Druga wyprawa - Saint - Michel - od 21.06.2001 do 13.07.2001
Wyświetlono: 568 razy 2006-06-10 17:38:01![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.53 (111 głosów) |
To była wspaniała wyprawa, z której jest dumny. Pokonałem samotnie 4200 km w ciągu trzech tygodni, a najwięcej w ciągu jednego dnia udało mi się przejechać 320 km.
Źródło informacji: http://www.expeditions.prv.pl/
To była wspaniała wyprawa, z której jest dumny. Pokonałem samotnie 4200 km w ciągu trzech tygodni, a najwięcej w ciągu jednego dnia udało mi się przejechać 320 km.
Pierwszy dzień: Mój bagaż znacznie się powiększył niż w zeszłym roku. Między innymi doszedł mi namiot, materac, statyw oraz kamera, przez co wszystko razem ważyło prawie 30kg. Sam ciężar bagażu mnie nie przerażał. Zastanawiałem się tylko, jak to pomieścić w sakwach, a następnie założyć na niewielki bagażnik mojego wysłużonego górala. Po godzinie uporałem się ze wszystkim i mój rower był już gotowy do podróży. Rano przez cały czas padał deszcz. Jak tylko przestało padać, pożegnałem się z rodzicami i wyruszyłem w drogę. Pojechałem tak jak zwykle w stronę Kostrzyna. Początkowo ciężko było mi utrzymać równowagę w czasie jazdy ze względu na tylne obciążenie, ale już po 50km udało mi się w pełni opanować mój rower. Popołudniu pojawiły się na niebie szare, gęste chmury. Zdenerwowałem się, jak poczułem pierwsze krople deszczu na mojej twarzy. Jazda była bardzo trudna i męcząca. Nic dziwnego, skoro przez cały rok mój rower stał praktycznie w garażu i nie był w ogóle przeze mnie eksploatowany. Do Kostrzyna dotarłem dopiero o godz. 21.00. Stwierdziłem, że lepiej będzie przespać się jeszcze w Polsce niż przekraczać granicę i włóczyć się w nocy po niemieckich wsiach. Znalazłem tani hotel, gdzie za 60zł wynająłem sobie pokój. Niestety ciężko było mi zasnąć, ponieważ przez całą noc goście z Niemiec przyjeżdżali odwiedzać hotelowe panienki.
Drugi dzień: Wstałem wcześnie rano. Widok deszczowej pogody nie nastrajał mnie pozytywnie. Przy pakowaniu miałem kłopot, żeby założyć sakwy, ponieważ rozleciał mi się bagażnik. Całe szczęście, że w hotelu mieli odpowiednią śrubę, bo w przeciwnym razie zakończyłbym swoją podróż jeszcze w Polsce. Po naprawieniu bagażnika i zrobieniu zakupów w miejscowym sklepiku, przekroczyłem granicę polsko-niemiecką. Pojechałem w kierunku miejscowości Finow Eberswalde, przez którą przejeżdżałem już podczas mojej pierwszej wyprawy. Przez cały czas trzymałem się drogi nr 167, aż w końcu dojechałem do miasta Neuruppin. Chciałem znaleźć camping, żeby wytestować mój nowy, dmuchany materac, ale niestety nigdzie w pobliżu nie było pola namiotowego. Udało mi się natomiast wynająć pokój w prywatnym pensjonacie "Zum Alten Fritz". Muszę przyznać, że spało się w nim bardzo przyjemnie. Tego dnia przejechałem zaledwie 180 km. Nie było to dużo, ale w sumie nigdzie mi się nie spieszyło.
Trzeci dzień: W końcu zrobiło się ciepło i słonecznie, czyli tak jak powinno być od początku.
| Oceń relację |
HolandiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju





















