2005 Bhutan
rafalkrol Wyświetlono: 409 razy 2006-05-24 10:50:29![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.08 (78 głosów) |
Tekst i zdjęcia do relacji są własnością Michała Jaworskiego. Wykorzystanie jakiegokolwiek z fragmentów relacji w celach niekomercyjnych jest możliwe po umieszczeniu danych autora oraz miejsca pochodzenia materiałów. Możliwe jest również wykorzystanie materiałów w celach komercyjnych po uprzednim skontaktowaniu się i uzyskaniu pisemnej zgody autora.
www.expeditions.pl
Bhutan 2005 - Kraj przyjaznego smoka
Dlaczego Bhutan?
Kiedy ktoś zamierza ujrzeć Himalaje przyjeżdża do Nepalu. Kiedy ktoś jest zainteresowany niezwykłą kulturą najwyżej na świecie położonej krainy wybiera Tybet na swój cel podróży. Dziesiątki polskich wycieczek przewijają się każdego roku na ulicach Lhasy czy Katmandu. Przyjeżdżają wyprawy himalaistyczne, trekkingowe i regularne grupy turystów. Wielu backpackerów zwiedzających świat trafia w te rejony, bo można się w Nepalu utrzymać za grosze, a naoglądać za miliony. A dodatkowo atmosfera jest wyjątkowo przyjazna dla turysty z plecakiem i pustym portfelem. Chiny również uznały, że Tybet może być jednym z turystycznych przebojów Państwa Środka i coraz łatwiej jest trafić na najbliższy niebiosom płaskowyż. Do Tybetu trafiają turyści i od strony Pekinu, i od strony Nepalu. Stąd też nie ma potrzeby by opisywać obie te krainy - tekstów na ich temat jest wiele, wielu też ludzi służy informacjami. Na cóż więc jeszcze jedna taka relacja?
Ale Bhutan jest inny niż Nepal czy Tybet. Nie będzie tu wielu turystów i na ulicy nie napotkasz nikogo rozmawiającego po polsku. Do niedawna zezwolenie na wjazd wydawano tylko około dwóm tysiącom turystów rocznie. Teraz rygor nieco zelżał, ale za to za każdy dzień pobytu trzeba zapłacić 200 dolarów. Dzięki takiej polityce znaczna część tego co składa się na kulturę bhutańską ciągle nie uległa wpływom zewnętrznym i kraj opiera się fali masowej turystyki. A ponieważ jest izolowany od reszty świata także warunkami naturalnymi - praktycznie jedna droga prowadząca do Indii, jedno nieduże lotnisko w Paro plus górskie drogi prowadzące do Tybetu - stąd jego oryginalność, odmienność i egzotyka. Sztuka, architektura, stroje - wszystko jest tutaj nieco inne niż gdziekolwiek indziej.
Warto tam przyjechać ze względu na ludzi. Niezwykle mili, uczynni i uśmiechnięci - jeśli buddyzm szukałby swojej najbardziej sympatycznej i przekonującej do siebie twarzy to może to być twarz Bhutańczyka. Najbliżsi są im Tybetańczycy, kulturowo i językowo, ale od ponad tysiąca lat miejscowi praktycznie żyją we własnym gronie nie niepokojeni wojnami i najazdami. Z niczym nie pomylisz bhutańskiego domu, bo wszystkie są budowane według tego samego wzorca. Bhutański dzong, klasztor i zamek zarazem, poznasz na pierwszy rzut oka. Strój w jakim Bhutańczycy na codzień chodzą także odróżnia się od wszystkiego co do tej pory widziałeś.
No i przyroda. Zalesione góry, tropikalne lasy, rzeki płynące dolinami, tarasowe pola ryżowe. Śnieżne czapy wysokich szczytów wynurzające się zza zalesionych gór. Górskie drogi tak kręte, że powinien tu być wprowadzony specjalny znak „Uwaga! Prosta droga!” (70km między Thimpu a Punkhą jedzie się blisko 5 godzin...).
| Oceń relację |
BhutanWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju















