Skandynawia - pierwsza wyprawa - od 11.07.2000 do 22.07.2000
Wyświetlono: 1233 razy 2006-06-10 17:34:44![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.82 (39 głosów) |
Pierwszy dzień: Nie ulega wątpliwości, że poruszanie się po polskich drogach jest nie tylko niebezpieczne, ale też wyjątkowo nieprzyjemne, dlatego drogę z Poznania do Kostrzyna przejechałem samochodem. Stwierdziłem, że nie ma sensu się męczyć jadąc przez 180km wąskim poboczem lub w koleinach wyżłobionych przez ciężarówki. O godzinie 15.00 byłem już na granicy. Ściągnąłem rower z dachu samochodu, pożegnałem się z ojcem i pojechałem w kierunku przejścia granicznego Przecisnąłem się między samochodami do odprawy paszportowej i po minucie znalazłem się na terytorium Niemiec. Na niebie pojawiły się gęste, szare chmury, z których po chwili zaczął padać deszcz. Na szczęście nie była to silna ulewa, ale mały deszczyk, którego krople delikatnie obmywały moją twarz. Po pokonaniu 70km stwierdziłem, że warto poszukać sobie jakiegoś miejsca do spania. Zaczęło robić się ciemno, więc zatrzymałem się w małej niemieckiej miejscowości Bad Freienwalde.
Źródło informacji: http://www.expeditions.prv.pl/
Pierwszy dzień: Nie ulega wątpliwości, że poruszanie się po polskich drogach jest nie tylko niebezpieczne, ale też wyjątkowo nieprzyjemne, dlatego drogę z Poznania do Kostrzyna przejechałem samochodem. Stwierdziłem, że nie ma sensu się męczyć jadąc przez 180km wąskim poboczem lub w koleinach wyżłobionych przez ciężarówki. O godzinie 15.00 byłem już na granicy. Ściągnąłem rower z dachu samochodu, pożegnałem się z ojcem i pojechałem w kierunku przejścia granicznego Przecisnąłem się między samochodami do odprawy paszportowej i po minucie znalazłem się na terytorium Niemiec. Na niebie pojawiły się gęste, szare chmury, z których po chwili zaczął padać deszcz. Na szczęście nie była to silna ulewa, ale mały deszczyk, którego krople delikatnie obmywały moją twarz. Po pokonaniu 70km stwierdziłem, że warto poszukać sobie jakiegoś miejsca do spania. Zaczęło robić się ciemno, więc zatrzymałem się w małej niemieckiej miejscowości Bad Freienwalde.
Drugi dzień: Noc spędziłem w prywatnym pensjonacie położonym na skarpie. Pogoda nic się nie zmieniła od wczoraj. Nadal było pochmurno i wilgotno. Po zjedzeniu typowego, niemieckiego śniadania, którym zapchałem mój wygłodniały żołądek, pojechałem na północny zachód w kierunku miejscowości Templin trzymając się przez cały czas drogi nr 198. Przejeżdżałem między innymi przez takie miejscowości jak Finow Eberswalde, Templin oraz Neustrelitz. Nie czułem w ogóle zmęczenia, więc miałem bardzo dobry humor. Po przejechaniu 168km rozpogodziło się, ale z powodu upału zaczęło dokuczać mi pragnienie. Zatrzymałem się na 10 minut, żeby zrobić zakupy w supermarkecie, po czym uzupełniłem wszystkie niezbędne płyny w moim organizmie. Tego dnia przejechałem prawie 200km, przez co poczułem ogromną satysfakcję. Nigdy wcześniej nie pokonałem tylu km na rowerze w ciągu jednego dnia. Zatrzymałem się w małym miasteczku Wulkenzin na drodze nr 192, gdzie za kwotę 70DM, czyli około 35 euro wziąłem sobie motel.
Trzeci dzień: Nie zdążyłem się nacieszyć smakiem prawdziwego lata. Po południu znów zaczęło padać i to znacznie mocniej niż w poprzednich dniach, ale bardziej od deszczu przeszkadzał mi ruch na drodze. Przez 100km musiałem uważać na pędzące z boku ciężarówki, które podobnie jak ja jechały w stronę Rostocku. Przejeżdżałem także przez takie miasta jak Malchin i Teterow. Do Rostocku dotarłem o godzinie 17.00. Miasto to stanowi główny zespół portowy wschodniej części Niemiec. Mimo szczerych chęci nie udało mi się zdążyć na prom do Danii. Przez trzy godziny jeździłem rowerem po porcie. W błąd wprowadziła mnie moja mapa, z której wynikało, że prom do Danii znajduje się w lewej części portu.
| Oceń relację |
SzwecjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






















