Wyspa Borneo (od brzegu do brzegu) - 1986
Wyspa Borneo (od brzegu do brzegu) - 1986



Jacek Pałkiewicz2006-06-16 10:14:56
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.67 z 5.00. 9 głosów oddanych
twarzy podkreślają idealnie kształtne obnażone piersi. Wszystkie mają rozciągnięte płatki uszu, w których wiszą ciężkie pierścienie, uważane za szykowną ozdobę.
U niektórych widać także dyskretne i finezyjne tatuaże.
Wszyscy mieszkają w tym jednym domu na palach, którego długość z pewnością przekracza 70 m. Po stromej belce z naciętymi progami wchodzimy na werandę z elastyczną podłogą z giętkich bambusów, która ma tak szerokie szczeliny, że wydaje się, iż w każdej chwili noga może w nich uwięznąć. Wewnątrz, na belce pod sufitem wisi cała seria pokrytych pajęczyną i sczerniałych od dymu czaszek ludzkich, ponury dowód walk plemiennych. Jeszcze do niedawna Dajacy uważali, że świeże głowy nieprzyjaciół pomogą osiągnąć wysokie zbiory ryżu i sprawią, że bezpłodne kobiety będą mogły mieć dzieci. Polowanie na głowy było często rozrachunkiem za jakieś krzywdy, obrazę czy zwykłe waśnie. Im większa kolekcja w domu, tym większy prestiż. Starszy, ale jeszcze żwawy tubylec pokazuje z dumą swój parang. Na tępej krawędzi ma naciętych kilkanaście zębów - tyle, ile spadło głów wrogów.
Po śniadaniu ruszamy w dalszą drogę. Przed południem ściemnia się, nie słychać już głosów ptactwa, szczyty drzew zaczynają falować i pierwsze olbrzymie krople spadają na ziemię. Zaraz potem niebo otwiera się i wszystko dookoła pogrąża się w wodzie. Nie możemy nawet normalnie rozmawiać, huk piorunów i szum wody, zagłuszają nasze słowa. W porę zdążyliśmy wyciągnąć poncha i uchronić się przed ulewą, ale odzienie to silnie chłonie wilgoć i praktycznie także jesteśmy mokrzy. Po deszczu, który miał coś z atmosfery Sądu Ostatecznego, światło staje się bardziej intensywne, zieleń bardziej nasycona, a powietrze przypomina saunę.
Szesnastego dnia przybywamy do Bunang, małej wioski, skąd już pozostają tylko trzy dni żeglugi do Putusibau, gdzie kursuje stateczek rzeczny. Rozliczam się z tragarzami, którzy jutro wyruszą w drogę powrotną. Niezastąpiony Remo znajduje dwa czółen. Jesteśmy załadowani po brzegi i na pierwszej bystrzynie rzeki dla wszystkich staje się jasne, że musimy dołożyć dużo starań i mieć sporo szczęścia, aby wrócić cało do domu.
Niespodziewanie, bez żadnego uprzedzenia znajdujemy się w wąskim gardle diabelskiego młyna. Jakimś cudem nasza łódź wychodzi cało z tej opresji, ale następna ląduje na potężnym kamieniu. Wszyscy rzucamy się do ratowania ładunku i stopniowo wyławiamy wszystkie plecaki i worki unoszące się na powierzchni.
Nie bez racji Dajacy powiadają: "Kto cztery razy przepłynął rzekę z prądem i pod prąd, jest już starcem". Można więc powiedzieć, że wyprawa ta kosztowała czwartą część naszego życia.
Następnego dnia docieramy do majestatycznego i szerokiego Kapuasu, największej rzeki Borneo. Stąd już tylko jeden skok do wielkiego świata. W Pontianak korzystamy z dobrodziejstw cywilizacji, zimne piwo, prysznic, basen kąpielowy, posiłek przy stole, filiżanka kawy i... pełny relax. Na koniec już tylko wygodne łóżko.
Jedna z największych przygód mojego życia, o jakiej można marzyć latami, ale której za żadne skarby nie zechciałoby się powtórzyć, jest już za mną. Wkrótce zajmę się organizacją wyprawy na reniferowych zaprzęgach w głębokiej Syberii i Borneo, niepostrzeżenie, przejdzie do archiwum.
Zobacz zdjęcia:
Indonezja
,
Malezja
Indonezja - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




















