ANNAPURNA - 1987
ANNAPURNA - 1987



Jacek Pałkiewicz2006-06-16 10:24:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.00 z 5.00. 4 głosów oddanych
gonitwy za wyimaginowanymi wartościami, aby móc cieszyć się życiem autentycznym, przeżywać zwycięstwa, a od czasu do czasu także klęski. Autentyczne życie to nieustająca bezpośrednia konfrontacja z siłami natury i z tym wszystkim, co jest przyrodzone człowiekowi: strachem, zmęczeniem, słabością, ale również odwagą, silną wolą, zdolnością do poświęceń.
W dniu 1 lutego Jurek i Artur rozbijają V obóz na wysokości 7400 m. Pogoda się pogarsza, sypie śnieg, a na dodatek opada mgła. Są tak zmęczeni, że decydują się na 24 godziny odpoczynku. Wczesnym rankiem wychodzą z namiotu. Do szczytu zostało jeszcze 700 m, tylko tyle, a zarazem aż tyle. Pogoda jest okropna: chmury, głęboki śnieg, lodowate zimno, widoczność ograniczona do dwudziestu metrów. Coraz trudniej oddychać, a przed nimi jeszcze mordercza wspinaczka po pionowej ścianie. Powoli tracą nadzieję na zwycięstwo. "Padał śnieg i było bardzo zimno — powie Jurek po powrocie — po raz kolejny dręczyła mnie wątpliwość: iść dalej, czy tym razem dać sobie spokój. W takich warunkach człowiek nie walczy o sukces, lecz wyłącznie o przeżycie. A jednak nasza namiętna miłość do gór nauczyła nas pokonywać nieludzkie warunki i dążyć do przodu".
Z bazy, drogą radiową, nadchodzą słowa zachęty: "Idźcie dalej, wierzchołek jest wolny od chmur — dodają im odwagi pozostali na dole przyjaciele — jest szansa, że wam się uda".
O godzinie 1235 znajdujący się na wysokości 7500 m Kukuczka prosi, żeby sprawdzić na zdjęciu w archiwum, którędy powinni iść, gdyż jego pole widzenia zredukowane jest do zera. Z naszą pomocą udaje mu się odnaleźć drogę. Kontynuują wspinaczkę wzdłuż wąskiej i urwistej grani, każdy krok naprzód oznacza ogromny wysiłek. I tak będzie aż do końca, do ostatniego kroku. O godzinie 1600 stawiają stopę na szczycie jednego z czternastu ośmiotysięczników, największych gigantów naszej planety.
Następuje kilka krótkich chwil radości. Powolnymi ruchami, żeby nie narażać płuc na dodatkową pracę, wykonują parę zdjęć. Nie ma nawet czasu, żeby nacieszyć się zwycięstwem. Za chwilę zapadnie zmrok, muszą więc natychmiast rozpocząć schodzenie. I jak często bywa, powrót okazuje się jeszcze trudniejszy niż wspinaczka, a droga usiana pułapkami. Nie odzywają się do siebie ani słowem, są kompletnie wyczerpani, ale nie wolno im się poddać, za wszelką cenę muszą wrócić do namiotu.
Dwa dni później, śmiertelnie znużeni, zarośnięci, z ogorzałymi twarzami, docierają do bazy. Teraz próbują Krzysiek i Wanda, ale pogoda za bardzo się popsuła. Wanda nie jest w najlepszej kondycji fizycznej i rezygnuje. Krzysiek poświęca swoje ambicje i schodzi razem z nią.
Solidarność i przyjaźń są ważniejsze od zwycięstwa.
Z czwórki przyjaciół pozostało dziś tylko dwóch. Jurek, wielka postać światowego alpinizmu, człowiek prawy i lojalny, w 1989 roku runął w przepaść, gdy dzieliło go niewiele metrów od szczytu Lhotse, na którym był już dziesięć lat wcześniej i od którego zaczął zdobywanie wszystkich po kolei ośmiotysięczników. Także Wanda, dama Himalajów, pewnego dnia nie powróciła z gór, które tak bardzo ukochała.
Zobacz zdjęcia:
Nepal
Nepal - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























