Podróż dookoła świata
Dookoła świata - Kambodża - część IV



Justiluk2006-05-18 16:02:32
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
na dol - wiele juz widzielismy takich widoczkow (slonce mialo zajsc nad zbiornikiem wodnym, nie zas nad ktorakolwiek z budowli!), a gdy wyobrazilismy sobie dantejskie sceny ktore zaczna sie rozgrywac przy schodzeniu ze wzgorza po nastaniu polmroku, oraz korki przy wyjezdzie z Angkoru, postanowilismy bezzwlocznie sie ruszyc. Zrobilismy jeszcze zdjecie Angkor Watu, ktory z gory, oswietlony wieczornym swiatlem wygladal bardzo urokliwie i zeszlismy na dol. Zatrzymalismy sie jeszcze tylko na zdjecie Angkor watu od frontu i juz bez przystankow pojechalismy do miasta.
Podsumowujac: nie opisalam oczywiscie wszystkich miejsc w ktorych bylismy, ale staralam sie napisac o tym, co wzbudzilo nasze najwieksze emocje i zachwyt. Trudno pisac o tak niezwyklym miejscu, jakim jest Angkor, szczegolnie nie bedac znawca tematu, ani literatem :) Zrobilismy mnostwo zdjec, w wiekszosc ktorych wlozylismy duzo serca - chcielismy chociaz w ten sposob uchwycic to, co mielismy szczescie zobaczyc i podzielic sie tym z Wami.
Przejechalismy dzis ponad 40km, Lukasz obtarl sobie stopy, wylalismy strumienie potu i wlalismy w siebie 7 litrow wody - taki moznaby przedstawic racjonalny bilans dzisiejszego dnia. Do tego przeszkadzali nam natretni, potwornie glosni sprzedawcy, ktorzyy krzyczeli ze swoich stoisk przy swiatyniach na wszystko i do wszystkiego co sie ruszalo. Podobnie dzieci - pol zebrzace, pol cos sprzedajace, czepiajace sie kazdego i nie dajace chwili spokoju. Ale tak naprawde doswiadczylismy dzis czegos niezwyklego, czego ani zmeczenie, ani upal, ani nawet natretni sprzedawcy nie moga zepsuc!
Po powrocie oddalismy czym predzej rowerki i poszlismy wreszcie cos zjesc - od sniadania nie mielismy w ustach nic poza litrami wody i dwoma kawalkami ananasa. Gdy czekalismy na kolacje, nagle podeszla do nas Sabina! Dziewczyna, z ktora mieszkalismy w tym samym guesthouse'ie w Muang Ngoi w Laosie! Zeby bylo smieszniej poznala nas tylko i wylacznie po wlosach Lukasza, ktore zobaczyla od tylu, przejezdzajac motorem przez ulice - niesamowite!:)
Wymienilismy doswiadczenia z dalszych przygod w Laosie i dotychczasowych w Kambodzy. Okazalo sie, ze dobrze zrobilismy wykupujac sobie bilety przez granice na Si Pan Donie - Sabina starala sie zrobic to sama i wydala mnostwo pieniedzy, stracila sporo nerwow i czasu. Poszlismy jeszcze razem do kafejki internetowej, po czym pozegnalismy sie - my po prostu padalismy juz ze zmeczenia. Teraz wreszcie spac! Jutro jedziemy do Phnom Penh (nie za wczesnie, bo o 10.30), gdzie z niecierpliwoscia bedziemy wyczekiwac wtorkowego lotu do Singapuru!
Zobacz zdjęcia:
Kambodża
Kambodża - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























