Nasza podróż trwała od 23 sierpnia do 7 września 2005 roku, a dokładnie od styczniowego telefonu jednej z firm w Warszawie, która "monitorowała" rynek w poszukiwaniu klientów. Najbardziej atrakcyjni byli ci, którzy dużo podróżują i przede wszystkim chcą to robić nadal. Razem z żoną podróżowanie i poznawanie świata uznajemy za jeden z priorytetów życiowych, więc zaproszono nas na spotkanie połączone z ofertą wczasową. Ponieważ kieruję się zasadą, że czego nie dotknę to nie znam (no i ze zwykłej ciekawości przecież), postanowiłem przyjąć zaproszenie. Już od pierwszych minut wiedziałem, że czegoś tak dziwnego w życiu nie widziałem. Prezes firmy, po nieco drażniącej mnie prezentacji rodem z książek "Jak pozyskać klienta...", zaproponował wypoczynek na zasadach Time Share, co brzmiało zupełnie obco. Jak się okazało obce było tzn. 40 lat dookoła, ale nigdy w Polsce.
Teneryfa - główna relacja z podróży

JaroslawStelignowski2006-06-27 12:02:52
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.33 z 5.00. 6 głosów oddanych
kupowania czegokolwiek w hotelowej restauracji (tak jest w normalnych hotelach - żadnych przynoszonych z zewnątrz napoi i jedzenia). Zakupy robi się po prostu w najbliższym sklepie lub supermarkecie i przynosi do siebie. Są tylko dwa sposoby zaopatrywania się: Mercadona i reszta świata. Wszelkie zakupy codziennej potrzeby Hiszpanie robią w "narodowej" sieci supermarketów Mercadona. Nie bez powodu. Ceny są tu sporo niższe niż we wszystkich innych sklepach, nastawionych na handel głównie z turystami. Czasem różnice w cenach sięgają kilkuset procent! Warto pamiętać, że Teneryfa to nie Polska i próżno tu szukać otwartej Mercadony w niedzielę, lub w jakichś chorych godzinach. Sklepy zaopatrzone są bardzo dobrze. Nie różnią się pod tym względem od naszych Stokrotek lub Championów. Stoiska rybne, co oczywiste, są tu dużo bogatsze niż u nas i obfitują w świeże ryby, ośmiornice i krewetki leżące grzecznie w pojemnikach z lodem. Od razu też, daje się zauważyć unijne zwyczaje, tzn. próżno jest tu szukać czegoś nie pakowanego. Każda bułka, bagietka, ciastko, owoc czy warzywo ma własne opakowanie. Polacy przyzwyczajeni do wybierania najładniejszych jabłuszek i najdojrzalszych bananów ze stoiska będą zawiedzeni - albo paczuszka, albo nic! Za to smakosze trunków będą w niebo wzięci. Półki z winami nie mają końca. Moją największą bolączką był jednak brak... chleba! Za jeden z najpiękniejszych zapachów uznaję ten, który unosi się z ciepłego, chrupiącego, świeżutkiego pieczywa prosto z piekarni. Tu nic takiego nie występuje. Wszędobylskie marketowe piekarenki kleją same bułki o różnych kształtach z ciasta, które rano jest miękkie, a wieczorem można nim szyby bić. Taki sam cud techniki funkcjonuje w mojej osiedlowej Stokrotce - pieczywo smaczne do pięciu minut po wypieku. Jeśli gdzieś uda nam się kupić coś, co wygląda jak chleb, możemy być pewni, że w smaku to będzie bułka. ...
Strona: Â 1 Â 2 Â 3 Â 4 Â 5 Â 6 Â 7 Â 8 Â 9 Â 10 Â 11 Â 12 Â 13 Â 14 Â 15 Â 16 Â 17 Â 18 Â 19 Â 20 Â [21] Â 22 Â 23 Â 24 Â 25 Â 26 Â 27 Â 28 Â 29 Â 30 Â 31 Â 32 Â 33 Â 34 Â 35 Â 36 Â 37 Â 38
Zobacz zdjęcia:
Hiszpania
Hiszpania - wybierz obszar, który cię interesuje:















































