Maraton w Nowinach k/Kielc - 20.05.2006
Wyświetlono: 60 razy 2006-05-22 13:23:58![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.98 (55 głosów) |
Maraton w Nowinach k/Kielc - 20.05.2006
www.rowerowanie.pl
Maraton w okolicach Kielc jechałem już trzeci raz i stojąc na linii startu przychodziły mi na myśl chwile z ubiegłych lat. Były te o których wolał bym zapomnieć jak i te miłe, szczególnie długo zapadające w pamięci.
Gdy tylko jednak peleton kolarzy ruszył przed siebie wszystko to przestało się liczyć i już tylko trasa, peleton, rywale. Ciężko się było wydostać ze stadionu, wąska brama tamowała ruch, jeszcze dla urozmaicenia pośrodku wyjazdu głębokie błoto stwarzało dodatkowe problemy. Po przejechaniu przez to wąskie gardło dałem ostro czadu i skupiłem się na kręceniu korbami. Na jakimś zakręcie ktoś wywija efektowną glebę ale na szczęście nie uruchamia reakcji łańcuchowej i peleton zgrabnie go omija. Staram się jechać dosyć szybko gdyż znam dobrze ten odcinek i wiem iż za chwilę wjedziemy po krótkim asfaltowym podjeździe w las gdzie będzie dosyć ciasno i będą bankowo korki.
Gdzieś tam natykam się na Łukiego ale na razie nie rozmawiamy tylko ograniczamy się do kilku słów pozdrowienia. Następnie dochodzę Mariusza z Lajkoników i chwilę tasujemy się wzajemnie. Po bardzo ostrym starcie teraz trochę odpuszczam ale pomimo tego udaje mi się urwać Mariusza i po podjeździe skręcam w teren. Wydaje mi się, ze jest dobrze, na dobrej pozycji tu wjechałem, maruderzy zostali z tyłu ale szybko okazuje się, że nadal ich sporo przede mną. Robią się korki, ludzie boją się wody, błota, zatrzymują się, zwalniają żeby się nie ochlapać. Momentalnie robią się zatory, łatwe podjazdy trzeba pokonywać z buta.
Ale nie jest tak najgorzej, co jakiś czas szersze miejsca gdzie spokojnie można mocniej depnąć i przesunąć się do przodu. Tak mija pierwszy fragment wyścigu i pomału zbliżamy się do sławnego podjazdu wzdłuż wyciągu narciarskiego. Tutaj zmieniam taktykę, spokojnie zrzucam na młynek i bez szarpania staram się utrzymać wolne lecz równe tempo. Muszę przyznać, że bardzo efektownie wygląda z dołu ten sznur kolarzy, którzy niczym gigantyczny, bajecznie kolorowy wąż wspinają się stromym stokiem do góry. Ze zdziwieniem odkrywam, że pomimo ślimaczego jak mi się wydaje tempa, powoli lecz systematycznie wyprzedzam kolejne osoby. A już całkiem jestem w szoku gdy pod koniec podjazdu czując spory zapas energii postanawiam zrzucić 2 ząbki na kasecie i mocniej depnąć tych kilka metrów przed zjazdem. Jednak te kilka kg. jakie udało mi się zgubić wiosną przynoszą pozytywne efekty.
Z telegrafu zaczyna się bardzo przyjemna część trasy, lasem krótkie podjazdy i takież zjazdy. Wszystka układa się bardzo dobrze gdy nagle.....głośny syk i mlaskanie tylnej opony zatrzymują mnie na dłużej. Nie ma co załamywać rąk, momentalnie zabieram się do roboty. Opona już ściągnięta, obeszło się nawet bez łyżek.
| Oceń relację |
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju

















