Raz kozie śmierć!
ig Wyświetlono: 964 razy 2004-03-12 17:56:25![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.94 (211 głosów) |
Boże, gdy o tym pomyślę, jaki dałam tytuł tej opowieści... Ach Gdy opowiadam komuś o tym tak kończę, więc niech teraz będzie to początkiem.
Byliśmy na safari...
Już za nami piękne Samburu pełne Słońca i Nakuru, chłodne, ale urzekające, różowe od flamingów. Mieliśmy przed sobą 3 dni pobytu w Masai Mara- 3 dni pożegnania z safari. Wstałam jak zwykle, wcześniej niż wszyscy. No może nie wcześniej- Alois już nie spał.
Good morning Alois!
Ooo, good morning! So what you drink the blood with me today?
Yes of course. I wonder which of them will also try?
I tell you none.
Nikt? Jak to, przecież mam takich odważnych turystów w grupie: Michał chciał i Zbyszek i Iza!! Zobaczymy. Wcześniej opowiadałam moim turystom o tradycjach Masajów; o tym, że nie żywią się niczym po za mięsem i mlekiem, i piwem z drzewa kiełbasianego, no i oczywiście opowiadałam o tym jak od czasu do czasu spuszczają krew z krowy, mieszają ją z mlekiem i piją, gdy są chorzy lub bardzo wyczerpani. Również kobiety w ciąży i w połogu krzepią się tą mieszanką. Masajowie bardzo dbają o swoje bydło, jest dla nich wyznacznikiem zamożności a zarazem jedynym środkiem do przeżycia. Posunięte jest to tak dalece, że w ich wierzeniu całe bydło świata należały do nich i tylko do nich. Dlatego kiedyś często wybierali się z odwiedzinami do sąsiednich plemion by pozbierać swoje bydło i przyprowadzić je do swojej zagrody. Jejku, ale nie o tym miało być!!
Miało być o KOZIE. Także w Masai Mara spędziliśmy przepiękne dni. Pojechaliśmy nad rzekę podziwiać krokodyle i posłuchać śmiechu hipopotamów. Tak, właśnie tak, hipopotamy śmieją się i to całą gębą.
Poszukiwaliśmy nosorożców. Ale niestety nie udało nam się tym razem. Cała grupa była już jedną rodziną. Co chwilkę wracał temat spróbowania krwi z krowy, wszyscy myśleli, że będzie to mieszanką krwi i mleka podaną w tykwie. A tu niespodzianka.
Wracając do obozu, jak zwykle przejeżdżaliśmy przez wioskę. Alois zatrzymał samochód i dwóch Masajów przyprowadziło kozę, wrzucili ja do szoferki. Koza była prezentem od miejscowej ludności dla Aloisa.
Mi się zaświeciły oczy, pomyślałam, spełni się moje marzenie będę mogła uczestniczyć, choć w cząstce w obrzędzie, o którym tak często słyszałam, opowiadałam i tęskniłam do niego. Napije się krwi prosto z gardzieli kozy tak jak robią to Masajowie. Moja grupa miała przerażenie w oczach:
Iwona powiedz, że to nie będzie to, o czym myślimy.
Odpowiedziałam:
Będzie i myślę, ze znaleźliście się w bardzo uprzywilejowanej sytuacji, bo rzadko się zdarza żeby cos takiego się przytrafiło białym turystom.
Ucichli, za chwilkę usłyszałam: Masz rację Iwona, ale my tylko popatrzymy na to.
Wasz wybór.
Dojechaliśmy na miejsce, serce mi biło chyba mocniej i szybciej niż tej kozie. Masajowie z obsługi wyciągnęli ja z szoferki i zaprowadzili na środek obozu.
| Oceń relację |
TanzaniaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju













