Ałtaj - góry kontrastu.
pak Wyświetlono: 3562 razy 2004-02-28 20:44:10![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.66 (96 głosów) |
Silnik Paza nie radził sobie na podjazdach i w końcu stało się jasne , że dalej pójdziemy na własnych nogach . Niosłem przeszło 40 kilogramów i tak miało być przez trzy dni...
Silnik Paza nie radził sobie na podjazdach i w końcu stało się jasne , że dalej pójdziemy na własnych nogach . Niosłem przeszło 40 kilogramów i tak miało być przez trzy dni . Jutro miało się skończyć przyzwoite pożywienie . Na to trzeba będzie poczekać miesiąc . Stać mnie było tylko na zabranie dwóch czekolad i dwóch zup w proszku na dzień i z przekąsem żartowałem co ze mnie zostanie . Tak naprawdę niezbyt wiedziałem jak mam zamiar to znieść , ale wiedziałem , że więcej nie uniosę . Tak musiało być . Szliśmy podmokłymi łąkami , trawersowaliśmy strome , ziemiste osuwiska , słońce lało się z nieba bez chwili wytchnienia . Mimo to potrafiliśmy się uśmiechać ! Kiedy wyprzedzając resztę wykorzystaliśmy chwilę by wykąpać się w strumieniu , przypomniałem sobie , że robię to pierwszy raz od tygodnia . Nic nie było takim jak kiedyś , wartości się odwróciły . Woda była piekielnie orzeźwiająca , w tej chwili najważniejsza i najcudowniejsza .
Brzeg rzeki , rwącej spienionym nurtem koloru zszarzałej kawy z mlekiem był oberwany w wielu miejscach , a nurt uspokajał się nad ranem , kiedy lodowiec zmrożony nocą jej nie zasilał . Boczna morena zachęciła nas swoją falistą linią , łagodnie podchodzącą pod tęczowej barwy piarżyste stoki . Zapędziliśmy się zbytnio pod górę , zaplątaliśmy się w gałęzie drobnych krzewów , żar z nieba wyciskał ze mnie resztki wody . Wiedziałem że jeśli się napiję to będę chciał więcej . Nie sięgnę po butelkę , nie skorzystam nawet jeśli natkniemy się na potoczek pośród plątaniny wyschłych pagórków i podmokłych parowów . Co za paradoks ! W ten sposób straciłbym szybko resztę sił .
Kilka godzin później doszło do tego , do czego musiało dojść . Do namiotu postawionego przez Lucka miałem kwadrans , prawie go widziałem , ale usiadłem , położyłem się i zostałem na noc . Decyzja zapadła sama , bez udziału mniej lub bardziej zdrowego rozsądku .
Z upływem czasu przyzwyczaiłem się do bazy jako domu . Modrzewiowy lasek , namioty rozrzucone chaotycznie , szemrający potoczek , noce przy skromnym ognisku , w którym zawsze tarzała się jakaś osmolona menażka . Nie przyrządzałem takich posiłków , ale patrzenie na nie było naturalną potrzebą . Wyżej , pomiędzy wierzchołkami iglaków błyskała droga mleczna , po odejściu od ognia i ciepła , uderzała swoją dziwną , chłodną jasnością . Księżyc pokazywał się rzadko , ale jeśli już , sprawiał wrażenie , że ten skrawek wszechświata nigdy nie należał do ziemi , zlany srebrzystą , metaliczną poświatą . Codziennie o 21.30 rozbrzmiewał krzykliwy , tajemniczy ptak , a kiedy milkł pozostawał tylko odległy ryk rzeki , rodzącej się w ujściu jęzora lodowca , kilometr , może dwa na południe od nas .
| Oceń relację |
MongoliaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju

























