Podróż dookoła świata
Dookoła świata - Laos - część II



Justiluk2006-05-18 12:45:08
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Zrobilam wielka petle i ceny znow mnie nie zachwycily - najtanszy pokoj, ktory udalo mi sie znalezc (po targowaniu), byl za 5$ bez lazienki. Zziajana i mokra wrocilam na przystan majac nadzieje, ze Lukasz czeka tam na mnie grzecznie, a nie szuka mnie z dwoma ciezkimi plecakami na ramionach. Mialam racje - siedzial sobie rozparty wygodnie i rozmawial z Niemka - Petra, jedna z naszych wspoltowarzyszek podrozy. Okazalo sie, ze negocjowali cene pokoju w guesthouse'ie gdzies dalej od centrum z wlascicielem. Postanowilismy sprawdzic jego oferte. Wytargowalismy sie za tuk-tuka i po 10-ciu minutach bylismy na miejscu. Wynegocjowalismy cene 200 baht za pokoj z lazienka (czyli najtaniej, jak widzialam). Odswiezeni nieco ruszylismy rozejrzec sie po tym slynny i tak ponoc lubianym przez turystow miejscu. Duzo knajpek i restauracji, glowna ulica wieczorami zamknieta czesciowo dla ruchu kolowego pelna stoisk z ciuchami, narzutami, bizuteria, etc. Na tej to rowniez ulicy znalezlismy miejsce na kolacje - bufet wegetarianskich potraw, 5000 kip za talerz - to nam odpowiada! Co prawda siedzi sie w malej uliczce, przy wspolnym, niezbyt wygodnym stole, ale przeciez nie musimy miec luksusow, a jedzenie bylo dobre i tanie - i oto chodzi! Poszwedalismy sie troche i wrocilismy rzed chwila do pokoju - zmeczeni jestemy i idziemy spac.
09.04.2006 r.
Wczorajszy i dzisiejszy dzien nie wyroznialy sie niczym specjalnym. No, moze poza koncowka disiejszego...
Szwedalismy sie po miescie, przesiadywalismy przy bardzo dobrym laotanskim piwku nad Mekongiem, przygladalismy sie ludziom, jedlismy kanapki z bagietkami... Dopiero dzis wieczorem idac ulica w strone domu, przechodzilismy kolo glosnego klubu i postanowilismy zajrzec. Przy stoliku tuz przy wejsciu zobaczylismy ludzi z naszej lodkowej podrozy do Luang Prabang i przysiedlismy. Bylo bardzo sympatycznie i bardzo miedzynarodowo: Anglik, Francuz, Australijczyk, dwoch Wlochow, Meksykanin, Kanadyjka, Niemka, my... Pilismy sobie piwko, gadalismy i wyglupialismy sie smiejac w glos. Lodka okazala sie wiec dobrym pretekstem do nawiazywania znajomosci :) Wrocilismy do pokoju grubo po polnocy, zadowoleni z nawiazanych znajomosci i milo spedzonego czasu.
A teraz jeszcze krotkie wyjasnienie tego, co tu sie niedlugo bedzie dziac. Otoz w Laosie wkrotce (16-ego kwietnia) zaczyna sie Nowy Rok. Swietuje sie to wydarzenie 3 dni (14, 15, 16 -ty kwietnia), a szczegolnie barwnie i intensywnie wlasnie w Luang Prabang. Caly festiwal nazywa sie Pi Maii i generalnie rzecz biorac jest swietem wody. Wszyscy wszystich oblewaja woda, niezaleznie od plci, wieku, profesji, wyznania, koloru skory, wlosow, czy skarpetek (ktorych zreszta i tak nikt tu nie nosi). Swietuje sie to w calym Laosie (jak rowniez Birmie i Tajlandii), ale Luang Prabang uznawany jest za centrum swieta i dlatego dzikie tlumy wala tu na te kilka dni. Woda polewaja zreszta juz teraz - emocje buzuja i niektorzy juz wyraznie nie moga sie doczekac... Ceny rosna w zastraszajacym tempie (np. za nasz pokoj w tych dniach wlasciciel zazadal 15 $), a ludzie zabijaja sie o wolne lozka. Na szczescie (lub nieszczescie), my 15-ego chcemy byc w Vientianie (ostatecznie nasze swieta Wielkonocne wazniejsze, a w stolicy znajduje sie jedyny kosciol katolicki w calym panstwie), wiec horror tlumow dotykac nas bedzie tylko przez dwa dni.
Jutro ruszamy na 3 dni na polnoc - chcemy cos zobaczyc z tych pieknych laotanskich gor :)
Zobacz zdjęcia:
Laos
Laos - wybierz obszar, który cię interesuje:










































