Było już późno. Wróciliśmy z safari po osiemnastej. Wszyscy zmęczeni, ale jednak podekscytowani. Przecież dzisiaj ostatni dzień 1999 roku!!!
Sylwester z Masajami
Ig2004-03-12 18:00:09
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 2 głosów oddanych
Szybki prysznic z wiadra pod drzewem, zmiana garderoby na sylwestrową, czyli wrzucenie na siebie czystej pary spodni i świeżej koszuli z flaneli:) Nasz kucharz już się nie mógł doczekać dzisiejszego wieczoru. Przecież przygotował dla nas specjalne danie wg polskiego przepisu- kapusta z mięsem, zupa pieczarkowa a na deser ciasto marchwiowe. Kolacje jedliśmy jak zwykle pod gołym niebem.
Ćmy latały wokół lampy naftowej a małe nietoperze wysoko nad naszymi głowami. Niebo w Afryce jest jakby niżej. Gwiazdy na nim są piękne. Jest ich tak wiele i wydają się być tak blisko, że wystarczy wyciągnąć rękę by uchwycić jedną z nich. Gapiliśmy się wszyscy do góry i każdy myślał o swoich marzeniach... Może o swoim życiu? Może o planach na przyszły rok? Ja myślałam o tym jak dobrze czuję się tutaj... Jak dobrze poczuć się jak w domu.
Ognisko paliło się już dosyć długo. Przysunęliśmy się bliżej, zrobiło się ciepło i miło. Każdy ściskał w ręku aluminiowy kubek z whisky, czekaliśmy na Masajów.
Nadeszli. Wyłonili się z ciemności jak dzikie koty. Nikt nie słyszał ich kroków. Przyszli chyba wszyscy wojownicy z wioski. Było z nimi również parę dziewcząt, młodych i powabnych. Zaczęło się...Tańczyli wokół ognia jak dumni rycerze. Gospodarze i władcy tej ziemi. Śpiew Masajów jest przejmujący i tak głęboki, że zapomina się o wszystkim, co się dzieje wokoło. Masajowie podobno potrafią naśladować każdy dźwięk sawanny!
A nasi w tek chwili polowali na lwa, pieścili swoje narzeczone, chwalili swoich starców i dzieci a przede wszystkim dziękowali Bogu za swoje bydło. Wszyscy przenieśliśmy się do krainy tych dumnych ludzi. W myślach tańczyliśmy z nimi i wydawało nam się, że rozumiemy o czym śpiewają. Przedstawienie niestety skończyło się. Trwało ponad godzinę ale dla nas jakby czas się zatrzymał w jednej pieśni.
Usiedliśmy razem. Masajowie zmęczeni, zdyszani. Ogień mrugał na ich spoconych czołach. Teraz nasza kolej. Było mi trochę wstyd, że nie mogę sobie przypomnieć żadnej z naszych pięknych polskich pieśni. Zresztą nasze wcale nie pasują do Afryki. A może ? By zrewanżować się zaintonowałam '"Szła dzieweczka do laseczka". Cała grupa Polaków zaczęła śpiewać. Whisky nam trochę pomogła. Później stokrotka... i harcerz... i płonie ogień... i szumią knieje. Było cudownie i zabawnie. Masajowie próbowali powtórzyć po nas parę słów, ale nie dali rady. Śmialiśmy się razem. Prawie zapomnieliśmy o godzinie dwunastej. Oprócz Jacka, który zniknął w ciemnościach i zrobił nam niespodziankę. W chwilę po dwunastej rozszalały się fajerwerki. Tym uczyniliśmy największą frajdę naszym Masajom, sobie zresztą też. Rozświetliły całą okolicę i wydawało się, że afrykańska noc ma jeszcze więcej gwiazd niż zawsze.
Wypiliśmy jedynego afrykańskiego szampana. Życzenia, uściski, tańce. Bawiliśmy się do godz. 2 rano . Przywitaliśmy powtórnie nowy rok, ten polski. Milo. że bywają różne strefy czasowe na naszej Ziemi.
Siedziałam wpatrzona w ogień, sawanna tańczyła odgłosami. Pomyślałam, ze byłabym najszczęśliwszą osobą pod słońcem gdybym mogła podzielić się taką Afryką, z tymi, których kocham. Może kiedyś?
Zobacz zdjęcia:
Kenia
Kenia - wybierz obszar, który cię interesuje:


















































