Dookoła świata - Kambodża - część I
justiluk Wyświetlono: 823 razy 2006-05-18 15:46:10![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.07 (71 głosów) |
Podróż dookoła świata
http://www.veda.com.pl/dookola
24.04.2006 r.
W nocy znow padalo i rozpetala sie burza, a po wczorajszych przezyciach z prawdziwym przerazeniem wpatrywalam sie w dach i nasluchiwalam bliskich uderzen piorunow - nie latwo bylo spac... Jednak rano trzeba bylo dzielnie sie zebrac, co z drobnym ociaganiem uczynilismy i o wpol do 8-ej zameldowalismy sie przed knajpa, w ktorej kupilismy bilety do Kambodzy.
Okazalo sie, ze w cenie jest rowniez sniadanie, co niezmiernie nas ucieszylo, gdyz w przeciwnym wypadku jechalibysmy glodni - fundusze sie bowiem skonczyly... Skonczylismy jesc i pic kawe, gdy dano sygnal do zbiorki. Okazalo sie, ze przekraczajacych dzis granice ludzi jest calkiem sporo! Wpakowalismy sie do trzech lodzi (nasza np. ciekla...) i po chwili bylismy na ladzie, gdzie upakowano nas w sawngthaew (zanim kupilam bilety, sprzedawca zapewnial, ze to bedzie duzy jeep...) i kazano czekac 0,5h nie wiadziec wlasciwie na co. W koncu ruszylismy. 2km dobra droga po czym dojazd do granicy - lesna drozynka pelna wertepow, z wielkimi kaluzami po wczorajszych burzach, zaczynalo sie niezle... Wytrzeslo nami calkiem porzadnie, a pytanie "co bedzie dalej" dreczylo coraz bardziej.
Granica okazala sie mala drewniana budka i szlabanem. Wysadzono nas z sawngthaewa, wyladowano bagaze - za granica przesiadka. Ustawilismy sie w kolejce. Bylo juz troche nerwowo, bo nie mielismy tylko 1,5 zamiast 2$ (oplata wyjazdowa...) - pozostawala nam nadzieja, ze celnicy przyjma 20 baht. Nagle moj wzrok padl na karte wyjazdowa stojacej obok osoby. "Lukasz, a gdzie sa nasze karty wyjazdowe?" - zaczelismy newrowe poszukiwania. Kart w piterku nie bylo... Przepuszczajac pozostalych w kolejce, przeprowadzilismy blyskawiczne intelektualne sledztwo. Wyszlo nam na to, ze musielismy karty wyjazdowe przez przypadek wlozyc do mojego piterka, w ktorym trzymalismy mniej wazne papiery, a ktory znajdowal sie gdzies gleboko w moim plecaku! Nerwowka ekstremalna. Pobieglam na poszukiwania, Lukasz zostal w kolejce. Wywalilam zawartosc plecaka - nie ma! Pobieglam z powrotem do Lukasza, ktory stal juz przy celnikach.
"Niestety zgubilismy nasze karty wyjazdowe" - powiedzialam ze skrucha do mezczyzny, ktory bez najmniejszego wzruszenia zarzadal po 5$ za kazdy zgubiony dokument. Nie mielismy tyle! Wrocilam do plecaka - musi to przeciez gdzies tu byc!!! W koncu, po wyrzuceniu dokladnie wszystkiego, zlana potem wyciagnelam nieszczesna zgube z najciasniejszego zakatka komory i z okrzykiem tryumfu dobieglam do budki. Wszyscy juz na nas czekali (a na dodatek jeden Australijczyk pozyczyl nam pieniadze, gdyz celnicy nie chcieli przyjac baht), wiec pobilismy rekord w wypelnianiu dokumentow wyjazdowych i biegiem dopadlismy pozostalych. Te czesc graniczna mielismy za soba, ufff...
Wieksza czesc ludzi upakowana (doslownie) zostala w mini busiku, my zas wraz z dwoma Kanadyjczykami w samochodzie osobowym.
| Oceń relację |
KambodżaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






















