Włochy - Rimini 14.07 - 25.07.2003
Włochy - Rimini 14.07 - 25.07.2003

Tomek Drewa2006-06-10 16:45:08
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.33 z 5.00. 3 głosów oddanych
szaleństawa na zakończenie. Jednym słowem Mirabilandia! Duży park rozrywki koło Ravenny. Rzut beretem od nas. Wyjeżdżamy po południu, w drodze tradycyjnie 2 godzinna wizyta w hipermarketach. Ogromny kompleks, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Dagmara kupiła sobie kurtkę, trochę zapasów na podróż do domu i dalej już prosto do Mirabilandii. Lekkim przerażeniem napawa mnie widok "Katuna", czyli największej kolejki górskiej, aż sam się sobie dziwię, że już na niej jechałem. Ale tym razem zaczynamy od trójwymiarowego kina. Standardowo okularki i wszyscy czekają na show. Muszę przyznać, że byłem nieco rozczarowany filmem 3D. W porównaniu do IMAX`a w Londynie totalna bieda! Ale tym, którzy byli pierwszy raz podobało się. Później już ruszyliśmy. Na dobry początek wodospad dwa razy, następnie pontony i kiedy byłem już doszczętnie mokry doszedłem do wniosku, że przyszedł czas na kolejkę górską. Czekaliśmy oczywiście do miejsc w pierwszym rzędzie, bo dopiero wtedy człowiek ma wrażenie, że naprawdę leci. Wszystko dzieje się dosłownie w mgnieniu oka i człowiek nie rejestruje gdzie w danym momencie się znajduje. Wysiadając miałem pewne kłopoty z utrzymaniem pionu! Dalej kolejka drewniana i na koniec przedstawienie, czyli szkoła policyjna. W wielkim skrócie goście szaleją samochodami i palą opony. Robi wrażenie. O 23 z minutami zabieramy się do Rimini.
23 lipca - środa
Ostatni dzień naszego pobytu, pakujemy się i zbieramy do domu. Opuszczam to miejsce bez jakiegoś konkretnego żalu, mając świadomość, że przed nami dzisiaj jeszcze Wenecja. Z hotelu wymeldowujemy się po obiedzie i już za Ravenną stajemy w korku, co oznacza, że będziemy mieli opóźnienie. I jest tak w rzeczywistości, do Wenecji na Troncetto przybywamy okolo 19. Chwilę trwało zanim kupiliśmy bilety na statek i w końcu płyniemy. Słońce zachodzi i jest wparost bajkowo. Docieramy do centrum Wenecji czyli na plac św Marka. Na ulicach nieprzebrane tłumy. Naszym celem był wjazd na wieżę. Jak zwykle bilety podskoczyły w górę, ale jedziemy. Z góry widoczek na całą lagunę. Masy domów, które sprawiają wrażenie jakby stały dokładnie jeden obok drugiego i nie widać kanałów. Robi się ciemno i zapalają się światla. Teraz dopiero widać urok miasta nocą. Nie do opisania słowami. Trzeba tam pojechać i zobaczyć! Widoczek totalnie romantyczny! Na parking wracamy już piechotką. Zatrzymujemy się jeszcze na moście Rialto, który nocą wygląda zupełnie inaczej. Kilka fotek na pamiątkę i do autobusu. Z Wenecji przez Alpy i Czechy, gdzie nocujemy wracamy do Polski. W kraju oczywiście przywitał nas deszcz i 26 lipca około pierwszej w nocy lądujemy w Gdańsku.
Zobacz zdjęcia:
Włochy
Włochy - wybierz obszar, który cię interesuje:













































