2005 Bhutan - Impresje 1
rafalkrol Wyświetlono: 437 razy 2006-05-24 10:58:07![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.86 (49 głosów) |
<br />Tekst i zdjęcia do relacji są własnością Michała Jaworskiego. Wykorzystanie jakiegokolwiek z fragmentów relacji w celach niekomercyjnych jest możliwe po umieszczeniu danych autora oraz miejsca pochodzenia materiałów. Możliwe jest również wykorzystanie materiałów w celach komercyjnych po uprzednim skontaktowaniu się i uzyskaniu pisemnej zgody autora.
www.expeditions.pl
Dzong
Bhutańskie budowle są bardzo charakterystyczne. Domy budowane są według tego samego schematu - pierwsza kondygnacja to pomieszczenia gospodarcze, na piętrze mieszkają ludzie, a nad nimi jeszcze otwarty strych, gdzie suszy się zboże, paprykę itd. Bhutańskie kapliczki, czorteny, mają łatwo rozpoznawalną sylwetkę. Ale w pamięć najmocniej zapada dzong, połączenie klasztoru i twierdzy.
Zakładano je tak jak europejskie zamki. Mogło być to miejsce u zbiegu dwóch rzek. Albo wysoka skała ponad rzeką. Zawsze górujące nad okolicą. Miejsce, z którego można było mieć kontrolę nad terenem doliny, nieodległą przełęczą lub okolicznymi wsiami. Na skale wznoszono mury, a nad murami dopiero kamienno-drewniane budynki. Gdyby pozostano tylko przy kamieniu to dzongi niczym nie odróżniałyby się od średniowiecznych zamczysk. A tak drewno tworzy piękno tych niezwykłych klasztorów. Bo wszystkie krużganki, przejścia, fronty budynków, ozdobne drzwi, framugi i okiennice wykonano z drewna, poddano snycerskiej obróbce, by na koniec pomalować w jaskrawe kolory. Powstało miejsce nie tylko warowne, ale także przepychem zdobień pokazujące potęgę władyki. A że wojen z sąsiadami Bhutan nie prowadził, więc dekoracyjny charakter klasztorów wziął górę nad militarnymi założeniami budowli.
Tak zatem kiedy zbliżysz się do dzongu - czy to będzie w Paro, czy w Punakha - to przed twymi oczami staną białe mury zwieńczone wielopiętrowymi dachami w brązach i czerwieni. Zdobione ornamentami, kwiatami, postaciami. Błyszczące gdzieniegdzie złotem. Zachwycające drewnianą rzeźbą.
A kiedy już wejdziesz do środka otoczą cię namalowane kolorowe mandale, groźne twarze mitologicznych strażników, niezwykłe historie z życia lamów, postacie ludzi, tygrysy i smoki. Długie linie rzeźbionych krużganków biegnące wokół kolejnych dziedzińców. Rzeźby na rogach budynków. Niekiedy malunek na drewnie nad drzwiami wiodącymi na kolejny dziedziniec. Kiedy zadrzesz głowę przyjdzie ci podziwiać okiennice na pobielonych wieżach stojących pośrodku dziedzińca. To z tych wież zwieszane są podczas świąt wielkie płótna, thondrele, czyli ogromne thangki, modlitewne flagi - z obrazem mandali.
Dzong nie jest martwym muzeum. Stoisz na środku dziedzińca, a w sąsiednim budynku młodzi adepci, 10-12 letni chłopcy, ćwiczą hałaśliwą muzykę. Zza jakiegoś okna czyjeś ciekawe oczy śledzą twoje kroki. Podejdą do ciebie starsi chłopcy i spróbujecie porozmawiać mieszaniną angielskiego i wymachiwania rękami. Ku wielkiej ich radości dowiedzą się, że są takie kraje, których najwyższe szczyty leżą niżej niż tutejsza dolina. Będą głośno dawali wyraz swojemu zaciekawieniu jakże można żyć w takim płaskim kraju, gdzie na domiar wszystkiego ludzi mieszka aż kilkadziesiąt milionów.
| Oceń relację |
BhutanWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
















