Dookoła świata - Laos - część VI
justiluk Wyświetlono: 283 razy 2006-05-18 13:10:55![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.16 (86 głosów) |
Podróż dookoła świata
http://www.veda.com.pl/dookola
19.04.2006 r.
Wczoraj rano wyspalismy sie, spakowalismy pomalu i majac jeszcze przeszlo godzine czasu do check outu, poszlismy na sniadanie. Zostawilismy plecaki w recepcji, pojechalismy do wielkiej zlotej stupy, ale czulismy sie na tyle kiepsko przy panujacym upale, ze wrocilimy do miasta i zaszylismy sie w kafejce internetowej. I tu przykrosc - okazalo sie, ze nasza strona nie dziala! Lukasz meczyl sie z nia pol dnia i nic nie wskoral... A tu czas zaczal naglic - nauczeni doswiadczeniem, ze lepiej przyjechac na dworzec wczesniej, niz potem siedziec 10 h na stolku w przejsciu, musielismy sie zbierac. Zjedlismy wiec obiad (tym razem juz normalny) w tajskim barku i wziawszy plecaki ruszylismy zgodnie z przewodnikiem na polnocny dworzec autobusowy. Jednak kierowca naszego tuk-tuka bardzo slabo mowil po angielsku i po drodze upewnil sie u taksowkarza, czy na pewno jedziemy dobrze. I cale szczescie, ze to zrobil - okazalo sie bowiem, ze niedawno wybudowano tu nowy dworzec autobusowy i to wlasnie z niego jedzie sie do Pakse (przestroga dla wszystkich podroznikow - nigdy nie jedzcie w ciemno tam, gdzie mowi Wam przewodnik sprzed kilku lat!). Na szczescie czasu bylo duzo i tylko z kasa zle... Gdy w koncu wyladowalismy na wlasciwym dworcu, zostalismy zaatakowani przez autobusowych naganiaczy. Kazdy wrzeszczal "Pakse, Pakse" i staral sie wyrwac nam bagaze. Ale nie z nami takie numery - spokojnie weszlismy do poczekalni, zorientowalismy sie w sytuacji (bardzo wiele firm przewozowych, te same ceny biletow i tylko standard nieco rozny) i zastanowilismy sie, co robic dalej. Dwoch najwytrwalszych naganiaczy wciaz kolo nas stalo, zostalam wiec z plecakami, a Lukasz poszedl zobaczyc warunki. W koncu zdecydowalismy sie na nieco mniej fantastyczna opcje, ale zaplacilismy za to w sumie o 6$ mniej (wytargowane). Powinnam jeszcze wspomniec, ze my zdecydowalismy sie w ogole na bardziej luksusowy autobus - z klimatyzacja i lazienka (plus woda i tv, ale to nas juz mniej radowalo). Jest tez mozliwosc tansza (85 000 kip), jednak po doswiadczeniu z przejazdu pomiedzy Luang Prabang a Vientiane zdecydowalismy sie przeplacic po 1,5 $ (stargowalismy do 100 000 kip za osobe) i spedzic te noc wygodnie.
Wybor okazal sie dobry, bo wmiare wyspani dojechalismy rano do Pakse. Wypilismy kawe, sprawdzilismy, ze naprawiona poprzedniego dnia przez Patryczka [WIELKIE DZIEKI raz jeszcze!:*] strona dziala i pojechalismy na dworzec autobusowy do Champasak. Dworzec wygladal dosc nietypowo... Autobus stal tam bowiem jeden - nasz, lokalny. Poza nim same sawngtaewy (takie duze, wieloosobowe tuk-tuki), pelne ludzi i wszelkiego dobytku w srodku, z wielopietrowo zapakowanymi dachami... Poza tym mnostwo sprzedawcow, ktorzy wszystkie produkty do sprzedania (najczesciej jedzenie) nosili na rekach, w koszach lub kubelkach. Poza tym klatki z kurczakami, potworny smietnik powszechny, goraco i tlum.
| Oceń relację |
LaosWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






















