Przyjechaliśmy za późno. Zaczęło się robić ciemno. Kiedy przejechaliśmy przez granicę po godzinach załatwiania formalności, zrobiło się czarno.
Uganda
Dk2004-02-29 21:07:46
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.80 z 5.00. 5 głosów oddanych
byli bardzo szczęśliwi i cali wymazani błotem. Opowiadali i opowiadali. Oczy lśniły im z radości. Ja też już chciałam je spotkać.
Rano niebo nad rezerwatem było szare. Padało. Podzielono nas na 2 grupy - do rezerwatu może wejść dziennie tylko 10 turystów i drugie tyle ochrony. Tropi się dwie rodziny goryli. Na przodzie i z tyłu grupy idą uzbrojeni żołnierze. Nie odzywają się, rozglądają. Dżungla była gęsta i ciemna. Przewodnik maczetą ścinał konary i trawy, które uniemożliwiały nam dalszy marsz. W górę i w górę. Błoto. Oślizgłe pnie. Lniany. Odruchowo szukałam węży zwisających z konarów. Poprzedniego dnia na trasie wisiała sobie czarna mamba. Doszliśmy do pierwszego legowiska - goryle spędziły noc w uplecionych na ziemi gniazdach. Są blisko! Taką mieliśmy nadzieję. Goryle przemieszczają się do 2 kilometrów dziennie, o ile coś lub ktoś ich nie przepłoszy. O ile nie walczą z innym stadem. Po kolejnej godzinie zaczęliśmy się niepokoić. Goryli nie było. I tak kolejne 30 minut modliłam się, żeby je spotkać.
Na świecie pozostało 600 górskich goryli, z czego 300 żyje w Bwindi i okolicach. Dwie grupy, które się tropi, są bardziej przyzwyczajone do obecności ludzi. Przewodnicy bezwzględnie przestrzegają tego, aby do zwierząt nie zbliżył się nikt kto jest chory. Nie wolno przy nich jeśc i pić. Nie wolno zbliżać się na bliżej niż 5 metrów. O ile goryl nie zdecyduje sam podejść.
Nasz przewodnik kazał nam się zatrzymać. Pokazał ręką krzak przed nami. Wpatrywałam się i niczego nie widziałam. Dopiero kiedy potężny silverback odwrócił się, żeby zobaczyć kto zakłóca jego spokój - zamarłam. 200 kilogramów. 25 lat. Srebrny pas na grzbiecie. Kiedy podszedł bliżej, pochyliliśmy się na ziemi, tak aby czuł jakim respektem go darzymy. Spędziliśmy godzinę wśród stada. Było duże - liczyło około 30 sztuk. Patrzyłam w te ciemne i smutne oczy. Pomyślałam, że nie powinniśmy zakłócać ich spokoju. I przewrotnie - czułam radość z tego, że jestem tak blisko nich. Od czasu do czasu robiłam zdjęcia - już po powrocie okazało się, że nie wyszły, było za ciemno. Nie wiedziałam czy patrzeć czy robić zdjęcia. A czas biegł tak szybko.
Wracając z dżungli myślałam jak moja wędrówka po Afryce zatacza koła. Jak przeplatają się życiorysy ludzi, których poznałam i o których czytałam. Tej jesieni spotkałam po wielu latach mojego pierwszego przewodnika, Aloisa - czułam, że cieszy się, że Afryka zaraziła mnie sobą tak skutecznie. Alois pracuje dla Dicka Hedgesa, który przyjaźni się z wybitnym archeologiem i byłym Dyrektorem Kenijskich parków narodowych - Richardem Leakey'em. Po spotkaniu z Aloisem pojechałam na północ do Koobi Fora, tam gdzie Richard prowadził przez wiele lat wykopaliska. Tradycję rodzinną kontynuuje trzecie pokolenie - Louis Leakey, która imię nosi po swoim dziadku. A to właśnie on uwierzył w Dian Fossey, kiedy pierwszy raz przyleciała do Kenii pełna entuzjazmu, bez doświadczenia. Uwierzył i pokochał. Od wszystkich tych ludzi każdego roku dowiaduję się coraz więcej o Afryce. I mam nadzieję, że właśnie z nimi będę realizować moje kolejne wyprawy.
Zobacz zdjęcia:
Uganda
Uganda - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj






















