To była wspaniała wyprawa, z której jest dumny. Pokonałem samotnie 4200 km w ciągu trzech tygodni, a najwięcej w ciągu jednego dnia udało mi się przejechać 320 km.
Druga wyprawa - Saint - Michel - od 21.06.2001 do 13.07.2001
Mateusz Działyński2006-06-10 17:38:01
Wyświetlono razy (ostatnio: )
w samym centrum leśnej wyżyny. Dojechałem do Hohenwepel, a później przez cały czas trzymałem się drogi nr 241. Jadąc tą trasą dotarłem do Gór Harzu. Ostatnie 40 km pochłonęło mi mnóstwo czasu i wysiłku. Zatrzymałem się na campingu w mieście Braunlage, które otaczają dwa wielkie parki narodowe: Harz oraz Hochharz. Najwyższy szczyt Brocken wznosi się 1142 m n.p.m.
Dwudziesty pierwszy dzień: Opuściłem camping bardzo wcześnie i pojechałem w kierunku Halberstadt. Za Górami Harzu droga była płaska jak stół. Odetchnąłem z ulgą, ponieważ najtrudniejszy odcinek miałem już za sobą. Ostatnie 10 km do Magdeburga postanowiłem jechać autostradą. Pomysł wydawał się szalony i niebezpieczny zarazem, ale chciałem w ten sposób skrócić sobie drogę. Wszystkie samochody trąbiły na mnie, jakbym co najmniej blokował ruch na autostradzie. Zestresowany trzymałem się bardzo blisko pobocza i jechałem prawie dwa razy szybciej niż normalnie starając się ignorować dźwięki klaksonów. Gdyby zatrzymała mnie policja to z pewnością zapłaciłbym surowy mandat. Po 20 minutach zjechałem z autostrady i znalazłem się w Magdeburgu. Poczułem się, jakbym był już w domu, a zostało mi jeszcze ponad 350 km. Mimo to z uśmiechem na twarzy patrzyłem jak szybko rośnie liczba kilometrów na moim liczniku. Po przejechaniu 280 km dotarłem do Poczdamu. Wszystkie campingi były już pozamykane, dlatego postanowiłem przespać się na ławce.
Dwudziesty drugi dzień: Zaczęło lekko kropić. Zamiast moknąć pod śpiworem, spakowałem się i o godzinie 5:30 nieprzytomny pojechałem w kierunku Berlina. Byłem całkowicie wyczerpany. Na stacji benzynowej przemyłem twarz oraz kupiłem coś do jedzenia. O godzinie 7.00 byłem już w centrum Berlina. Nie miałem zamiaru tutaj dłużej zostawać. Porobiłem jedynie kilka zdjęć i opuściłem stolicę Niemiec. Granicę polsko-niemiecką przekroczyłem o godzinie 14.30. Byłem szczęśliwy, że zostało mi tylko 180 km. Jechałem ze średnią prędkością 26 km/h nie czując nawet zmęczenia. W Skwierzynie rozleciał mi się bagażnik, ale jeden z mieszkańców miał odpowiednią śrubę i pomógł mi go naprawić. Straciłem przez to godzinę czasu. O godzinie 20.00 byłem w Pniewach, gdzie umówiłem się z kolegami na stacji benzynowej Aral. Jeden z nich mnie w ogóle nie poznał. Byłem brudny i wychudzony. Po godzinie rozmowy, pożegnałem się z nimi i pojechałem do Poznania nie zatrzymując się już po drodze ani razu. Do domu wróciłem o godzinie 23.00. Tego dnia pobiłem swój rekord pokonując w sumie 320 km. Podczas wyprawy schudłem 10 kg.
Zobacz zdjęcia:
Holandia
,
Francja
,
Belgia
Holandia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























