Silnik Paza nie radził sobie na podjazdach i w końcu stało się jasne , że dalej pójdziemy na własnych nogach . Niosłem przeszło 40 kilogramów i tak miało być przez trzy dni...
Ałtaj - góry kontrastu.
Pak2004-02-28 20:44:10
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
spiętrzeniami , niezbyt dobrze stąd widocznymi . Kiedy oddech wrócił do normalnego rytmu i łydki przestały drgać ze zmęczenia zacząłem iść w akompaniamencie suchego chrzęstu jaki wydawała ustawiona na sztorc łuska skalna , cienka jak arkusz tektury , łamiąc się pod podeszwami , raniąc je , wręcz tnąc na paski . Gdy patrzyłem za siebie , widziałem ciąg śladów odciśniętych w skalnej mozaice . Czułem się nieszczególnie , jakbym niszczył cos czego nie miałem prawa zmieniać . Coraz to zerkałem w górę w naiwnej nadziei , że tym razem zobaczę znacznie wyraźniej i już będę wiedział , czy te miejsca puszczą . Tak naprawdę nie chciałem tego wiedzieć . Ściskające boleśnie , niemal fizycznie poczucie niepanowania w pełni nad sytuacją stawało się powoli masochistycznie przyjemne.
Wierzchołek góry gubi się w szczytowym plateau , bardzo , bardzo dziwnym tworze wielkości połowy stadionu sportowego , gdzie zaczyna się lodowiec spadający ku północy , w dole być może straszny i połupany , ale tu cienki i łagodny . Lód ma plackowate pola różowej barwy , na pierwszy rzut oka jakieś nierealne , kojarzące się z zanieczyszczeniem . To krioplankton . Jednokomórkowe glony żyjące z powodzeniem właśnie na zimnej powierzchni firnu . Właściwe miejsce , najwyżej wyniesione , nie od razu daje się zlokalizować . Wychodzę na poziomą , ostrą grańkę i już go widzę . A raczej je , bo jest ich kilka i różnice pomiędzy nimi można wyrażać w centymetrach . Na kilka kroków przed ostatnim zatrzymuję się , chcąc jakby przeciągnąć chwile w nieskończoność . Nie czuję czasu , obracam się powoli dookoła i śledzę morze szczytów , tylko kilka z nich , nieliczne są teraz wyżej . Jestem sam na sam z nimi .
Siedzę na wygrzanej skale , płytki łupków szeleszczą kiedy przeczesuję dłonią podłoże . Jestem na szczycie Talbu , znów całkiem sam , choć za kwadrans towarzysząca mi dwójka powinna skończyć swoją drogę i dołączyć do mnie . Wychodziliśmy różnymi drogami nie ingerując w swoją własną wizję tego jak należy podejść do danej góry . Powinniśmy się widzieć na sąsiednich graniach , ale nawet na chwilę przez lornetkę nie miałem okazji ich zobaczyć , myślałem nawet , że zrezygnowali , a oni pewnie myśleli to samo . Dopiero stąd zobaczyłem ich sto metrów niżej . Na tyle daleko , że rozróżniłem ich tylko po kolorze kasków . Byłem na wierzchołku już pół godziny ale postanowiłem zaczekać , żebyśmy się chociaż spotkali tutaj , a nie mijali gdzieś niżej . Potem oni zostana tu sami , nie będę im przeszkadzał
Siedzę tam wysoko i medytuję . To znaczy próbuję , taki eksperyment . Siadam w pseudo kwiecie lotosu , składam dłonie na kolanach jak Budda , zamykam oczy i staram się chłonąć wszechświat , na czymkolwiek ma to polegać . Nawet coś czuję . W każdym razie jest mi bardzo przyjemnie i sielankowo , gdybym nie wiedział gdzie jestem , mógłbym pomyśleć że nad jeziorem , albo na leśnej polanie . Jestem nadal na Talbu !
Zobacz zdjęcia:
Mongolia
,
Kazachstan
,
Chiny
Mongolia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj






















