Od pewnego czasu, czytając popularne książki, zacząłem odczuwać znudzenie ich treścią. Większość z nich opiera się na taniej sensacji, bez głębszego pomysłu, a głównym celem ich napisania jest sukces komercyjny. Jak sądzę, każdy z nas potrzebuje do życia strawy duchowej. Całkowicie złudne jest twierdzenie, że da się zaspokoić tak głębokie potrzeby samą rozrywką lub używaniem życia.
Wyprawa rowerowa do Sparty
Roman Baczyński2006-06-09 20:24:45
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.50 z 5.00. 4 głosów oddanych
Bilety do Warszawy leżą i czekają na chętnych.
Spotkałem tam kilku sakwiarzy. Szweda, Czechów i Holendrów. Oglądali z zaciekawieniem moje graty i zadawali dużo pytań na raz. Byłem wykończony jazdą pociągiem, a tu jeszcze nie koniec. Wreszcie przyjechał pociąg i wcisnąłem się z rowerem do prawie pustego przedziału. Prawie, bo niewielką jego część zajmował Amerykanin Eytan.
Zabawny facet. Podróżował po Europie zupełnie na wariata. Jedyne co miał, to niewielką torbę podróżną. Na swojej uczelni w USA miał profesora Polaka i wyrażał się o nim w samych superlatywach. Podałem mu swój adres e-mail, bo straszył, że pojawi się niebawem w Warszawie. Dotrzymał słowa.
Wkrótce ludzi zaczęło przybywać i musiałem wystawić rower na korytarz. Przypiąłem go w okolicach wejścia do wagonu, zerkając od czasu do czasu, czy sakwy są na swoich miejscach. Ledwo zdążyłem wjechać do Polski, a na pierwszej czy drugiej stacji jakiś rodak zaiwanił mi małą torbę mocowana pod ramą. Miałem tam tylko zapasową buteleczkę smaru Rolhoff, którą zapewne ten prymityw wyrzuci precz, wściekły, że tak skromny łup padł jego udziałem.
Jakież to smutne. Wracam właśnie z kraju, gdzie zostawiałem ładujący się telefon na środku kampingu, na zlewie w sanitariacie czy na stoliku w kawiarence i nie bałem sie że zginie. Opinia Niemców o Polakach jest niestety zasłużona. Złodziejstwo i buractwo to plaga, którą wytępić może jedynie szybka poprawa warunków życia młodych ludzi z nizin społecznych, a na to się raczej nie zanosi.
26 sierpnia
Dojechałem do Warszawy rano, obiecując sobie nieprędko wsiąść do pociągu byle jakiego. Jeszcze tylko kurs na Ursynów i wyprawę mogę uznać za udaną. Hehe, ależ teraz te kilkanaście kilometrów wydaje się małym dystansem. A jeszcze niedawno nie wierzyłem, że człowiek może przejechać jednego dnia 100 kilometrów ! :) W domu rzuciłem się do wanny i wyraźnie poczułem, że warto jest mieć gdzie wracać. Tylko najpierw trzeba pojechać..
***
Opisałem tą podróż w dużym skrócie, choć i tak uważam, że za dużo tej pisaniny. Nie wiem nawet dokładnie, ile przejechałem kilometrów, jako że odkąd licznik zaczął się psuć, czasem nawet go nie zakładałem. Nie jest to dla mnie istotne. Średnia prędkość, maksymalna prędkość, kadencja, któż to będzie pamiętał za rok czy dwa ?
Ważne jest to, co zobaczyłem, oraz strawa duchowa, której nie poskąpiła mi Grecja.
I wiara w to, że są marzenia, które można zrealizować.
***
Andy B, 2006-08-02 17:47:07
Małgorzata, 2006-07-04 15:12:52
Zobacz zdjęcia:
Grecja
Grecja - wybierz obszar, który cię interesuje:

















































teresa, 2008-09-19 03:22:27