Dookoła świata - Laos - część V
justiluk Wyświetlono: 126 razy 2006-05-18 13:06:16![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.90 (71 głosów) |
Podróż dookoła świata
http://www.veda.com.pl/dookola/
16.04.2006 r.
Niedziele Wielkanocna powitalismy w kosciele - msza byla uroczysta, tlumaczona rowniez na angielski, a wypisane na kartkach czytaia pozwolily nam przeczytac sobie wszystko po polsku z mojego Pisma Swietego. Po mszy zostalismy jeszcze na chwilke, aby zobaczyc jak Laotanczycy swietuja swoj Nowy Rok tutaj - najpierw oblewali figury Pana Jezusa, Maryii i sw. Jozefa woda z kwiatami, a pozniej delikatnie polewali siebie nawzajem, oraz ksiedza i zakonnice siedzacych w rzedzie obok. Bylo milo, radosnie i swiatecznie :) W drodze powrotnej do domu kupilismy jeszcze plastikowe talerzyki, kupilismy bagietki, a juz na miejscu Lukasz wypozyczyl w knajpie na dole dwa kieliszki i sztucce, a ja poprosilam pania w recepcji o udostepnienie nam stolu z czerwonym obrusem. Uprzatnelismy szybciutko w pokoju, zastawilismy stol i zaczelismy swiateczna uczte! Niestety okazalo sie, ze nasze brzuchy calkowcie odzwyczaily sie od "naszego" jedzenia i bylismy pelni duzo szybciej, niz sie spodziewalismy! Zaleglismy wiec w lozku napawajac sie mysla, ze mozemy smialo nic nie robic, jesc kiedy chcemy i wylegiwac sie jeszcze wiecej, dajac brzuchom czas na dojscie do siebie. Dopiero po poludniu wyleglismy z pokoju, zlozyc rodzinom zyczenia rzez Skype'a i chwile sie przejsc. Skonczylismy wieczor z grupa laotanczykow i ialych swietujacych razem Nowy Rok laotanski i Wielkanoc - tanczylismy, pilismy piwo i sporadycznie polewalismy przechodniow woda - taki wstep do Lanego Poniedzialku :)
17.04.2006 r.
Wreszcie sie dzis wyspawszy, Robinson uswiadomil sobie, ze dzis Smigus Dyngus i bezzwlocznie oblal mnie woda. Nietrudno sie domyslic, ze zakonczylo sie to wojna w lazience i suszeniem kolejnych ciuchow - ostatnio robimy to non-stop!;) I tak zaczelismy nasz drugi dzien swiat na obczyznie. Zjedlismy potem resztki naszego pysznego sniadanka z wczoraj (ktore i tak starczyly nam na caly dzien) i wyszlismy na wreszcie suche i spokojne miasto. Wypilismy dobra kawe i zjedlismy po pysznym ciachu (jakos musielismy sie pocieszyc nie majac mazurkow), po czym poszlismy do luku triumfalnego i zaleglismy w kafejce internetowej. A wieczorem przyszla niezwykle mila chwila - swiateczny obiad. Poszlismy do przesympatycznej francuskiej restauracji, zjedlismy przepyszna kolacje i zachwyceni i pelni wrocilismy do pokoju. Jtro jedziemy dalej - koniec swiatecznej laby.
| Oceń relację |
LaosWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






















