• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28277
  • Porad: 18790
  • Postów: 112497
  • Tematów: 10278

HISTORIA JEDNEGO PODBOJU, (I JEDNEGO NIE)

Marcin Kacperek Wyświetlono: 183 razy 2006-05-10 17:04:12
  Ocena:2.85 (53 głosów)


Hawlett's Chimney, Hawlett's Peak. Rocky Mountains National Park, Colorado USA. Samotnie w maju 1998.
www.freerajdy.pl

Budzę się dwukrotnie; o północy i około pierwszej. Piję wodę. Za dwadzieścia druga budzik wyrywa mnie z głębokiego snu. Półtorej godziny jazdy i zaczynam podejście. Wieje wiatr, prószy lekki śnieg. Idę szlakiem, który doprowadza mnie do jeziora. A ja jaj!- jak pisał mój ulubiony górski narrator- lewy but jest bardziej mokry niż suchy. Lód na jeziorze okazał się być wodą ledwie na granicy zamarzania, zamaskowaną świeżym opadem. Nie jest tak zimno, zamarznąć, to mi ta noga nie zamarznie. Klnę sobie przez chwilkę, bardziej dla formy, niż z prawdziwej potrzeby i ruszam dalej. Oczywiście gubię się w ciemnym lesie jak dziecko. Uznaję, że przeszedłem już miejsce, w którym powinienem był odbić ze szlaku w prawo. Wracam się, myśląc że Giewont to przynajmniej zawsze był tam, gdzie się go spodziewałem. Dochodzę z powrotem do jeziora i teraz wiem, że przesadziłem w drugą stronę. Zawracam jeszcze raz i po czterdziestu pięciu straconych minutach znowu jestem na tropie. Przynajmniej woda w bucie już mi się zagrzała.

Samotne podejścia nigdy mi się nie dłużą. Przez głowę przelatują obrazy i dźwięki, jak fragmenty filmów. Wspomnienia, marzenia. Twarze i sytuacje. Coraz więcej ludzi, których znałem, nie żyje. Z drugiej strony, żyje coraz więcej ludzi, których nie znam. Przypomina mi się marcowy wypad na północną ścianę Wielkiego Tetona. Ścianę z nie do końca zrozumiałych dla mnie względów otaczaną w USA olbrzymim szacunkiem. 750 metrów, 10 godzin podejścia i droga o letnich trudnościach VI. Nawet z perspektywy Tatr, a co dopiero Alp, nie powinno to być nic specjalnego. Jedynym wytłumaczeniem jest fakt, że w Stanach niewiele osób wspina się zimą poza lodospadami, a i ścian, które są zimowym wyzwaniem dla wspinacza, a nie narciarza jest w tym kraju stosunkowo niewiele. Nawet wiedząc to wszystko, trudno mi było uwierzyć, że taka ściana ma bardzo mało kilka przejść zimowych. Z początku myślałem o wybraniu się na nią solo, ale w końcu Terry Murphy stał się moim partnerem. Na moich warunkach- wspinamy się "po polsku". Nie bierzemy sprzętu biwakowego i wspinamy się bez przerwy. Z samochodu do samochodu powinno nam to zająć około pięćdziesięciu pięciu godzin. Taki był plan.

O siódmej rano opuściliśmy Isuzu Terry'ego przy końcu odśnieżonej drogi. Już po półtorej godziny podejścia na nartach poczułem, że coś jest nie w porządku. Byłem zbyt słaby i wolny, ledwo nadążałem za Terrym, który parł pod górę jak pług śnieżny. Byłem chory. Grypa wlokąca się za mną od kilku tygodni znowu mnie dopadła. O czwartej po południu zaczęliśmy się wspinać, początkowo bez asekuracji. Obserwowałem Terry'ego i serce mi rosło. Była to nasza pierwsza wspólna droga i z przyjemnością patrzyłem na jego pewne ruchy.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
Stany ZjednoczoneWybierz obszar który Cię interesuje

Stany ZjednoczoneChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju