Podróż dookoła świata
Dookoła świata - Kambodża - część II



Justiluk2006-05-18 15:51:17
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Trudno, niech ich drzwi scisnal z ta pazernoscia.
Zapakowalismy plecaki w nasze wodoodporne ochraniacze, ja wyjelam tez kurtke i czekalismy. Minely nas trzy samochody, ale czwarty - mala ciezarowka z wolna paka - zatrzymal sie. Podbieglam do szoferki. Kierowca co prawda krecil nosem, bo nie za bardzo bylo gdzie polozyc nogi, ale prosilam go tak dlugo pokazujac deszcz, ze w koncu sie zgodzil. Jechal do samego Siem Reap. Spytalam jeszcze o pieniadze (nie mialam najmniejszych zludzen, ze na bezplatnego stopa nie ma tu szans) - wzruszyl ramionami i pokrecil przeczaco glowa.
Nie bardzo wiedzielismy co o tym myslec, ale postanowilismy jechac i zdac sie na Palec Bozy. Nogi jakos udalo nam sie upchnac, ale kierowca nie byl zadowolony - nie mogl wrzucic piatego biegu, bo musial do tego wziac wielki zamach dzwignia, ktory uniemozliwial mu siedzacy ciasno obok Lukasz. W koncu oznajmil, ze zawiezie nas tylko do Kompong Chhnang.
Coz bylo robic - nie mielismy wiele do gadania. Gdy jednak dojechalismy juz do miejscowosci, okazalo sie, ze zadne autobusy do Siem Reap tego dnia juz nie odchodza... Na nasze szczescie przestal padac deszcz. Kierowca zastanawial sie przez chwile co tu z nami zrobic, po czym stwierdzil, ze moze nas zabrac do Siem Reap, ale jedno z nas musi pojsc na pake. Szybko wysiadlam z samochodu. Lukasz probowal dyskutowac, ze to on pojdzie na zewnatrz, ale mialam ewidentna przewage - nie bolalo mnie ucho, a na dodatek mialam kurtke :) Scianki paki byly wysokie, podloga juz sucha, takze zwinelam sie w klebek oparlszy na plecaku i poszlam spac :)
Do Siem Reap dotarlismy po zmroku. Mimo, ze Lukasz pokazywal kierowcy dokad mniej wiecej jedziemy (a wiec w ktorym miejscu nas wyrzucic, zebysmy mogli tam dotrzec), ale ten zawiozl nas na przedmiescia do swojego domu. Sytuacja troche glupia, bo zbiegla sie cala rodzina, my w nowym miejscu, oni nie umieja wytlumaczyc gdzie jestesmy ani za bardzo gdzie powinnismy isc.
Nie bardzo wiedzielismy tez co zrobic z pieniedzmi. Chcielismy cos zaoferowac, ale przy calej rodzinie i sasiadach bylo nam glupio, podjelismy wiec meska decyzje, ze ruszymy i zobaczymy, czy powiedza cos, czy nie. Nie powiedzieli! Tak wiec do Siem Reap dotarlismy za 8,5 zamiast 20 USD (cena bezposredniego autobusu z Kratie)! Bardzo z tego zadowoleni poczlapalismy w ciemnosc. Wskazano nam kierunek, w ktorym mielismy isc, szlismy wiec twardo przed siebie ignorujac pytania dokad zmierzamy i czy nie chcemy motorowej taksowki.
Jedyny problem - poza strasznymi ciemnosciami - stanowily psy, ktore okazaly sie tu na tyle agresywne, ze nawet wlasciciele sobie z nimi nie radzili, a my czym predzej uzbroilismy sie w duze kamienie. W koncu, gdy znalezlismy sie juz troche blizej miasta, postanowilismy skorzystac z uslugi taksowki motorowej - bylismy niezle zmeczeni, goraco (mimo poznej pory) bylo nieznosnie i nie usmiechalo nam sie bladzenie po miescie z plecakami na plecach.
Dostalismy sie wiec do centrum. Lukasz usiadl na lawce z plecakami, a ja ruszylam na poszukiwania miejsca na nocleg. Obejrzalam kilka guesthouse'ow i hoteli, az w koncu zdecydowalam sie na duzy pokoj, z dwoma oknami na ciche podworko, wiatrakiem, lazienka i telewizorem za 5$ - ceny byly wszedzie podobne, a standard chyba najlepszy. Wlasciciele tez bardzo mili i uczynni, takze zostalismy tam z przyjemnoscia.
Wyplacilismy wreszcie pieniadze, zjedlismy cos w sasiedniej lokalnej knajpce i zaraz z ulga kladziemy sie do lozek - dzisiejszy dzien (mimo braku delfinow) mozna uznac za sukces :)
Zobacz zdjęcia:
Kambodża
Kambodża - wybierz obszar, który cię interesuje:














































