Tekst i zdjęcia do relacji są własnością Michała Jaworskiego. Wykorzystanie jakiegokolwiek z fragmentów relacji w celach niekomercyjnych jest możliwe po umieszczeniu danych autora oraz miejsca pochodzenia materiałów. Możliwe jest również wykorzystanie materiałów w celach komercyjnych po uprzednim skontaktowaniu się i uzyskaniu pisemnej zgody autora.
2005 Bhutan - Impresje 2

Rafał Król2006-05-24 11:00:03
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.50 z 5.00. 2 głosów oddanych
A czworonogi już się przyzwyczaiły do tego, że maszerujący na Taktsang zawsze mają ze sobą coś do jedzenia.
Przed tobą 800 m różnicy poziomów.
Bardzo szybko pomiędzy drzewami zaczyna być widoczny cel twojej wędrówki. Wczepiony w wysokie skały kolorowy koliber - klasztor Taktsang, czyli legowisko tygrysa. Jeden z najsłynniejszych monastyrów w Bhutanie założony przez legendarnego Guru Rinpoche, który w cudowny sposób przyleciał tu z Tybetu na tygrysie. Początkowo przez kilka miesięcy medytował by w końcu ruszyć w doliny i nawrócić mieszkańców na buddyzm. Tu właśnie było pierwsze miejsce skąd buddyzm opanował cały kraj. Guru wrócił w końcu do Tybetu, ale na tę samą górę trafił potem jeden z jego uczniów. Miejsce stawało się jednym z najważniejszych centrów buddyzmu nie tylko dla Bhutanu, ale także dla Tybetu. W późniejszych latach do Taktsang trafiali kolejni święci mężowie, a w XIV wieku po raz pierwszy prawdopodobnie postawiono budynki klasztoru. Kształt zbliżony do obecnego klasztor uzyskał w XVII wieku. Wielkim szokiem był pożar i prawie całkowite zniszczenie klasztoru w 1998 roku. Pieczołowicie odbudowany zaczął nawet przyjmować turystów, co do niedawna było w ogóle nie do pomyślenia.
Idziesz sobie zatem przez las, a od czasu do czasu pomiędzy gałęziami pojawia się coraz lepiej widoczna sylwetka klasztoru. Las także się zmienia w trakcie wędrówki - nagle pojawiają się pokryte porostami drzewa, albo omszone pnie, na których wyrastają paprocie. Psy biegną naprzód by sprawdzić coś w krzakach, a w chwilę później wracają kontrolując czy z tobą wszystko w porządku. Docierasz do małej kapliczki z modlitewnym bębnem, obchodzisz ją wokół zgodnie z obyczajem i za kilkadziesiąt metrów możesz odpocząć w restauracji-schronisku. Tutaj zostają najbardziej zmęczeni lub ci, którzy mają lęk przestrzeni. Z tarasu przed restauracją widok na rozświetlony słońcem klasztor jest wspaniały. Tu także zatrzymują się psy - nie wiadomo skąd wiedzą, że dalej im nie warto się wdrapywać.
Przed tobą jeszcze dojście pod klasztor, przejście obok jaskini gdzie medytował jeden ze słynnych lamów i oto on! Na wyciągnięcie dłoni. Pozostaje ostatni już etap - trzeba pokonać 720 schodów. Najpierw w dół tam, gdzie rozbija się wodospad i skąd mnisi czerpią wodę. A potem w górę do klasztornych budynków.
Taktsang, a przynajmniej ta część, która jest udostępniona turystom, jest maleńki. To bardziej jak duży dom przyklejony do skał niż kompleks klasztornych budynków. Ale jeśli masz zezwolenie na wejście to warto było spędzić tyle czasu na podchodzeniu! Wnętrze jest urocze - niewielkie pomieszczenia, maleńkie ołtarzyki, ciąg modlitewnych bębenków. Odnowiony dach świątyni na rogach zdobiony pokrytymi złotą farbą pyskami boskiego ptaka, garudy. Dzwon. Modlitewne flagi łopocące na wietrze. I niepowtarzalny widok na dolinę!!! Daleko w dole widać lasy, wioski i pola, a wszystko odległe i jakby oglądane przez odwrotnie przyłożoną do oczu lornetkę.
Taktsang jest jak greckie Meteory. Jest blisko, a daleko zarazem. Nie jest bardzo oddalony od ludzkich siedzib, ale to jednak samotnia. Wyjście w góry przynosiło ludziom na różnych kontynentach, w różnych epokach te same emocje, ten sam rodzaj oczekiwanego odosobnienia. Może to była możliwość ogarnięcia wzrokiem niecodziennego widoku. Może to było poczucie bliskości bóstwa. Może dopiero w takich warunkach można zebrać myśli, przeniknąć własne ja? Odczuwać więcej, dać się ponieść w nieznane obszary świadomości? Kto wie?
Zobacz zdjęcia:
Bhutan
Bhutan - wybierz obszar, który cię interesuje:








































