Rumunia na dwóch kółkach
Rumunia na dwóch kółkach - 06.2003 - część II

Piotr Furmański2006-05-21 22:57:34
Wyświetlono razy (ostatnio: )
tutaj na wysokość 2040 m.n.p.m. pomimo, że widzieliśmy jak dużo samochodów poddawało się i ich kierowcy rezygnowali z dalszej jazdy. Teraz jest tu już pusto, widzę że tylko jeden niedobitek wjeżdża na przełęcz. Przejeżdża obok nas i nagleo świecenie, dwie literki PL mówią wszystko- biegnę i krzyczę aby się zatrzymali. Ignorują mnie jednak i jadą dalej, przed wjazdem do tunelu zatrzymują się jednak i wysiadają zobaczyć jak jest dalej.Znów wołam i dopiero teraz słysząc polską mowę, goście od razu robią się przyjaźniejsi.
Rozmawiamy chwilę i omawiamy swoje plany. Dopiero teraz okazuje się skąd ten zakaz wjazdu na dole i dlaczego tak wiele samochodów mimo dojechania na szczyt zawracało z powrotem. To ten tunel, żadnych świateł, nie widać wylotu z drugiej strony, chlupocząca woda w środku. Wyjmujemy wszystkie lampki i światełka jakie mamy i na drżących nogach wjeżdżamy wtę zdawałoby się otchłań bez dna. Przed nami pojechał samochód, przez chwilę widzimy światła, ale później zostajemy sami w tej strasznej czuleścii. Nie widać już wjazdu, nie widać również wyjazdu. Światło z lampek ginie w tej ciemności. Musimy zsiąść z rowerów, bo na drodze jest lód. Coś strasznego- gdy w końcu widzimy wyjazd ogarnia nas euforia. Nawet nie zmierzyłem jaka jest długość tego tunelu, teraz na spokojnie oceniam go na jakieś 500-600 metrów. Niedużo - to sami sobie tam jeźdzcie i zobaczcie.
Po drugiej stronie krajobraz powala nas z nóg. W zachodzącym słońcu potężny Moldoveanu przybiera różową barwę, a reszta gór jakby do nas krzyczało- patrzcie jakie jesteśmy potężne. Czujemy się tutaj jak mrówka w Pałacu Kultury. Jak gdyba na otwierdzenietych słów zrywa się zimny wiatr, który skutecznie zmusza nas do ubrania wszystkiego co mamy w sakwach. Wiemy, że musimy stąd jechać, ale głód wymusza na nas postój. Szybko wrzucamy coś na ruszt, o jak bosko smakuje makrela w oleju popijana gorącym bulionem.Jest już prawie ciemno gdy zjeżdżamy w dół. Nie szalejemy gdyż jeden nieostrożny ruch kierownicą może skończyć się
tragicznie. Pomimo tego osiągamy duże szybkości a rower pędzi jak oszalały. Mijamy jakieś cabany, ale wciąż nie widać dobrego miejsca na nocleg. Dopiero po 20 kilometrach zjazdu, w ciemnościach i zdesperowani rozbijamy się na małej polance tuż obok drogi.
Zobacz zdjęcia:
Rumunia
Rumunia - wybierz obszar, który cię interesuje:















































