Beskidy - Rycerka Górna 1.05 - 3.05.2004
Beskidy - Rycerka Górna 1.05 - 3.05.2004

Tomek Drewa2006-06-10 16:55:02
Wyświetlono razy (ostatnio: )
które o tej porze roku nie są niczym nadzwyczajnym w Beskidach. Mozolne podejście prowadzi coraz wyżej, nagle wyrastają skałki i trzeba po nich drapać się do góry! W końcu drepcząc leśną ścieżynką docieramy na niepozorny punkcik, który jest kulminacyjnym miejscem na Wielkiej Rycerzowej. Jesteśmy na szczycie, teraz szlak będzie prowadził już tylko w dół. Po kilku minutach zejścia wychodzimy na pięknie oświetloną słońcem polanę, gdzie na jej dolnym krańcu widnieje mała bacówka, czyli schronisko PTTK pod Wielką Rycerzową. Docieramy tam po paru minutach i w końcu zasłużony odpoczynek. Błogie lenistwo nie trwa długo, bo nagle z nieba zaczynają spadać krople deszczu, który niebywale szybko przybiera na sile. Kto żywy ciśnie do schroniska. W środku zrobiło się jakoś ciasno i duszno! Deszcz nie pada długo i po kilku minutach przestaje. Ruszamy dalej, teraz kierujemy się w stronę Mladej Hory, gdzie znajduje się mała, pocieszna chatka o nazwie „Hyz u Bacy” Miejsce naprawdę maxowe i ciężko je opisać w kilku słowach. Przed schroniskiem wisi tablica z przystanku tramwajowego – czyli charakterystyczne „T” na dodatek z dopiskiem „na (po)żądanie”. Jak informują znaki na Everest – 2h! Wchodząc do środka na drzwiach swojski napis: „nie pukaj i tak nikt nie usłyszy – właź!” Wewnątrz charakterystyczny, przytulny klimat. Chciałoby się posiedzieć dłużej, ale czas nagli i trzeba zwijać się na dół. Po kilkunastu minutach marszu, wychodzimy z lasu i docieramy do asfaltowej drogi, prowadzącej bezpośrednio do domu. Jeszcze tylko parę kilometrów po płaskim i jesteśmy we wsi.
3 maja - poniedziałek
Dzień odjazdu. Nie mamy za bardzo czasu, aby pozwolić sobie chociaż na najmniejszy szlak. Idziemy do sklepu po chleb, niestety nie ma! Ostanie zakupy na drogę i powoli zaczynamy zwijać się.Przed 14 wychodzimy na przystanek, aby złapać autobus. Z góry jedzie jakiś bus, praktycznie pusty, zatrzymuje się na przystanku. Ostatni widok na Beskidy i jedziemy do Rajczy. Po kilku minutach jesteśmy na miejscu, pociąg do Katowic odjeżdża o 16:10. Mamy chwilę czasu, oglądamy kościół, kupujemy chleb w sklepie i na peron. Czeka już tutaj mała wataha ludzi, część z nich nieco podchmielona. Na stację wtacza się elektryczny „żółtek” i mozolnym tempem pociągu osobowego powracamy do cywilizacji. Po drodze okazuje się, że dzisiaj pociąg do Gdyni jedzie z Bielska-Białej, co jest nam bardzo na rękę. Wysiadamy w Bielsku i ponieważ mamy sporo czasu do podstawienia pociągu udajemy się na mały ryneczek, gdzie odbywa się przegląd teatrów ulicznych. Ciekawa impreza tylko nie za bardzo rozumiem, o co w tym chodzi, ale nie istotne jest bardzo ciepło, około 20 stopni. W powietrzu czuć już lato. Wracamy na dworzec. Na kolację jemy hamburgera i pół godziny przed odjazdem nasz pociąg wtacza się na peron. W miarę pusty był do Katowic, tam napchał się maksymalnie i tak było praktycznie do rana. Z ponad pół godzinnym opóźnieniem o 8:30 wylądowaliśmy w Gdyni. Dobiegła końca kolejna majowa wyprawa, która jak zwykle miała swój jedyny i niepowtarzalny klimacik!
Zobacz zdjęcia:
Polska
Polska - wybierz obszar, który cię interesuje:




















































