• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Dookoła świata - Laos - część IV

justiluk Wyświetlono: 266 razy 2006-05-18 12:59:46
  Ocena:2.41 (88 głosów)


Podróż dookoła świata
http://www.veda.com.pl/dookola

12.04.2006 r.
Dzisiejsza jakakolwiek aktywnosc kazdego ze znajomych nam przedstawicieli gatunku ludzkiego zabil upal. No moze przesadzilam, bo jacys ludzie poszli do jaskini. Ale w jaskini chlodno i woda zimna, wiec w sumie sie nie dziwie :)

My jednak nie bylismy zdolni do niczego z wyjatkiem siedzenia nad rzeka, popijania chlodnych napojow czytania, a potem takze grania w duraka (pamietacie? Rosyjska gra karciana, ktorej nuczylismy sie w Trans-Sybirze!) i kierki z Kamem i Sabina. Gdy wszystkim karty juz sie znudzily, wrocilismy do naszego guesthouse'u i spedzilismy wieczor na gadaniu z osiemnastoletnim Kanadyjczykiem (podrozujacym samemu). I tak to minal nam czas w Muang Ngoi - jutro wracamy do Luang Prabang przyjrzec sie choc poczatkom Pai Maii :)

15.04.2006 r.
Trzynasty okazal sie byc przyslowiowo pechowy.

Rano wstalismy wczesnie, gdyz wlascicielka naszego guesthouse'u zamowila dla nas lodz na 8.30 - a wiec kanapki w reke, plecaki na plecy i w droge. Chwila (dluzsza) czekania na spoznialskich i nie wiadomo na co jeszcze i ruszlylismy. Tym razem bylo wygodnie i na tyle malo ludzi, ze przeplynelismy calosc, bez koniecznosci 15-stominutowego marszu. Za to skonczyla nam sie benzyna. Na szczescie juz przy samej przystani w Nong Khiaw, ale zawsze. Potem godzine czekaalismy w autobusie, az wreszcie ruszymy. Upal jak diabli, a kierowca jak juz wreszcie ruszyl, to tez zatrzymywal sie jeszcze kilka razy - a to wziac kanapki z domu, a to cos, a to jeszcze ludzi dopakowac, choc - Bog mi swiadkiem - naprawde nie bylo juz miejsca. Znow troche balismy sie drugiej Mongolii, ale znow na szczescie obylo sie bez niej - barana co prawda zastapil wielki dywan, a baniaki z mleczna wodka masa wypchanych toreb, ale tylko na chwile potrzebna na przejechanie z jednej wsi do drugiej. Podroz trwala dwa razy dluzej, niz jak gdy jechalismy w strone przeciwna, tak ze dotarlismy do Luang Prabang dopiero po 15-ej. Po dluzszej chwili negocjacji z tuk-tukarzami, ktorzy od naszego ostatniego pobytu w miescie podwoili stawke za przejazdy, udalo nam sie uzyskac satysfakcjonujaca nas cene 0,5 $ za osobe do centrum i ruszylismy. Zmoczeni juz nieco w autobusie przez ludzi z wiosek, celnie trafiajacych w otwarte okna, po dotarciu do guesthouse'u Kama i Sabiny bylismy przemoczeni do suchej nitki - na kazdej z ulic, co 150 metrow staly grupy po kilka osob lejace woda bez opamietania na wszystko, co sie ruszalo (a wiadomo skad inad, ze biali jadacy tuk-tukiem sa niepowtarzalnie wymarzonym celem). Na szczescie jednak bylo goraco, takze przymusowe prysznice nie stanowily specjalnego problemu. W guesthouse'ie okazalo sie, ze nasi znajomi pokoj owszem maja - zarezerwowany wczesniej, teraz grzecznie na nich czeka - jednak dla nas wolnych miejsc brak. Probowalismy sklonic recepcjonistow do wydania nam zgody na rozstawienie namiotu w duzym ogrodzie, ale niestety jej nie uzyskalismy.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
LaosWybierz obszar który Cię interesuje

LaosChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju