Rumunia na dwóch kółkach
Rumunia na dwóch kółkach - 06.2003 - część III

Piotr Furmański2006-05-21 23:02:24
Wyświetlono razy (ostatnio: )
mapy czeka nas przełęcz o wysokości 460 m. (phi !! ). Łykamy ją bez problemów, by potem znowu wspinać się na następną. Ustawiony na niej punkt wysokościowy informuje, że ta ma już 498 m. No cóż, mamy nadzieję, że to już ostatni epizod w rumuńskich górach.Jakież jest nasze zaskoczenie,gdy kolejny podjazd ciągnie się i ciągnie, pojawiają się serpentyny, a droga wspina się coraz bardziej stromo w górę.
Kurna- przecież na mapie nie ma zaznaczonej żadnej przełęczy. Docieramy na górę, rany.... 698 m. Zaczynamy złorzeczyć kartografom, zaznaczają jakieś małe przełączki, a o takiej prawdziwej ani śladu. No cóż, odpoczywamy na ławeczkach i myślimy o nagrodzie jaka nas za chwilę czeka. Długi zjazd, wspaniałe widoki na wznoszące się po bokach góry i przede wszystkim widok równiny jaka rozpościera się już przed nami. Kąpiel w rzeczce i przed Beius rozbijamy się wśród pól na łace oddalonej jakieś 200 metrów od drogi.
Dystans- 138 km
Średnia 20,8
Czas jazdy 6,38
VIII dzień- 14 czerwca
W nocy budzi mnie ból kolan. Rano na szczęście nie jest tak źle, ale ponownie informuję swojego kompana o tym, że zamierzam trochę poluzować z tempem jazdy. Sprzyja mi topografia terenu, góry zostały już za nami, są wprawdzie małe podjazdy ale pokonuję je na młynku oszczędzając kolana. Pomimo tego luzackiego stylu jazdy jedzie się fajnie i tylko palące słońce daje w kość.Ale mamy już wypracowaną strategię, kręcimy do 12 , a potem 2 godzinki przerwy aby przetrwać najgorętszy okres. Docieramy do Oradei, wjeżdżamy do centrum. Kupujemy forinty, piwo, jakiś Kebap ( to nie pomyłka), kawałek arbuza, banan, kilka zdjęć pod pomnikiem Michała Walecznego i jedziemy już w stronę przejścia granicznego. Wydajemy ostatnie leje i bez żadnych kłopotów w ciągu kilku minut przekraczamy granicę.
Już Węgry, płaskie i proste drogi, zakazy jazdy na rowerze ( nawet na bocznych drogach ), i smród rozchodzący się od licznych rozjechanych stworzeń na drodze. Debreczyn- zwiedzamy centrum.Piękne miasteczko, z fontannami i źródełkami wody mineralnej bijącej w centrum miasta. Wyjazd z miasta prowadzi ścieżką rowerową. Nie jest jednak tak pięknie, już kilka kilometrów za miastem ścieżka się kończy, a znak zakazuje jazdy na rowerze. No cóż, rumuni trąbią na rowerzystów, a węgrzy stawiają zakazy jazdy dla rowerów.. Pozostaje nam nic z tego sobie nie robić. Zresztą i tak zjeżdżamy na boczną drogę i jedziemy w kierunku Tokaja. Z noclegiem problem, ciężko znaleźć dobre miejsce gdyż każdy skrawek pola jest zagospodarowany. Trafiamy jednak na łączkę z krzaczkami i wśród krzyku bażantów rozbijamy namioty. Rano dopiero zauważamy tabliczkę informującą o jakimś rezerwacie. Dobrze, że nas tu nikt nie zauważył.
Zobacz zdjęcia:
Rumunia
Rumunia - wybierz obszar, który cię interesuje:















































