Podróż dookoła świata - Kambodża część II
Gryka Wyświetlono: 664 razy 2006-05-15 22:49:27![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.65 (105 głosów) |
Podróż Gryków dookoła świata - Kambodża
20.02.2006 - 04.03.2006
http://grykapodroze.com/
Zdecydowalismy, ze zostajemy na terenie kompleksu i sprobujemy cos wykombinowac na miejscu. Poszlismy spowrotem do Angkor Wat. To jedna z glownych swiatyn
calego kompleksu, na ktory sklada sie ich kilkadziesiat i rozsiane sa na dosc sporym obszarze. Wrazenie niesamowite. To byly z pewnoscia najbardziej okazale starozytne budowle, jakie dotad widzielismy. Ale wtedy nie wiedzielismy co nas jeszcze czeka:)
Wrocilismy na parking. Udalo sie zalatwic 2 rowery od chlopcow, ktorzy na te okolicznosc nie pojechali tego dnia do szkoly... i moglismy byc wreszcie troche
spokojniejsi. Po calym terenie mozna poruszac sie dobrymi drozkami i do wyboru byly dwie opcje: wariant bogatszy, ale 26 km dlugi, lub opcja krotsza – tylko 17 km. Oczywiscie wybralismy sciezke dluzsza...:) Z mapa w reku pojechalismy do kolejnego miejsca zagubionego w dzungli, zostawiajac Angkor Wat za soba...
Przed nami pojawila sie niesamowita, ogromna brama zwienczona kamiennymi glowami... Strzegla wjazdu do Angkor Thom... Ich twarze patrzyly na 4 strony swiata.
Poczulismy sie chyba tak samo, jak bohaterowie tolkienowskiej trylogii wjezdzajacy do ktorejs z fortec... Fantastyczna sprawa! Ale to byl dopiero poczatek. Chwile pozniej bylismy przy kompleksie Bayon. To nas powalilo na lopatki! Cudowna, wielka budowla z dziesiatkami wiez, a na kazdej twarze...
Wrazenie cudowne! kamienne oblicza (bylo ich 216!) wygladaly tajemniczo, wrecz mistycznie. Zrobilismy tam
mnostwo fotek:) Niesamowite miejsce. Bardziej nam sie podobalo niz sam Angkor Wat. Na terenie Angkor Thom dotarlismy jeszcze do remontownej wlasnie, a wlasciwie
skladanej z tysiecy kawalkow i zachowanych fragmentow, Baphuon i do dwoch tarasow: Sloni i Leper King. Swiatyni prawie zza rusztowan nie bylo widac. Za to
tarasy okazaly sie kapitalna sprawa! Przepiekne korytarze pokryte niesamowitymi plaskorzezbami. Historia wisiala tam doslownie w powietrzu... Na kazdym kroku znajdowlismy jakas perelke. Po malej przekasce ruszylismy dalej. Zaczynalo sie
robic okropnie goraco, do tego koszmarnie wilgotno. Zwolnilismy tempo. Nie uchronilo nas to od tego, ze bylismy permanentnie mokrzy. Taki urok tego klimatu...
Nastepnym punktem programu byla spora swiatynia Preah Khan. Kamienne bloki porosniete mchem, niesamowity klimat, setki korytarzy i przejsc, mury oplecione
przez konary i korzenie poteznych drzew...
Strasznie nam sie tam podobalo. Bylo tak prawdziwiej, bardziej autentycznie. Uparlismy sie, zeby zrobic zdjecie miejscu, w ktorym drzewo wyrasta wprost z kamiennej sciany, ale okazalo sie to nie mozliwe. Aparat caly czas wariowal, nie moglismy ustawic ostrosci, zmienialismy parametry, wydawalo sie ze juz i dalej nic... uznalismy to miejsce za zaczarowane i poddalismy sie...:) Poprostu nie dalo sie tam zrobic fotki i juz. Zaraz potem dojechalismy do kolejnego magicznego (doslownie) miejsca.
| Oceń relację |
KambodżaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju























