Pierwsze skojarzenia z mojej wyprawy po Zimbabwe to Vic Falls i farma moich przyjaciół blisko Beatrice.
Zimbabwe
Dk2004-02-29 21:17:44
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 2 głosów oddanych
Pierwsze skojarzenia z mojej wyprawy po Zimbabwe to Vic Falls i farma moich przyjaciół blisko Beatrice.
Wiekszość dłuższych wypraw po południowej części Afryki zaczyna się i kończy w Victoria Falls. Stąd tutaj tak wiele zabawy na "do widzenia" i "dzień dobry".
Jeżeli tam traficie, radzę zatrzymać się na kempingu nieco oddalonym od "centrum", za hotelem Rainbow. Drugi położony w środku miejscowości jest okupowany przez większość przyjeżdżających. Nie rośnie tu nic zielonego, a za to rezydują stada pawianów, gotowych uciec z Twoim T-shirtem i przepędzanych co chwila przez hałaśliwych strażników. Ten drugi kemping jest inny, droższy, ale też pełen zieleni. Sąsiadujący z nim trzygwiazdkowy hotel Rainbow jest zbudowany w stylu arabskim. Wydaje się luksusem po przejechaniu kilku tygodni w ciężarówce. Polecam regenerację, nawet najkrótszą, w takim miejscu, o ile tylko pozwalają na to finanse.
Do moich ulubionych zajęć w Vic Falls oprócz patrzenia na ogromny i imponujący wodospad (woda spada kaskadami z progu o wysokości około dziewięćdziesięciu metrów), jest fotografowanie z powietrza noszącej się nad nim mgły i tworzącej się tęczy. Loty helikopterem są nieco krótkie (piętnaście minut), ale na lądowisku nie zwracając na nikogo uwagi hasają sobie guźce. Najwięcej adrenaliny dostarcza mi lot paralotnią lub dwuosobową paralotnią z silniczkiem (Microlight). Loty odbywają się z Zambii, kontaktem jest pilot i instruktor Peter Muller Brunke e-mail: wings@yebo.co.za U Petera można realizować kursy - dwadzieścia pięć godzin lotu, w tym piętnaście samodzielnie. Kurs trwa około dwóch tygodni, w zależności od pogody.
Największą atrakcją Victoria Falls są skoki z bungy. Nie jest to najwyższe bungy w Afryce (to drugie znajduje się na Graden Route w RPA i mierzy 216 metrów), ale z pewnością skacze się w piękniejszą przepaść - Zambezi River. O ile wogóle się na to zwraca uwagę. Ja wciąż nie mogę się na to zdobyć, mimo że widziałam już tyle skoków. A może dlatego! Wieczorami we wszystkich knajpach rozlega się zgodne odliczanie toastów: "Five! four! three! two! one! bungy!!!!!!!" Zresztą ci, którzy skakali tego dnia są rozpoznawani od razu po oznakowaniu numeru kolejności i wagi na jednym z ramion.
Do innego niezapomnianego przeżycia należy rafting pontonami po Zambezi. Dużo pracy przy wiosłowaniu, dużo zabawy, dużo wody! Zdecydowanie wolę powietrze.
Trochę inne Zimbabwe, poza atrakcjami Vic Falls, Harare, Bulawayo, ruinami Great Zimbabwe i pięknym rezerwatem Hwange to Zimbabwe ludzi tam mieszkających. Ludzi różniących się między sobą kolorem skóry. Miałam okazję poznać wielu przewodników stamtąd w trakcie moich wędrówek. Moi biali przewodnicy z Zimbabwe przez długi czas nie odzywali się - ich telefony i faxy były odłączone. Stracili swoje farmy w ramach akcji prezydenta Mugabe odbierającego farmy białym osadnikom. Moi przewodnicy są wyjątkowymi ludźmi zaangażowanymi w ochronę środowiska. Jako dzieci Afrykanerów z RPA byli wychowanymi wśród swoich rówieśników z plemienia Shona (największego w Zimbabwe). Dużym szacunkiem darzą czarnych ludzi, czego nie mogę powiedzieć o wszystkich poznanych tam przeze mnie ludziach. Farmy Andre i Antona zostały przejęte przez weteranów, ale wierzę, że są bezpieczni i wędrują po Afryce.Być może jeszcze ich spotkam. Jednemu z nich zawdzięczam w dużej mierze sposób w jaki patrzę na Afrykę. I poznanie kilku słów w języku plemienia Shona. W tym mojego ulubionego: Maneze. Znaczy wzgórze.
Zobacz zdjęcia:
Zimbabwe
Zimbabwe - wybierz obszar, który cię interesuje:











































