Wielka Brytania 24.01 - 7.02.2003
Tomek Drewa Wyświetlono: 190 razy 2006-06-10 16:38:03![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.24 (37 głosów) |
Wielka Brytania 24.01 - 7.02.2003
http://tomekdrewa.w.interia.pl
24 stycznia - piątek
Brzydki pochmurny dzień. Wstaję i zaczynam przygotowania do wyjścia z domu. Coś mnie tknęło, aby włączyć telefon. Jest nowa informacja nagrana na skrzynkę - od Mirka. Słucham i nie dowierzam. W zaproszeniu jest błąd i mogę je popchnąć do śmietnika. Ściągam ze skrzynki internetowej nowe. Na mój gust niczym się nie różni od poprzedniego, ale to teraz nie istotne, nie ma czasu na dewagacje. Podpisuję się Mirka nazwiskiem i na pociąg. Po drodze zabieram Bartka i jedziemy! Z dworca w Gdyni bierzemy złotówę na miejsce przyjazdu autobusu. Jesteśmy dużo szybciej, ale to dobrze, bo nie lubię pośpiechu w takich momentach. Autobus podjechał punktualnie, cały nabity ludźmi. No tak - czego się spodziewałeś!? W końcu znalazły się dla nas wolne miejsca. Ruszamy w mozolną drogę do Londynu. Do okoła szara, ponura rzeczywistość. Szybko zapada zmrok. Już na granicy w Świecku mamy zdrowe opóźnienie, co dopiero będzie dalej?
25 stycznia - sobota
W nocy nie mogłem znaleźć sobie miejsca. raz w lewo, raz w prawo. Obudziłem się zdrętwiały, gdzieś w Belgii. Do granicy z Anglią coraz bliżej. Robi się jasno, czasami wygląda słońce, już Francja. Lądujemy w Calais. Jak na złość, zaczyna padać deszcz. Mamy zdrowe opóźnienie, więc nasz prom odpłynął w siną dal. Czekamy na następny! W końcu jest. Następne pół godziny na zadekowanie się na promie, w końcu człowiek może wstać i rozprostować obolałe gnaty. Prom oczywiście nastawiony na sklepy wolnocłowe, ale ceny wcale nie sugerują, że to taki. Za szybami przeraźliwie leje deszcz. W końcu widać brzegi wyspy. Zjednoczone Królestwo wita mnie tym razem typową angielską mgłą! No i w końcu koszmar przechodzenia przez granicę w Dover. Za pierwszym razem bałem się bardziej, teraz prawie wcale. Udało się, jestem po drugiej stronie. Mamy prawie 3 godz opóźnienia i ruszamy dalej. W Londynie lądujemy około 15:30. Mirek z Wiesią już na nas czekają. Jedziemy do domu. Zjadłem i odpocząłem nieco, ciemno za oknami. Wieczorem mały wyskok pod Big Bena i Parlament. Teraz w świetle świateł wyglądają o wiele lepiej niż w ciągu dnia. Zawsze ile razy tutaj stoję odnoszę takie wrażenie! Przy okazji dobył nowy most na Tamizie, którego wcześniej nie było. Opdal wielkiej, milenijnej karuzeli. Nowoczesna konstrukcja i pięknie oświetlony. Naprawdę robi wrażenie i można nim dojśc na dworzec kolejowy Waterloo.
26 stycznia - niedziela
Wstaję rano i spoglądam za okno. Piękna słoneczna pogoda, w dodatku ciepło. Po krótkiej naradzie zapada decyzja: Hampton Court! Po prawie godzinie jazdy z przesiadką na pociąg, docieramy do jednego z największych pałacy królewskich w Hampton. Miejsce warte jest swojej sławy i ciężko je opisać słowami.
| Oceń relację |
Wielka BrytaniaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
















