Nasza podróż trwała od 23 sierpnia do 7 września 2005 roku, a dokładnie od styczniowego telefonu jednej z firm w Warszawie, która "monitorowała" rynek w poszukiwaniu klientów. Najbardziej atrakcyjni byli ci, którzy dużo podróżują i przede wszystkim chcą to robić nadal. Razem z żoną podróżowanie i poznawanie świata uznajemy za jeden z priorytetów życiowych, więc zaproszono nas na spotkanie połączone z ofertą wczasową. Ponieważ kieruję się zasadą, że czego nie dotknę to nie znam (no i ze zwykłej ciekawości przecież), postanowiłem przyjąć zaproszenie. Już od pierwszych minut wiedziałem, że czegoś tak dziwnego w życiu nie widziałem. Prezes firmy, po nieco drażniącej mnie prezentacji rodem z książek "Jak pozyskać klienta...", zaproponował wypoczynek na zasadach Time Share, co brzmiało zupełnie obco. Jak się okazało obce było tzn. 40 lat dookoła, ale nigdy w Polsce.
Teneryfa - główna relacja z podróży

JaroslawStelignowski2006-06-27 12:02:52
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.33 z 5.00. 6 głosów oddanych
niewiele jak na trzystumetrowy raj. Co prawda ktoś postawił mały drewniany sklepik na uboczu, oraz kilka wyspiarskich parasolek, ale zamiast zepsuć, dodało to tylko uroku temu miejscu. Powędrowaliśmy wzdłuż wody w kierunku "Bizona" (a tak na prawdę góry Roja), w nadziei na mały skrawek skalistego zaułka, w którym będzie można bezpiecznie zostawić rzeczy i który stworzy nieco poczucia własnego kąta. Przeszliśmy mały załom skalny i zeszliśmy na mini plażyczkę wypełnioną... nudystami! Właściwie w pierwszym momencie nie zorientowałem się szczególnie, a potem poczułem się tak jakbym chodził po mieście nago. Nigdy wcześniej nie byłem na takiej plaży i wbrew ogólnemu męskiemu przekonaniu nie rozpierała mnie radość tylko lekkie speszenie. Mimo to, było to przyjemne miejsce więc przysunęliśmy się blisko jednej ze ścian skalnych, Basia wygoniła kraba :) i położyliśmy się na ręcznikach aby trochę nacieszyć się plażowaniem. Nie na długo jednak, bo nie ma to jak kąpiel w upalny dzień! Wróciliśmy więc na zwykłą część plaży i wskoczyliśmy w ocean. Woda była wystarczająco ciepła, a ponieważ nieustannie chlapała, wchodziło się do niej lepiej niż do basenu, gdzie zanurzanie nie zawsze jest przyjemne dla zmarźlucha. Fale oceaniczne są zupełnie inne niż morskie. Właściwie to po prostu są, bo w Grecji i Chorwacji woda była jak masełko. Nie da się niestety w takich warunkach pływać ani nurkować, można sobie tylko pobrodzić, poprzewracać się i ganiać po piachu. Co ciekawe piasek wulkaniczny na Teneryfie jest czarny i plaża ma taki sam kolor. W zależności od pory dnia wydaje się być czasem srebrna lub zupełnie jasna. Basia jednak nóżkami sprawdziła - piach jest śliczny, drobniutki i czysty, ale czarny jak święta ziemia.
Zostaliśmy tu do wieczora i jadąc do hotelu byłem bardzo szczęśliwy. Ten dzień był niezwykle udany i postanowiliśmy, że wrócimy tu chociaż
...
Zobacz zdjęcia:
Hiszpania
Hiszpania - wybierz obszar, który cię interesuje:















































