Plemię Jarai - W sercu wietnamskiej dżungli - 1992
Wyświetlono: 1679 razy 2006-06-16 11:43:54![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.58 (113 głosów) |
Plemię Jarai - W sercu wietnamskiej dżungli - 1992
www.palkiewicz.com
Karawana słoni niczym taran przebija się przez tropikalne gąszcza. Ogromne, kilkutonowe cielska kołysząc się raz w lewo, raz w prawo z łatwością pokonują śliski, błotnisty stok, wydeptując ścieżkę w bambusowym zagajniku, brodzą przez strumyki i głębokie rzeki. W trakcie tego pochodu, nie zatrzymując się nawet na sekundę, zaspokajają swój nieograniczony apetyt. Wyrywają z korzeniami małe krzewy, skubią trawę, zrywają delikatnie liście, kwiaty, dzikie owoce, młode palmy, gałęzie drzew, pochłaniając w ciągu dnia nawet dwa kwintale roślin...
Od kilku dni zanurzeni jesteśmy w świecie fascynującej przygody, przemierzając w stylu podróżników z ubiegłego wieku dżunglę południowo-zachodniego Wietnamu. Siedzimy w niezbyt wygodnych koszach na wysokości kilku metrów i każda chwila nieuwagi grozi nam chłostą gałęzi, które nie oszczędzają naszych biednych twarzy.
W pewnym momencie słonie przyspieszają kroku, zdaje się, że poczuły bliskość rzeki. I rzeczywiście wkrótce słychać grzmot spadającej wody, potem pojawia się obłok gęstej pary i przed nami wyrasta urzekający klejnot natury, tony połyskującej wody spadają z furią i straszliwym hałasem w miniaturowym wąwozie.
Zatrzymujemy się oczywiście na kąpiel, z której korzystają także nasze zwierzęta. Po oswobodzeniu z ładunków słonie natychmiast zanurzają się w wodzie. Są skore do żartów i zabawy, opryskują się nawzajem nie oszczędzając także swoich opiekunów mahoutów. Jeden z nich wszedł już na głębinę i widać mu tylko koniec trąby, przez którą oddycha. Pozostałe zaspokajają swoje pragnienie zasycając w trąbę jednym łykiem przynajmniej pół wiadra wody. Piją długo i właściwie 100-200 litrów tego płynu wystarcza już im później na cały dzień.
Po raz pierwszy od wielu dni czuję się naprawdę odprężony. Uzgodnienie tej wyprawy z władzami w Hanoi zajęło mi wiele czasu i zdrowia. Potrzebne były dwa przyjazdy do Wietnamu, aby przekonać wyższych urzędników, przyzwyczajonych do wyostrzonej czujności i patrzących podejrzliwie na każdego cudzoziemca, że nasza ekspedycja ma charakter czysto etnograficzny i że nie zamierzamy poszukiwać zaginionych w czasie wojny żołnierzy amerykańskich.
Rzecz w tym, że wspólnota tubylcza Jarajów, którą chcieliśmy poznać, zamieszkuje w rejonie traktowanym jako restricted area, absolutnie zakazanym dla cudzoziemców. Po długich korowodach i kilku prywatnych kolacjach w szykownych lokalach stolicy dopiąłem celu.
| Oceń relację |
WietnamWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju























