy nie pojedziecie, bo ciągle leży tam mnóstwo śniegu, a reszta drogi też jest niepewna. Wiem, bo byłem motocyklem.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
Nowa ZelandiaWybierz obszar który Cię interesuje

Nowa ZelandiaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju