Yanomami - Indianie z epoki paleolitu - 1994
Yanomami - Indianie z epoki paleolitu - 1994



Jacek Pałkiewicz2006-06-16 11:55:10
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 3 głosów oddanych
przejmujący taniec, rzucając w płomienie należące do niego łuki, strzały, ozdobne kosze. Później wyprażone kości rozciera się na proszek w moździerzu i w takiej postaci dodaje do papki z bananów, którą podczas wspólnotowego rytuału spożywają krewni i przyjaciele zmarłego.
Kiedy na świat przychodzi zdeformowane dziecko, często zostaje zabite. Podobny los spotyka także jedno z bliźniąt, ponieważ matce niezwykle trudno jest wykarmić dwoje niemowląt. Rodzice bardzo kochają swoje potomstwo i uczą je odwagi. Dzieci mają obowiązek oddawać każdy otrzymany cios, zgodnie z zasadą: ugryzienie za ugryzienie, cios za cios. Nie dopuszcza się przebaczenia. Takie wychowanie, prowadzone od najwcześniejszych lat, wpaja im żelazne prawa, od których nie odstąpią przez całe życie.
Ognisko napełnia dymem całe poddasze i powoli ogrzewa chłodne, mocne powietrze. O tej porze szapon jest niewidocznym punktem w dżungli, kroplą wody w zielonym oceanie.
Nadzwyczajna przygoda zmusza mnie do refleksji. Czuję się tutaj intruzem, podarowane przedmioty są w jakimś sensie przyczynkiem do zmiany tradycyjnego stylu życia Indian. Najlepszą metodą obrony ich tradycji byłoby omijanie ich z daleka, każdy bowiem, kto do nich trafia, stanowi potencjalne zagrożenie.
Oblicza się, że na terytorium o powierzchni 15 tysięcy kilometrów kwadratowych, na granicy Wenezueli z Brazylią, żyje dziś około 20 tysięcy Yanomami, podzielonych na sto klanów. Jak długo jeszcze zdołają przetrwać zagubieni w czasie?
Gwałtowny proces wywłaszczenia terytorialnego, połączony z dewastacją środowiska, zapoczątkowaną przez budowę dróg, wyrąb lasów, potem kontynuowaną przez garimpeiros, jest ogromnym zagrożeniem dla tubylców, którzy potrzebują dużych przestrzeni do życia. Pomimo wysiłków wielu międzynarodowych kampanii solidarnościowych mających na celu obronę Yanomami, ich los jest, niestety, przesądzony. Wprawdzie rząd Wenezueli stworzył w górnym Orinoko ogromny, bo liczący 4 600 000 hektarów, Rezerwat Biosfery Parima Tapirapeko, zamknięty dla wszelkich wizyt, ale władze brazylijskie nie są w stanie zahamować fali najeźdźców.
Przytłoczeni nadmiarem wrażeń opuszczamy naszych nowych przyjaciół. Kiedy rankiem wsiadamy do łodzi, grupa mężczyzn - z przewieszonymi przez szyję hamakami z włókna z liści palmowych i nieodłącznymi łukami - oddala się gęsiego, niknąc po chwili w półmroku swego świata: zielonej, wilgotnej, zaciągniętej mgłą dżungli. Poszli na polowanie czy może na wojnę? Nie dowiemy się już tego nigdy.
Niestety, nasza ekspedycja załamuje się. Rezygnujemy z dalszych ambitnych planów, na nic bowiem tutaj zdaje się doświadczenie, determinacja, dyscyplina czy instynkt. Po konsultacji z naszymi gospodarzami Miguel jest zdania, że nie mamy już szans na powodzenie pierwotnych zamierzeń. Można by wprawdzie starać się zbliżyć do źródeł Orinoko, być może nawet do nich dotrzeć, ale deszcze nieoczekiwanie się skończyły i zbyt niski poziom wody skazałby nas na utkwienie na płyciznach rzeki, skąd powrót byłby możliwy tylko za pomocą śmigłowca, co oczywiście nie leżało w naszym programie.
Wszystkie moje wyprawy, które realizuję daleko od cywilizacji, są przygotowywane w najdrobniejszych szczegółach, tak aby nawet w sytuacjach ekstremalnych zmniejszyć do minimum nieprzewidziane niespodzianki i móc liczyć na sukces. Planuję dokładnie cały program, rozważam problemy logistyczne i przede wszystkim staram się dobrać kompanów na odpowiednim poziomie, mających takie jak ja motywacje. Oczywiście nie wszystko można przewidzieć, a kaprysów klimatu szczególnie, i zawsze jestem przygotowany na niespodzianki spowodowane przez pogodę, stan zdrowia uczestników bądź inne czynniki wyższe.
Zobacz zdjęcia:
Brazylia
,
Wenezuela
Brazylia - wybierz obszar, który cię interesuje:











































